Unia Europejska rozważa wstrzymanie nawet 1,5 miliarda euro wsparcia finansowego dla Serbii. Powodem są obawy o stan demokracji, niezależność sądownictwa oraz zacieśnianie relacji Belgradu z Rosją. Decyzja może mieć poważne konsekwencje dla procesu rozszerzenia UE na Bałkanach.
- UE grozi zamrożeniem 1,5 mld euro wsparcia dla Serbii z powodu obaw o demokrację i relacje z Rosją - informuje Politico.
- Rząd Serbii krytykowany jest za reformy sądownictwa i ograniczanie wolności mediów.
- Napięcia mogą spowolnić lub zatrzymać proces integracji Serbii z UE.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Serbia, która od 2014 roku prowadzi negocjacje akcesyjne z Unią Europejską, stoi w obliczu poważnego kryzysu w relacjach z Brukselą. Jak informuje portal Politico, Komisja Europejska rozważa zamrożenie wypłat z unijnych funduszy, których łączna wartość może sięgnąć nawet 1,5 miliarda euro. To reakcja na narastające obawy dotyczące stanu praworządności, niezależności sądów oraz wolności mediów w Serbii.
Komisarz ds. rozszerzenia UE, Marta Kos, w rozmowie z Politico podkreśliła: "Jesteśmy coraz bardziej zaniepokojeni tym, co dzieje się w Serbii - od ustaw podważających niezależność sądownictwa, przez represje wobec protestujących, po ciągłe ingerencje w niezależne media".
W ostatnich miesiącach Belgrad forsował pakiet ustaw dotyczących restrukturyzacji sądów oraz sposobu powoływania sędziów i prokuratorów. Zdaniem Komisji Europejskiej, to "poważny krok wstecz" dla serbskiej demokracji. Ostateczną opinię na temat tych zmian ma wkrótce wydać Komisja Wenecka - organ doradczy Rady Europy. Od jej stanowiska może zależeć decyzja Brukseli o zamrożeniu funduszy.
Dodatkowo, Serbia od miesięcy zmaga się z krytyką za ograniczanie wolności mediów i presję na dziennikarzy. Sofija Todorović, dyrektorka bałkańskiej pozarządowej organizacji praw człowieka YIHR, oceniła, że "wolność mediów i praworządność w Serbii są na granicy zapaści", apelując do KE o zdecydowaną reakcję.
Serbia od lat prowadzi też politykę balansowania między Zachodem a Rosją. Mimo miliardowego wsparcia z Brukseli, Belgrad utrzymuje bliskie relacje z Moskwą, co budzi rosnącą irytację wśród unijnych decydentów - zwłaszcza w kontekście wojny w Ukrainie. W ostatnim raporcie Komisji Europejskiej z listopada 2025 roku ostrzeżono przed "antyunijną narracją na najwyższych szczeblach serbskiej polityki".
Napięcia nasiliły się po grudniowym bojkocie przez prezydenta Vuczicia szczytu UE-Bałkany Zachodnie oraz po doniesieniach o nieprawidłowościach i przemocy podczas lokalnych wyborów w Serbii. Dodatkowo, policyjna interwencja na uniwersytecie, podczas której doszło do starć ze studentami, była szeroko komentowana w Brukseli jako dowód na pogarszającą się sytuację w kraju.
Serbia pozostaje największym beneficjentem unijnych funduszy na Bałkanach - od 2000 roku otrzymała ponad 7 miliardów euro wsparcia i inwestycji. Jednak, jak podkreśla Marta Kos, "jako kraj kandydujący oczekujemy, że Serbia będzie z nami współpracować także w polityce zagranicznej i zbliży się do naszych stanowisk". Nie wskazała jednak wprost na Rosję.
Serbski ambasador przy UE, Danijel Apostolović, zapewnia, że Belgrad nie rezygnuje z członkostwa w UE i deklaruje gotowość do wdrożenia zaleceń Komisji Weneckiej. Jednak coraz ostrzejsza retoryka Brukseli i realna groźba utraty miliardowego wsparcia mogą znacząco spowolnić, a nawet zatrzymać proces integracji Serbii z UE.