Dwie Polki są na liście osób, które zostały ranne w wyniku tragicznego pożaru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana - wynika z informacji przedstawionych przez władze kantonu Wallis. W sumie poszkodowani zostali przedstawiciele 12 narodowości. W barze, w którym pojawił się ogień, zginęło 40 osób.
- Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.
Zidentyfikowano wszystkie 116 osób, które zostały ranne w pożarze baru w szwajcarskim ośrodku narciarskim Crans-Montana. Policja zna też tożsamość ofiar śmiertelnych - podaje Reuters.
Władze kantonu Wallis przekazały, że wśród rannych jest 21 Szwajcarek, 47 Szwajcarów, 10 Francuzek, 11 Francuzów, 4 Włoszki, 6 Włochów, 2 Polki, Belgijka, Portugalka, Czech, 4 Serbów, Australijczyk, Bośniak, Kongijczyk, Luksemburczyk oraz czterech mężczyzn z podwójnym obywatelstwem.
Około 83 osoby wciąż przebywają w szpitalu po pożarze, który wybuchł wczesnym rankiem 1 stycznia.
11 osób ciężko rannych przebywa obecnie w szpitalu Niguarda w Mediolanie. Z najnowszego raportu medycznego wynika, że stan około połowy z nich wciąż jest bardzo poważny. Wśród poszkodowanych znajduje się dziewięciu nastolatków w wieku 15 i 16 lat oraz dwie kobiety w wieku 19 i 55 lat - informuje "Corriere della Sera".
"Wszyscy pacjenci są pod wpływem środków uspokajających, a ich stan pozostaje krytyczny. Dlatego byłoby przedwczesne uznanie ich za bezpiecznych" - podkreślono w raporcie opublikowanym przez szpital.
Ranni doznali oparzeń drugiego i trzeciego stopnia, obejmujących od 10 do ponad 50 procent powierzchni ciała - w tym kończyn, pleców i twarzy.
Sześciu pacjentów jest w stanie krytycznym. U części poszkodowanych doszło także do poważnych uszkodzeń płuc spowodowanych wdychaniem dymu i gorącego powietrza, co wymagało zastosowania sztucznej wentylacji.
Większość ofiar pożaru to nastolatkowie. Najmłodsze ofiary miały 14 lat.
Szwajcarskie władze prowadzą śledztwo wobec dwóch osób zarządzających barem - obywateli Francji, podejrzewanych o popełnienie przestępstw, w tym nieumyślnego spowodowania śmierci. W niedzielę policja poinformowała, że obecnie nie ma podstaw do ich aresztowania; nie istnieją też obawy o ich ucieczkę.
W poniedziałek szwajcarska gazeta "Blick" doniosła o narastającym gniewie społecznym związanym ze sprawą. "Dlaczego para prowadząca bar jest na wolności?" - pytała gazeta na pierwszej stronie, ilustrując artykuł zdjęciem żałobników i przedstawicieli mediów zgromadzonych wokół ogromnej sterty kwiatów przed barem Le Constellation.
Portal dziennika "Blick" poinformował, że para wcześniej usunęła z internetu zdjęcia baru po remoncie, na których było widać m.in. zwężone schody i inne zmiany, które mogły zaważyć na bezpieczeństwie uczestników sylwestrowej zabawy.
Z pierwszych ustaleń wynika, że bezpośrednią przyczyną pożaru, który ogarnął dwupoziomowy bar, były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana i trzymanych zbyt blisko sufitu przez uczestników zabawy.
Ambasador Włoch w Szwajcarii Gian Lorenzo Cornado powiedział, że lokalne władze przyznały, że sufit w lokalu w Crans-Montanie nie był ognioodporny. Dowodzi tego też to, że się zapalił - stwierdził ambasador, mówiąc o materiale dźwiękochłonnym, z którego wykonano nisko zawieszony sufit w barze w szwajcarskim kurorcie alpejskim.