"New York Times" opublikował duży artykuł ujawniający wiele nieznanych dotąd szczegółów dotyczących amerykańskiej polityki wobec Ukrainy. Czytamy w nim m.in., że działania administracji prezydenta Trumpa były pełne chaosu, wewnętrznych konfliktów i sprzecznych interesów. Wiceprezydent J.D. Vance i jego sojusznicy w Pentagonie mieli dążyć do odcięcia Ukrainy od dostaw broni i prowadzić "de facto antyukraińską politykę", podczas gdy generałowie, CIA i gen. Keith Kellogg mieli starać się równoważyć te wpływy.

REKLAMA

  • Administracja prezydenta Trumpa prowadziła wobec Ukrainy politykę pełną chaosu i wewnętrznych konfliktów, w której część doradców dążyła do ograniczenia wsparcia militarnego, a inni - jak CIA i gen. Kellogg - próbowali temu przeciwdziałać - wynika z nowego artykułu "New York Times".
  • Amerykańskie naciski na Ukrainę obejmowały żądania ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji, a rozmowy pokojowe prowadzone były przy założeniu, że Rosja jest "niezwyciężona".
  • Relacje Trumpa z prezydentem Zełenskim były napięte i pełne niechęci, choć zdarzały się momenty ocieplenia.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Wiceprezydent J.D. Vance oraz jego sojusznicy w Pentagonie, w tym szef resortu obrony Pete Hegseth, konsekwentnie dążyli do ograniczenia wsparcia militarnego dla Ukrainy - pisze "New York Times". Ich działania doprowadziły m.in. do ponad trzymiesięcznej przerwy w dostawach amunicji artyleryjskiej podczas rosyjskiej ofensywy na Donbas. Jeden z wysokich rangą oficerów określił tę politykę jako "de facto antyukraińską".

Przeciwko tej linii opowiadali się m.in. szef CIA John Ratcliffe oraz generał Keith Kellogg, którzy starali się równoważyć wpływy zwolenników izolacjonizmu. Ratcliffe miał po cichu pomagać Ukraińcom w atakach na rosyjskie rafinerie, co według analiz kosztowało Rosję 75 mln dolarów.

Marginalizacja generała Kellogga

Według źródeł amerykańskiego dziennika generał Keith Kellogg, pierwotnie wysłannik ds. Rosji i Ukrainy, a potem tylko Ukrainy, był konsekwentnie marginalizowany.

Jego antyrosyjskie stanowisko miało irytować prezydenta Trumpa, który podczas jednego ze spotkań miał powiedzieć: "Rosja jest moja". Gdy zaś Kellogg publicznie chwalił wytrwałość i odwagę prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Trump zażądał od niego wyjaśnień, a w rozmowie z innym doradcą miał nazwać go "idiotą".

Pentagon i Biały Dom irytowała też postawa byłego już dowódcy sił USA w Europie gen. Christophera Cavolego, który opowiadał się za wsparciem Ukrainy i w wystąpieniach w Kongresie przedstawiał Rosję jako chroniczne zagrożenie dla USA. Przed odejściem na emeryturę Cavoli miał wysłać wewnętrzne memorandum do Hegsetha, w którym stwierdził, że Ukraina powoli przegrywa wojnę, a wstrzymywanie wsparcia sprawi, że przegra ją szybciej. Jednak zdaniem jednego z cytowanych przez "NYT" wysokich rangą oficerów wojskowych, taka perspektywa nie martwiła obozu związanego z Vance'em.

Presja na Ukrainę i łagodniejsze podejście do Rosji

Administracja Trumpa, przekonana o "niezwyciężoności" Rosji (prezydent USA miał użyć tego słowa, oglądając paradę wojskową w Moskwie), przyjmowała w związku z tym takie, a nie inne podejście do kwestii negocjacji pokojowych.

Podczas pierwszego spotkania z ukraińską delegacją w Dżuddzie - do którego doszło po publicznej kłótni Trumpa i Zełenskiego w Białym Domu - ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Michael Waltz miał dać ówczesnemu ministrowi obrony Ukrainy Rustemowi Umierowowi marker i powiedzieć mu, by "zaczął rysować" na mapie możliwe ustępstwa terytorialne. Umierow narysował linię wzdłuż linii frontu, wyłączając z niej okupowaną Zaporoską Elektrownię Atomową oraz Cypel Kinburnski. Sekretarz stanu USA Marco Rubio miał wówczas naciskać na Ukraińców, by zgodzili się na to, aby Stany Zjednoczone uznały rosyjską aneksję Krymu, na co ostatecznie Kijów miał się zgodzić.

