"Nie mam zarzutów, wciąż jestem świadkiem, zakazano mi jednak mówić o przesłuchaniu i komentować sytuację Związku Polaków na Białorusi" - mówi w rozmowie z RMF FM Andrzej Pisalnik. W środę działacz polskiej mniejszości wraz z żoną Innes Todryk-Pisalnik zostali zatrzymani w Grodnie i wywiezieni przez milicję na przesłuchanie do Mińska.

REKLAMA

Zatrzymanie to jedyna rzecz, o której Andrzej Pisalnik mógł rozmawiać z dziennikarzem RMF FM Krzysztofem Zasadą. Funkcjonariusze, w tym kilka osób w kominiarkach, wyrwali w środę rano polskiego działacza mniejszości na Białorusi razem z jego żoną Innes Todryk-Pisalnik z łóżka. Służby kazały w pośpiechu zbierać się parze, grożąc rewizją.

Gdy Andrzej Pisalnik i Innes Todryk-Pisalnik poprosili o możliwość zawiezienia 11-letniego syna do szkoły, milicjanci zgodzili się, pod warunkiem eskortowania dziecka wraz z rodzicem do placówki.

Żeby dopilnować, żebym ja nie uciekł. Jak ja sobie wyobraziłem, jaka to będzie scena przy wejściu do szkoły, to stwierdziłem, że synek do szkoły nie pójdzie - powiedział naszemu dziennikarzowi działacz.

Małżeństwo poprosiło więc o pomoc babcię. Do jej przyjazdu dziecko jednak zostało samo w domu, bo rodziców zabrano do Mińska.

W komitecie śledczym przesłuchanie trwało 5 godzin. Późnym wieczorem małżeństwo odwieziono z powrotem do Grodna.

Status świadków

Pisalnik i jego żona mają status świadków w postępowaniu karnym dotyczącym rzekomego podżegania do nienawiści na tle narodowościowym. W ramach tej sprawy karnej aresztowani zostali przedstawiciele kierownictwa Związku Polaków na Białorusi: Andżelika Borys, Andrzej Poczobut, Irena Biernacka i Maria Tiszkowska.

We wtorek Andrzej Pisalnik został wezwany do grodzieńskiej prokuratury, gdzie w został "oficjalnie ostrzeżony", że jego komentarze i opinie na temat działań władz białoruskich wobec mniejszości polskiej są "niezgodne z białoruskim prawem". Pisalnik i jego żona są działaczami Związku Polaków na Białorusi i pracownikami portalu Znadniemna.pl. W ostatnim czasie informowali oni o sprawie karnej wobec kierownictwa związku.

W środę w komunikacie cytowanym przez państwową agencję BiełTA prokuratura w Grodnie oświadczyła, że Andrzej Pisalnik łamał prawo, mówiąc w mediach, że na Białorusi trwa "antypolska kampania" i wystosowała wobec niego "oficjalne ostrzeżenie o niedopuszczalności powtórnego łamania prawa"

Członkowie władz Związku Polaków na Białorusi, którzy siedzą w areszcie w Mińsku, są podejrzani o podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym i rehabilitację nazizmu. Grozi za to 12 lat więzienia.

Władze zarzucają działaczom Związku Polaków na Białorusi oraz aktywistce polskiej z Brześcia Annie Paniszewej (także jest w areszcie z takimi samymi zarzutami), że w czasie organizowanych imprez "wychwalali zbrodniarzy wojennych, w tym Romualda Rajsa Burego". Aktywiści odrzucają te oskarżenia jako bezpodstawne.