Amerykańskie lotniska muszą przygotować się na ewentualne utrudnienia. Po tym, jak w nocy z piątku na sobotę wygasło finansowanie Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), agenci Administracji Bezpieczeństwa Transportu (TSA) zostali zmuszeni do pracy bez wynagrodzenia. Stało się tak ze względu na to, że paraliż budżetowy objął agencję odpowiedzialną bezpośrednio za kontrolę pasażerów oraz bagażu na lotniskach.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Paraliż budżetowy, znany w Stanach Zjednoczonych jako shutdown, to zjawisko, które Amerykanie znają aż za dobrze. Ostatni rekordowy przypadek - trwający 35 dni i zakończony w styczniu - kosztował amerykańską gospodarkę aż 11 miliardów dolarów, z czego 3 miliardy przepadły bezpowrotnie - przypomina agencja AP, powołując się na dane Biura ds. Budżetu Kongresu (CBO). Tym razem, choć większość administracji federalnej ma zapewnione środki do końca września, TSA znalazła się w ogniu kryzysu.
Aż 95 proc. pracowników tej kluczowej agencji uznano za personel niezbędny. Oznacza to, że muszą oni stawić się do pracy, mimo braku wypłat. To właśnie oni odpowiadają za bezpieczeństwo milionów podróżnych - kontrolują pasażerów i bagaże na lotniskach w całym kraju.
Eksperci branży turystycznej nie mają złudzeń: sytuacja może szybko wymknąć się spod kontroli. John Rose z firmy Altour, specjalizującej się w zarządzaniu podróżami służbowymi, ostrzega, że "napięcia mogą pojawić się szybciej niż poprzednio, ponieważ funkcjonariusze TSA wciąż mają to świeżo w pamięci i w portfelach". W praktyce oznacza to, że nawet kilka przypadków nieplanowanej nieobecności może drastycznie wydłużyć kolejki do kontroli bezpieczeństwa, zwłaszcza na mniejszych lotniskach, gdzie działa tylko jeden punkt kontroli.
Rich Davis z International SOS, firmy wspierającej ruch turystyczny, zwraca uwagę na kolejne zagrożenie - linie lotnicze mogą być zmuszone do opóźniania startów, jeśli pasażerowie utkną w długich kolejkach do kontroli. Braki kadrowe mogą też spowolnić proces sprawdzania bagażu rejestrowanego.
Kluczowe organizacje branżowe - U.S. Travel, Airlines for America oraz American Hotel & Lodging Association - wydały wspólne, alarmujące oświadczenie. "Podróżni i gospodarka USA nie mogą sobie pozwolić na to, by personel TSA pracował bez wynagrodzenia. Zwiększa to ryzyko absencji, co ostatecznie prowadzi do wydłużenia czasu oczekiwania oraz opóźnień rejsów" - czytamy w komunikacie.
David Pekoske, były administrator TSA, w rozmowach z mediami podkreśla, że "bezpieczeństwo narodowe opiera się na ludziach, a nie można oczekiwać pełnej czujności od funkcjonariuszy, którzy martwią się o to, jak opłacą czynsz czy kupią jedzenie".
Sytuacja na lotniskach to efekt politycznego pata w Waszyngtonie. Biały Dom prowadzi negocjacje z demokratami w Kongresie, jednak przed zaplanowaną przerwą w obradach nie udało się osiągnąć kompromisu. Opozycja zapowiada, że nie poprze finansowania DHS bez wprowadzenia nowych ograniczeń w operacjach antyimigracyjnych. Tymczasem tysiące pracowników TSA codziennie stawia się do pracy, nie wiedząc, kiedy zobaczą kolejną wypłatę.