Przedstawiciele Kremla od początku mieli sugerować jednak, że nie są skłonni do żadnych ustępstw, co mieli zakomunikować w pierwszych rozmowach delegacji USA i Rosji w Rijadzie. Rozmowy te Rubio rozpoczął od cytatu z "Ojca chrzestnego", podkreślając konieczność podtrzymywania rozmów: "Spędziłem życie, starając się nie być nieostrożnym. Kobiety i dzieci mogą być nieostrożne, ale nie mężczyźni". Mimo to szef MSZ Siergiej Ławrow i doradca Putina Jurij Uszakow mieli powiedzieć, że wojna nie zakończy się, dopóki Rosja nie obejmie w posiadanie wszystkich czterech obwodów (ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego), które formalnie anektowała. Podobne żądania - plus amerykańskie i europejskie uznanie rosyjskich zdobyczy terytorialnych - miał powtórzyć w rozmowie z niewymienionym z nazwiska europejskim przedstawicielem sam Putin.

Rozmowy w Rijadzie miały też udowodnić marginalizowanie pozycji Kiriłła Dmitrijewa, szefa rosyjskiego funduszu majątkowego, który był głównym rozmówcą wysłannika Trumpa Steve'a Witkoffa i który sygnalizował większą chęć do kompromisu w zamian za gospodarcze korzyści ze współpracy z USA. Dmitrijew nie został dopuszczony przez Ławrowa i Uszakowa do pierwszej rundy rozmów, a podczas drugiej sesji sam dostawił sobie krzesło.

Ostatecznie jednak Putin miał zgodzić się na to, by zakończyć wojnę w zamian za wycofanie się Ukrainy z całego obszaru Donbasu, co miało stanowić główny temat rozmów między nim i Trumpem w Anchorage na Alasce. Choć jeszcze tuż przed spotkaniem dyrektor CIA John Ratcliffe powiedział Trumpowi, że Rosja nie jest zainteresowana zakończeniem wojny, Trump miał pozytywnie odnieść się do tematu, uważając kwestie kontroli nieokupowanych przez Rosję ziem w Donbasie za detal i skrawek ziemi, o którym w Ameryce nikt nie słyszał.

Ludzie od nieruchomości patrzą na to tak: "OK, uzgodniliśmy wszystkie pozostałe warunki umowy, ale kłócimy się o listwy wykończeniowe i o klamki" - powiedział doradca Trumpa, podsumowując myślenie prezydenta.

Po spotkaniu w Anchorage i zwrocie Trumpa przeciwko Rosji po wrześniowych rozmowach z Zełenskim w Nowym Jorku szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zażądał od Rubia, by Trump publicznie przyznał, że zobowiązał się na Alasce, iż wymusi na Zełenskim oddanie Donbasu. Jednak Amerykanie usłyszeli potem, że była to samodzielna inicjatywa Ławrowa, który wkrótce potem został tymczasowo odsunięty na bok.

Relacje Trumpa z Zełenskim

Artykuł opisuje także trudne relacje Trumpa z prezydentem Zełenskim. Według dziennika, Trump od dawna nie lubił ukraińskiego przywódcy i miał wielokrotnie, w rozmowie z doradcami, wyrażać się o nim wulgarnie.

Z informacji "NYT" wynika, że poza kłótnią w Białym Domu w lutym, do podobnego wybuchu nieomal nie doszło podczas październikowego spotkania, kiedy Trump naciskał na Zełenskiego, by oddał Rosji Donbas, lecz sytuację załagodzić miał Umierow.

W relacji obu liderów zdarzały się jednak momenty ocieplenia, jak podczas sierpniowego spotkania z europejskimi przywódcami. Trump miał nagle stwierdzić, że ukraińskie kobiety są piękne i przywołać przykład Ołeksandry Nikołajenko, byłej miss Ukrainy i żony znajomego magnata z Las Vegas Phila Ruffina. Trump wtedy zasugerował, by Zełenski i Nikołajenko odbyli rozmowę, do czego miało dojść w trakcie spotkania. Przez następne 10-15 minut Zełenski i pochodząca z Odessy kobieta mieli rozmawiać po ukraińsku, podczas gdy Trump i przywódcy się temu przysłuchiwali.

Czuć było, jak zmienia się nastrój w pokoju - powiedział dziennikowi obecny tam urzędnik. Temperatura spadła. Wszyscy się śmiali. To stworzyło międzyludzką więź. To było swego rodzaju połączenie umysłów. To humanizowało Zełenskiego w oczach Trumpa - dodał.