Sejm nie odrzucił prezydenckiego weta do nowelizacji Kodeksu postępowania karnego. Chcieli tego posłowie koalicji rządzącej. Zabrakło jednak wymaganych konstytucyjnie głosów.
Do odrzucenia prezydenckiego weta - czyli ponownego uchwalenia ustawy - konieczna jest większość trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.
Za głosowało 244 posłów (wszyscy zebrani posłowie klubów KO, PSL-TD, Lewicy, Centrum oraz Polski 2050), przeciwko 180 (w tym 175 spośród 177 zebranych posłów klubu PiS), a 16 wstrzymało się od głosu. Do odrzucenia weta zabrakło 20 głosów.
Decyzję o zawetowaniu obszernej nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego - reformy procedury karnej dotyczącej m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów - Karol Nawrocki podjął 13 marca.
Nowe przepisy mogłyby bowiem utrudniać prowadzenie postępowań karnych, co byłoby sprzeczne z interesem obywateli i obowiązkiem państwa do zapewnienia im bezpieczeństwa - uzasadniał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. W uzasadnieniu weta wskazywano m.in. na brak jednoznaczności i spójności systemowej niektórych nowych rozwiązań.
Zasadnicze wady dotyczą przesłanek stosowania tymczasowego aresztowania, wyłączeń możliwości stosowania tymczasowego aresztowania - uzasadniał weto w czwartek w Sejmie szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki.
Na sali plenarnej szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki poinformował, że prezydent dziś złożył swój własny projekt ustawy nowelizujący Kodeks postępowania karnego.
Prezydencka ustawa również wprowadza ograniczenia dotyczące przedłużania tymczasowego aresztowania, ale reguluje kwestie tymczasowego aresztu dla osób, które mogą być podejrzane o pedofilię.
Prezydent mówi: co do zasady nie wolno tego robić, ale w tych szczególnych przypadkach, gdy chodzi o bezpieczeństwo dzieci, państwa, musi być taka regulacja - mówił Bogucki.
Dodał, że w projekcie prezydenckim przewidziany jest zakaz stosowania tzw. owoców z zatrutego drzewa, a więc zakaz wykorzystywania dowodów zgromadzonych na skutek czynów zabronionych. Jednak - jak wskazał szef KPRP - w inicjatywie prezydenta zapisano wyjątki od tej zasady. Jak wyjaśnił mają one dotyczyć szczególnych przypadków, kiedy chodzi o bezpieczeństwo państwa, czy bezpieczeństwo dzieci.
Dodał, że w projekcie prezydenta jest też mowa o tym, żeby to sąd decydował w przypadku listu żelaznego. To było nadużywane, trzeba to oddać sądowi - podkreślił. I te wszystkie przepisy, które są dobre i które w sposób zmanipulowany niektórym grupom próbowaliście przekazać, dzisiaj są w ustawie prezydenckiej - zaznaczył Bogucki, zwracając się do rządzących.
Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha podczas piątkowego briefingu w Sejmie, że weto do reformy było "politycznym kaprysem i błędem, z którego teraz rozpaczliwie próbują wyjść politycy PiS-u i Pałac Prezydencki". Jednym podpisem wyrzucono do kosza największą reformę Kodeksu postępowania karnego, który został uchwalony w 1997 roku. To była największa, kompleksowa reforma od blisko 30 lat postępowania karnego - ocenił Myrcha.
Dodał, że zawetowane rozwiązania wychodziły naprzeciw "licznym postulatom podnoszonym przez bardzo różne środowiska", "bez zabarwień politycznych, z bardzo różną historią, bo wszyscy dostrzegają te same patologie w polskim prawie karnym".
Przypomniał, że reforma była efektem dwóch lat pracy, w tym wielomiesięcznej pracy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, a następnie prac parlamentarnych. Na końcu jednak, dodał, że "wystarczył jeden podpis prezydenta, który cały ten wysiłek całkowicie zmarnował". Ocenił, że dopóki ustawa nie trafiła na biurko prezydenta "w ogóle nie było politycznego sporu" wokół noweli.
Politycy Konfederacji, PiSu wychodzili na mównicę i wszyscy jak jeden mąż: "musimy zrobić porządek z tymczasowymi aresztami". Polityka zaczęła się w momencie, kiedy ta ustawa trafiała do Pałacu Prezydenckiego - mówił.
Zawetowana przez prezydenta nowelizacja odnosiła się do szeregu zagadnień procedury karnej. Zawarto w niej m.in. nowe, odmienne podejście do możliwości stosowania tymczasowych aresztów z powodu tzw. surowości kary. Górna granica kary pozbawienia wolności - rozumiana jako surowa - miała zostać podniesiona z 8 do 10 lat. Jednocześnie okres stosowania aresztu na podstawie tego przepisu do czasu wydania wyroku przez sąd I instancji nie mógłby przekroczyć 12 miesięcy.
Zakładano też powrót do przepisów sprzed czasów rządów PiS, zgodnie z którymi "tymczasowe aresztowanie nie może być stosowane, jeżeli przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 2 lat". Granica ta jest teraz obniżona do kary roku pozbawienia wolności.
O ustawie zrobiło się głośno podczas ostatnich meczów piłkarskiej ekstraklasy. Środowiska kibiców na wielu meczach w miniony weekend rozwiesiły transparenty krytykujące decyzje Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę. Widniały na nich m.in. napisy "Nie jesteś jednym z nas", "Nawrocki - po cichu ustawę wetujesz (...) wieloletnie areszty bez dowodów akceptujesz".
Dotąd Sejm dwukrotnie bezskutecznie próbował odrzucić weto Nawrockiego - w grudniu nie udało się zebrać większości 3/5 głosów potrzebnej do odrzucenia weta do ustawy o kryptoaktywach, a następnie do tzw. ustawy łańcuchowej.