Kilkadziesiąt osób zostało rannych podczas protestów pracowników fabryk odzieżowych w Bangladeszu, którzy domagają się wyższych płac. Protesty w dwóch przemysłowych miastach doprowadziły do zamknięcia co najmniej 200 fabryk - podała policja.

REKLAMA

Protestujący stawiali na ulicach miast Savar i Ashulia pod Dhaką barykady z samochodów i drewnianych bali. Policję obrzucano kamieniami, a tysiące robotników zaatakowały fabryki - powiedział szef policji przemysłowej Mustafizur Rahman.

Władze do pomocy policji skierowały kilkuset strażników granicznych.

Choć banglijski przemysł odzieżowy co roku zarabia na eksporcie ponad 20 mld dolarów, jego robotnicy należą do najniżej opłacanych na świecie, a warunki pracy urągają podstawowym zasadom bezpieczeństwa. Uwagę na sytuację w przemyśle odzieżowym Bangladeszu zwróciła kwietniowa katastrofa budowlana w Savar, gdzie zawalił się kilkupiętrowy budynek z licznymi zakładami odzieżowymi, grzebiąc pod gruzami ponad 1100 ludzi.

Nie możemy przyjąć oferowanych nam płac. Są za małe - powiedział przywódca protestu w Savar Kahirul Mamun Mintu. Nasz ruch nie spocznie, dopóki nasze żądania nie zostaną spełnione - dodał.

W zeszłym tygodniu panel wyznaczony przez rząd głosował za podniesieniem płacy minimum dla robotników odzieżówki do 5300 taka (66,25 dolarów) miesięcznie, czyli o 77 proc., co i tak nadal byłoby najniższą płacą minimum na świecie. Robotnicy domagają się 8114 taka (100 dolarów). By podwyżka weszła w życie, musiałoby ją zaaprobować ministerstwo przemysłu.

Proponowanej płacy nie zaakceptowali też właściciele fabryk, utrzymując, że taka jej wysokość dla robotnika niewykwalifikowanego zniszczy banglijski przemysł na konkurencyjnym rynku globalnym, znacząco podnosząc koszt produkcji.

Bangladesz szyje ubrania dla całego świata


Bangladesz jest drugim po Chinach producentem odzieży na świecie; jest ona wysyłana głównie do USA i Europy. Sektor ten zatrudnia 4 mln robotników, głównie kobiet.

Ostatnie demonstracje pracowników odzieżówki zbiegają się z chaosem spowodowanym protestami politycznymi w Bangladeszu, gdzie główna partia opozycyjna - Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu (BNP) - wraz z 17 sojusznikami domaga się utworzenia przed styczniowymi wyborami tymczasowego rządu z udziałem ludzi spoza partii politycznych.

W ostatnich dwóch tygodniach opozycja zorganizowała kilka strajków generalnych, które łącznie trwały 120 godzin. Protesty przerodziły się w akty przemocy, w których zginęło 18 osób.

Premier Hasina Wazed i przywódczyni opozycji Chaleda Zia są najbardziej wpływowymi politykami w Bangladeszu. Naprzemiennie sprawowały funkcję szefowej rządu od 1991 roku. Hasina chce ponadpartyjnego porozumienia w sprawie wyborów, Zia domaga się od niej, by najpierw zrzekła się władzy, ustępując pola przejściowemu rządowi ekspertów spoza polityki.

Zia, jak poinformował jeden z opozycyjnych polityków Kader Siddiki, zapowiedziała kontynuowanie protestów aż do skutku.

Strajki powszechne są w Bangladeszu taktyką stosowaną zwykle przez opozycję do nagłośnienia żądań i sprowadzają się do zamykania szkół, sklepów i paraliżowania w miastach transportu, ale fabryki zwykle pracują.

Bangladesz jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Od czasu uzyskania niepodległości od Pakistanu w 1971 roku 21 razy dochodziło tam do zamachów stanu.

(jad)