Dzisiejsze podpisanie umowy UE z Mercosur nie kończy batalii. Czas na bilans zysków i strat. Co było największą porażką negocjacji w sprawie Mercosuru?
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Umowa ma dla Unii znaczenie geostrategiczne. Chodzi o zdobycie południowowamerykańskiego rynku opanowanego już w dużej mierze przez Chiny w sytuacji, gdy swój zamykają USA. Umowa od początku nazywana była "Krowy za samochody", bo w zamian za otwarcie unijnego rynku na towary rolne z Mercosuru, na przykład wołowinę, kraje UE będą mogły eksportować produkcję przemysłową - m. in. samochody z Niemiec. Zyskać mogą także polscy producenci maszyn rolniczych, części samochodowych, branża chemiczna i farmaceutyczna. Do tej pory ten rynek był praktycznie dla Unii zamknięty, bo obowiązywały bardzo wysokie cła. - np. na unijne auta wynosiły aż 35 proc. Polskie wyroby z gumy i tworzyw oraz aparatura optyczna i medyczna także będą miały łatwiejszy dostęp do tego rynku.
Polscy rolnicy obawiają się natomiast tego, że stracą. 180 tys. ton drobiu z Mercosur. To największe zagrożenie, ponieważ Polska jest największym producentem drobiu w UE. Importu wołowiny obawiają się polscy hodowcy bydła. I chociaż kontyngent (99 tys. ton) nie jest taki duży, to zdaniem polskich hodowców może to oznaczać, że tańsza wołowina z Argentyny "nasyci" unijne rynki we Włoszech czy w Niemczech, skąd wyprze polskich producentów. Natomiast 180 tys. ton cukru może obniżyć ceny skupu buraka cukrowego. Ponadto nie chodzi tylko o ilość. Obawy dotyczą nierównych standardów produkcji. Kraje Mercosuru podczas produkcji artykułów rolnych nie stosują takich samych zasad jakie obowiązują w UE, dotyczących np. dobrostanu zwierząt czy pestycydów. Mimo zabiegów Francji i Polski oraz eurodeputowanych nie udało się uzyskać tzw. klauzul lustrzanych - wzajemności - czyli wymogu, by importowana żywność spełniała identyczne normy produkcji, jak ta unijna. Jest to największa porażka negocjacyjna w sprawie Mercosuru, bo skazuje polskich rolników na gorsze warunki.
Brak klauzul lustrzanych boli polskich rolników, ponieważ pokazuje, że Unia Europejska stosuje podwójne standardy. Narzuca się rygorystyczne i kosztowne normy, a jednocześnie otwiera rynek na żywność produkowaną bez tych norm. W negocjacjach zwyciężyły obawy, że takie klauzule mogą zostać zaskarżone do WTO, gdzie obowiązuje zasada, że nie można zakazywać importu produktów tylko ze względu na metodę ich produkcji - np. dobrostan zwierząt czy sposób nawożenia - jeśli produkt końcowy nie ma wad. Mimo że taka "wzajemność" na chwilę pojawiła się w przyjętym przez PE stanowisku - głównie dzięki europosłowi Krzysztofowi Hetmanowi - to podczas negocjacji międzyinstytucjonalnych została wykreślona.
KE zaoferowała jedynie niewiele znaczącą deklarację, którą dołączyła 9 stycznia - po głosowaniu krajów UE - do decyzji umożliwiającej podpisanie umowy. Bruksela dopiero prowadzi analizę skutków takich klauzul lustrzanych w imporcie, więc na razie jest bezradna. Francja, chcąc chronić swoich konsumentów, wprowadziła dekretem zakaz importu towarów z kilkoma pestycydami zakazanymi w UE.
Wczoraj minister rolnictwa Stefan Krajewski zapowiedział podobne działania jednostronne. Chcę we współpracy z resortem zdrowia wprowadzić regulacje, zakazujące wwożenia towarów i produktów zawierających pozostałości pestycydów - powiedział podczas Targów Grüne Woche w Berlinie. Z informacji Ministerstwa Rolnictwa wynika, że w pierwszej kolejności Polska nowym rozporządzeniem będzie chciała zablokować import produktów zawierających 5 substancji czynnych: karbendazym, benomyl, glufosynat, tiofanat metylu i mankozeb. Te substancje najczęściej znajdują się np. w importowanych cytrusach, papai, awokado czy mango. Natomiast klauzule ochronne, które zakładają powrót do ceł w razie wzrostu importu o 5 proc. już są kwestionowane przez Paragwaj, sprawujący rotacyjne przewodnictwo Mercosuru, o czym pisała nasza dziennikarka.
Mercosur może nie uznawać tych obowiązujących prawnie jedynie w UE środków. W związku z czym KE w obawie przed odwetem -arbitrażem - ze strony Mercosuru będzie się obawiała ich stosować, co zmnieszy ochronę europejskich rolników. Klauzule te mogą pozostać jedynie na papierze.
Dzisiejsze podpisanie przez UE umowy z krajami Mercosuru w Paragwaju nie zamyka pełnej zwrotów akcji i batalii. Już w środę PE będzie głosować nad wnioskiem ponad 140 europosłów, na czele których stoją polscy eurodeputowani, żeby umowę skierować do TSUE. Chodzi o to, by unijny trybunał wydał opinię co do jej zgodności z Traktatami UE.
Jeżeli wniosek zyska poparcie większości eurodeputowanych, to wejście życie umowy zostanie zablokowane nawet na dwa lata, bo tyle trwa rozpatrywanie przez TSUE tego typu wniosków. Chodzi o to, że bez orzeczenia TSUE niemożliwe będzie dalsze procedowanie umowy. Po pierwsze do czasu orzeczenia PE nie zagłosuje nad całościową umową, a KE - nie mając pewności co do zgodności umowy z prawem UE - nie odważy się stosować jej tymczasowo. O wyniku środowego głosowania mogą zdecydować głosy kilkunastu europosłów. Szanse na skierowanie do TSUE nieco wrosły po tym, jak Hiszpanie z Europejskiej Partii Ludowej zmienili stanowisko i zaczęli popierać protesty swoich rolników. Jeżeli wniosek upadnie, to Polska, a także Francja, mogą skierować takie wnioski o opinię TSUE, a po wejściu umowy w życie mogą ją zaskarżyć.