Co najmniej 14 osób zginęło, a kilkadziesiąt zostało poważnie rannych w wyniku zamachu bombowego na trasie panamerykańskiej w południowej Kolumbii. Władze wskazują na rebeliantów powiązanych z frakcjami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii. Atak wpisuje się w falę przemocy, która nasiliła się przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.
- W zamachu bombowym na autostradzie w południowej Kolumbii zginęło co najmniej 14 osób.
- Władze obwiniają rebeliantów powiązanych z frakcjami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
- Atak wpisuje się w falę przemocy przed wyborami prezydenckimi.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Do zamachu bombowego doszło w sobotę na odcinku trasy panamerykańskiej (łączącej obie Ameryki) w departamencie Cauca na południu Kolumbii. Zginęło co najmniej 14 osób, a 38 zostało rannych. Cytowani przez BBC świadkowie mówią, że siła wybuchu była tak duża, że wiele osób zostało odrzuconych na kilka metrów. Zniszczonych zostało wiele pojazdów.
Wśród rannych są także nieletni. Lokalne władze podkreślają, że był to bezwzględny atak, który "nie oszczędził przypadkowych osób". Gubernator departamentu Cauca, Octavio Guzman, nazwał zamach "aktem barbarzyństwa", apelując o wsparcie ze strony władz centralnych.
Fue activado un artefacto explosivo en la va Panamericana, en el sector de El Tnel, Cajibo, en un ataque indiscriminado contra la poblacin civil que, de manera preliminar, deja 7 civiles muertos y ms de 20 heridos de gravedad. Es una tragedia que nos desgarra como... pic.twitter.com/4BQ0r6CnUc
OctavioGuzmanGuApril 25, 2026
Prezydent Kolumbii, Gustavo Petro, jednoznacznie obwinił za zamach rebeliantów powiązanych z odłamami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC). To jedna z najdłużej działających grup partyzanckich w Ameryce Łacińskiej, która po nieudanych rozmowach pokojowych z rządem w 2016 roku ponownie nasiliła swoją działalność.
"Ci, którzy dokonali tego ataku, to terroryści, faszyści i handlarze narkotyków" - napisał w mediach społecznościowych. Prezydent zapowiedział wysłanie najlepszych oddziałów wojskowych do walki z rebeliantami.
Zamach bombowy w departamencie Cauca to nie jedyny incydent w ostatnich dniach. Od piątku w regionie doszło do serii zamachów, w tym ataku na bazę wojskową w mieście Cali, gdzie rannych zostało dwóch żołnierzy. Minister obrony Pedro Arnulfo Sanchez poinformował także o udaremnieniu zamachu z użyciem autobusu wypełnionego materiałami wybuchowymi.
Wzrost przemocy ma miejsce na miesiąc przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się 31 maja. Gustavo Petro, były partyzant i pierwszy lewicowy prezydent w historii Kolumbii, prowadzi kontrowersyjną politykę "całkowitego pokoju", negocjując z różnymi grupami zbrojnymi. Jednak część frakcji FARC odrzuciła porozumienie pokojowe i kontynuuje walkę zbrojną.
Petro nie może zgodnie z konstytucją ubiegać się o reelekcję, ale w sondażach prowadzi jego protegowany Ivan Cepeda. Na kolejnych miejscach plasują się prawicowi kandydaci Abelardo de la Espriella i Paloma Valencia. Wszyscy troje ogłosili, że otrzymywali groźby śmierci.
Przypomnijmy, że w czerwcu ubiegłego roku podczas wiecu w Bogocie zginął prawicowy kandydat na prezydenta Miguel Uribe Turbay, postrzelony przez 15-letniego napastnika.