"Obecnie jest rozporządzenie, które tak naprawdę mówi tylko o ramowych procedurach przyjmowania wezwania karetki. Jest tam powiedziane, że dyspozytor musi zapytać, gdzie zdarzenie ma miejsce, ale już takich krok po kroku informacji ułatwiających pracę w sytuacji naprawdę trudnej i stresującej - i dla osoby dzwoniącej, i dla osoby przyjmującej to wezwanie - niestety nie ma. Mimo że ustawa funkcjonuje już 6 lat i taka obietnica, że coś takiego będzie już była" - mówi w rozmowie z Magdą Wojtoń i Bogdanem Zalewskim prezes Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych Magdalena Żurowska. "Parlamentarzyści może czekają na to, żeby ktoś im pokazał ten problem" - dodaje.

REKLAMA

Magda Wojtoń: Czy jest formularz i są takie sztywne zasady, pytania, które zadaje dyspozytor i na podstawie tego decyduje, czy karetka wyjedzie, czy nie? Czy to jest decyzja arbitralna?

Magdalena Żurowska: Jeśli chodzi o dyspozytorów medycznych, którzy przyjmują wezwania pod numerem 112 czy 999, przede wszystkim pracują tam ratownicy medyczni i pielęgniarki z doświadczeniem. Chociaż zdarzają się również, przede wszystkim w Centrach Powiadamiania Ratunkowego, również policjanci i strażacy i tutaj kwestia doświadczenia medycznego jest mniejsza. Stąd powinno być, i dyspozytorzy medyczni jak najbardziej chcieliby, żeby była możliwość istnienia takiej "checklisty", sprawdzenia, o co dyspozytor powinien zapytać, które poprowadziłoby dyspozytora i rozmowę pewnymi krokami. W obecnej sytuacji jest rozporządzenie, które tak naprawdę mówi tylko o ramowych procedurach przyjmowania tego wezwania. M.in. jest tam powiedziane, że dyspozytor musi zapytać, gdzie zdarzenie ma miejsce, ale już takich krok po kroku informacji ułatwiających pracę w sytuacji naprawdę trudnej i stresującej - i dla osoby dzwoniącej, i dla osoby przyjmującej to wezwanie - niestety nie ma. Mimo że ustawa funkcjonuje już 6 lat i taka obietnica, że coś takiego będzie już była.

MW: Może dyspozytorzy się boją? Czy są jakieś kary np. za to, że wyślą karetkę do pacjenta, który akurat aż takiej pomocy nie potrzebował?

Myślę, że kary nie ma. Jak widać, z większą karą dyspozytor będzie się spotykał w sytuacji, kiedy tej karetki nie wyśle, bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co się dzieje po drugiej stronie telefonu, więc bezpieczniej dla niego byłoby wysłać tę karetkę. Ale to pociąga za sobą kolejne skutki. Ilość karetek jest też ograniczona. W całej Polsce jest ich 1500, na całe 38 mln mieszkańców. Jeżeli dyspozytor będzie wysyłał karetkę do każdego zdarzenia, będzie się to wiązało w końcu z taką sytuacją, że pacjent, który naprawdę ulegnie wypadkowi, będzie musiał czekać na pomoc.

Bogdan Zalewski: Z dużym szokiem przeczytałem, że pracownicy służby zdrowia są karani zgodnie z archaiczną ustawą z 1950 roku. Przewidziane jest tam nałożenie grzywny w wysokości 1,5 złotego, a wykonanie orzeczeń komisji należy do prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Już nie mamy PRL-u, już nie mamy Rad Narodowych. Jak można doprowadzić do takiego absurdu? Czy ustawodawcy nie widzą, że służba zdrowia podlega prawu z PRL-u?

To faktycznie jest bardzo ciekawe i my, jako ratownicy medyczni, w momencie, kiedy ustawa weszła, zaczęliśmy analizować to polskie prawo. Powoli doszliśmy do takich wniosków jak pan, że tak naprawdę podlegamy ustawie z 1954 roku, która nie istnieje, tzn. istnieje, ale już nie ma Rad Narodowych. Stąd są pewne absurdy w polskim prawie czy może luki, które chcielibyśmy, żeby zostały wyprostowane.

BZ: Ale od 1989 roku już minęło ładnych parę lat, prawda? Czy nasz parlament nie widzi tego, co się dzieje? Przecież to jest niesamowite, że ktoś przeoczył taką sprawę.

Myślę, że parlamentarzyści może czekają na to, żeby ktoś im pokazał ten problem.

Magda Wojtoń