20. pakiet sankcji wobec Rosji będzie słabszy. Zamiast zakazu usług morskich proponowana jest tylko deklaracja zapowiadająca taki ruch – dowiedziała się dziennikarka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. A nawet w sprawie deklaracji nie ma na razie jednomyślności krajów UE.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.
Przedstawiciele krajów Wspólnoty wypowiedzieli się po raz pierwszy w poniedziałek w Brukseli na temat zeszłotygodniowej propozycji Komisji Europejskiej.
Zakaz usług morskich, zastępujący obowiązujący obecnie limit cenowy na przewożoną rosyjską ropę miał być kluczowym punktem tego pakietu. I de facto zakazem transportu rosyjskiej ropy. To postulat Szwecji i Finlandii, ale także Polski.
Podczas spotkania unijnych ambasadorów Grecja i Malta powiedziały, że nie zgadzają się na ów krok. Oba kraje obawiają się, że uderzy on przede wszystkim w ich floty, które obecnie legalnie - zgodnie z limitem cenowym - przewożą rosyjską ropę drogą morską. Argumentują, że po wprowadzeniu takiego zakazu Chiny czy Indie przejmą cały rynek transportu rosyjskiego surowca.
W dodatku KE spóźniła się z negocjacjami z grupą G7, bez której regulacja byłaby "dziurawa". Chodzi o Wielką Brytanię (potentata ubezpieczeń morskich), ale przede wszystkim o Stany Zjednoczone.
Ponieważ do 24 lutego jest za mało czasu na wynegocjowanie porozumienia z krajami G7, zwłaszcza z USA, Komisja Europejska proponuje teraz deklarację mówiącą, że zakaz zostanie wprowadzony "po podjęciu decyzji przez grupę G7". Ale na taką warunkową zgodę także nie ma akceptacji ze strony Grecji i Malty, które boją się akceptacji "in blanco".
To było do przewidzenia - mówi dyplomata UE w rozmowie z naszą dziennikarką. Oba kraje narzekają, że Komisja nie konsultowała z nimi decyzji. Domagają się wyliczeń i szczegółów.
Zastrzeżenia do 20. pakietu sankcji zgłosiły także inne kraje. Węgrom i Włochom nie podoba się użycie unijnego narzędzia zapobiegającego obchodzeniu przepisów.
KE zaproponowała po raz pierwszy w historii, by wykorzystać ten instrument, uderzając w kraj spoza Unii, czyli "wymuszając" posłuszeństwo poza granicami Unii.
Komisja chce uderzyć w Kirgistan, który omijał sankcje, reeksportując towary do Rosji.
Unijny organ zaproponował, by zakazać eksportu do Kirgistanu maszyn do obrabiania metalu i urządzeń komunikacyjnych do transmisji głosu, obrazu i danych, takich jak modemy czy routery.
Jak wynika z dokumentów sankcyjnych, które widziała dziennikarka RMF FM, import tych towarów z UE do Kirgistanu wzrósł o 800 proc. w porównaniu z okresem przed wojną, a eksport do Rosji jest obecnie o 1200 proc. wyższy. A wszystkie wspomniane urządzenia mogą być wykorzystywane do produkcji broni.
UE próbowała przekonać Kirgistan, ale dyplomacja zawiodła. "Wysłannik UE ds. sankcji prowadził aktywne działania informacyjne w Republice Kirgiskiej, a Unia prowadziła również rozmowy techniczne z władzami kirgiskimi" - czytamy w dokumencie.
Węgrom i Włochom nie podoba się "eksterytorialność" tych sankcji. Obawiają się precedensu, który UE może w przyszłości powielać wobec innych państw spoza Wspólnoty. Niemcy z kolei prowadzą z Kirgistanem rozmowy handlowe i także nie są chętne uderzyć w Biszkek.
Kolejna runda negocjacji w najbliższy piątek.
Jestem ostrożnym optymistą - mówi unijny dyplomata.
Wszyscy rozmówcy Katarzyny Szymańskiej-Borginon są przekonani, że 20. pakiet sankcji zostanie uchwalony do 4. rocznicy wybuchu wojny (24 lutego). Pytanie jednak, jak mocny będzie.