Trwający od ponad dwóch tygodni strajk w norweskiej branży hotelarskiej obejmuje już niemal 300 obiektów i coraz mocniej wpływa na funkcjonowanie innych sektorów gospodarki. Protestujący domagają się wyższych wynagrodzeń i lepszych zabezpieczeń socjalnych, a konflikt nie wykazuje oznak szybkiego zakończenia.
- Strajk w norweskiej branży hotelarskiej objął już niemal 280 hoteli i 4 tysiące pracowników.
- Protestujący domagają się wyższych płac i lepszych świadczeń socjalnych.
- Strajk paraliżuje hotele, restauracje i wpływa na inne sektory gospodarki.
- Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.
Strajk w norweskiej branży hotelarskiej rozpoczął się 19 kwietnia po nieudanych negocjacjach między związkami zawodowymi Fellesforbundet i Parat a organizacją pracodawców NHO Reiseliv. Według danych związkowych, od 3 maja w proteście bierze udział blisko 4 tysiące pracowników w 286 hotelach i obiektach turystycznych.
W wyniku strajku wiele hoteli zmaga się z poważnymi utrudnieniami - nie działają restauracje, serwis pokojowy oraz recepcje. Sytuacja ta komplikuje obsługę gości i prowadzi do strat finansowych dla branży tuż przed rozpoczęciem letniego sezonu turystycznego.
Związkowcy domagają się przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń i lepszego zabezpieczenia finansowego w przypadku choroby. Żądają też, by pracodawcy wypłacali świadczenia chorobowe, rodzicielskie i opiekuńcze, zanim środki te zostaną rozliczone przez państwowy system NAV (odpowiednik polskiego ZUS).
Pracownicy hoteli, restauracji, kantyn i, (ogólnie), branży turystycznej, należą do najgorzej opłacanych w Norwegii. Wielu z nich nie ma zabezpieczenia finansowego, jeśli zachoruje - ocenił w komunikacie prasowym szef Fellesforbundet Christian Justnes.
Według zrzeszenia pracodawców NHO pracodawcy nie mogą przejmować odpowiedzialności państwa. Magne Kristensen z kierownictwa NHO ocenił, że spełnienie żądań strajkujących byłoby szczególnie trudne dla małych i średnich firm, ponieważ oznaczałoby ryzyko strat i dodatkowe obowiązki administracyjne.
Pracowaliśmy ciężko przez cały okres mediacji, żeby znaleźć rozwiązanie, ale niestety nie było to możliwe. Tym razem strony były od siebie zbyt daleko - przyznał Kristensen, cytowany w oficjalnym stanowisku NHO.
Początkowo strajk objął główne norweskie miasta: Bergen i Oslo. Po kilku dniach do protestu dołączyli pracownicy hoteli z głównych ośrodków turystycznych kraju: Tromsoe, Lofotów, Trondheim i Sandefjord. Od 3 maja strajk rozszerzył się na cały kraj.
W sobotę, 9 maja, do protestu ma dołączyć ponad 300 strajkujących u ponad 130 pracodawców.
Konflikt zaczyna wpływać także na inne sektory gospodarki. Strajk objął kantyny, catering oraz zaplecze noclegowo-żywieniowe przy dużych zakładach przemysłowych i projektach infrastrukturalnych. Szczególnie zagrożona jest działalność stoczni Aker Solutions na wyspie Stord, gdzie pracuje prawie 10 tysięcy osób, w tym wielu Polaków.
Kolejne fazy strajku mogą wpłynąć na (działalność) stołówek i zakwaterowanie naszych pracowników, głównie na Stord. Próbujemy oszacować, jak to może w nas uderzyć - powiedział dziennikowi "VG" Odd Naustdal z Aker Solutions.
Jeśli strajk sparaliżuje kantyny, część produkcji może zostać wstrzymana. Przedstawiciel pracowników Finn Madssen jr. ocenił w rozmowie z dziennikiem "VG", że w takim przypadku kilka tysięcy osób trzeba będzie odesłać do domu.
U progu otwarcia letniego sezonu turystycznego nie widać perspektyw na szybkie zakończenie sporu.