Warszawscy policjanci szukają mężczyzny, który próbował okraść jeden ze stołecznych banków. Tylko próbował, bo pracownicy oddziału nie dali się zastraszyć i nie wydali rabusiowi pieniędzy. Gdy plan śmiałego napadu spalił na panewce, podejrzany uciekł bez łupu.

REKLAMA

17 lutego około godziny 17:20 do banku przy ulicy Sobieskiego w Warszawie wszedł zamaskowany mężczyzna. Wyciągnął przedmiot przypominający broń i zażądał od pracowników placówki pieniędzy. Personel zachował jednak zimną krew, nie dał się zastraszyć i odmówił wydania gotówki.

Zdezorientowany i zmieszany złodziej najprawdopodobniej w ogóle nie brał pod uwagę, że sprawy mogą przybrać tak nieoczekiwany obrót. Wobec braku planu awaryjnego złodziej wybrał jedyną z możliwych opcji - pospiesznie opuścił bank i uciekł w kierunku osiedla na ul. Sobieskiego.

Licząc na pomoc w ujęciu niedoszłego sprawcy napadu, stołeczna policja opublikowana zdjęcia z bankowego monitoringu, na których widać podejrzanego.

Rysopis niedoszłego złodzieja:

Mężczyzna ma około 20-25 lat. Jest szczupłej budowy ciała, ma 170-175 cm. Na twarzy miał chustę lub szalik koloru czarnego bądź ciemnoszarego.

Wszystkie osoby , które mogą pomóc w ustaleniu, kim jest ten mężczyzna lub posiadają informacje pozwalające to ustalić proszone są o kontakt z Wydziałem Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP tel. (0-22) 603-65-59; 603-63-52 lub całodobowo pod numerem 997 lub 112
.

17 lutego, godzina 17:20, bank przy ulicy Sobieskiego w Warszawie
17 lutego, godziny 17:20, bank przy ulicy Sobieskiego w Warszawie
17 lutego, godziny 17:20, bank przy ulicy Sobieskiego w Warszawie
17 lutego, godziny 17:20, bank przy ulicy Sobieskiego w Warszawie

Inne złodziejskie wpadki

Pech ostatnimi czasy mocno prześladuje przestępów. Tydzień temu pisaliśmy o spanikowanym złodzieju. 21-latek z Krakowa liczył na łatwy łup, ale się przeliczył. Nie przypuszczał, że pracownik sklepu, na który napadł , nie będzie chciał wydać łupu.

Przestraszony wybiegł z budynku. Pech chciał, że trafił prosto w ręce policjantów. Sprawca napadu był tak zaskoczony, że nie stawiał oporu. Prosto z ulicy trafił do aresztu. Grozi mu teraz do 12 lat więzienia.

Ale niefortunne wpadki zdarzają się złodziejom regularnie. Przypomnijmy chociażby złodziejkę z Olsztyna. 27-latka napadła na jubilera, ale schwytali ją pracownicy sklepu. Kobieta chciała ukryć łup, połykając skradzioną bransoletkę. Poświęcenie na niewiele się zdało - policjanci prześwietlili jej żołądek.

Pecha miał też inny złodziej biżuterii, tym razem w Mysłowicach na Śląsku. Nie dość, że na gorącym uczynku złapała go ochrona sklepu, to jeszcze okazało się, że obrączki, które chciał ukraść, to tylko wzorniki... Z drogocennymi oryginałami nie miały wiele wspólnego.

O największym pechu może chyba jednak mówić złodziej samochodowy z Będzina na Śląsku. Do upatrzonego auta włamał się wprawdzie bez problemu, ale kiedy był już w środku, zatrzasnęła się klapa bagażnika, przez który wdarł się do środka... Z pułapki uwolnili go policjanci.