Prokuratura znów przegrywa w sądzie w sprawie Romana Giertycha: w Sądzie Rejonowym w Poznaniu zapadła decyzja o wstrzymaniu wykonania wszystkich środków zabezpieczających orzeczonych przez śledczych wobec adwokata. Oznacza to m.in., że Giertych może wrócić do wykonywania zawodu: o to zabiegał przede wszystkim. Prawnik nie musi również wpłacać gigantycznego poręczenia majątkowego w kwocie 5 mln złotych.

REKLAMA

Przypomnijmy, znany adwokat, pełnomocnik m.in. Donalda Tuska, niegdyś wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a obecnie krytyk działań Prawa i Sprawiedliwości, został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne 15 października w związku ze sprawą z lat 2010-14.

Jak informował wówczas rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, zatrzymanych zostało w sumie 12 osób - obok Giertycha m.in. znany biznesmen Ryszard Krauze - a zebrany przez CBA materiał dowodowy ma wskazywać na udział zatrzymanych w procederze wyprowadzania środków z giełdowej spółki deweloperskiej, przywłaszczania tych środków i prania pieniędzy. Chodzić ma o 92 mln złotych.

Podczas przeszukania w willi Giertycha w podwarszawskim Józefowie adwokat zasłabł. Karetka zabrała go nieprzytomnego do szpitala.

Dzień później śledczy postawili Romanowi Giertychowi zarzuty, a kolejnego dnia Prokuratura Regionalna w Poznaniu poinformowała o zastosowaniu wobec niego środków zapobiegawczych: poręczenia majątkowego w wysokości 5 mln złotych, zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju i dozoru policji.

Dzisiaj poznański sąd wstrzymał wykonanie wszystkich orzeczonych wobec adwokata środków: do czasu, gdy rozpatrzone zostanie zażalenie Giertycha w tej sprawie. W tej ostatniej kwestii sąd terminu jeszcze nie wyznaczył.

Warto zaznaczyć - zauważa dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada - że to kolejna już porażka prokuratury w tym śledztwie.

Wczoraj sąd ostatecznie odrzucił wnioski o areszt dla Ryszarda Krauzego i trzech innych podejrzanych. Ocenił bowiem, że brak jest wystarczających dowodów świadczących o popełnieniu przez podejrzanych przestępstwa.

Zatrzymany dzień przed posiedzeniem aresztowym miliardera Leszka Czarneckiego

Sam Roman Giertych już w dniu swojego zatrzymania zwracał uwagę na fakt, że następnego dnia zaplanowane było posiedzenie aresztowe jego klienta Leszka Czarneckiego, właściciela Idea Banku i Getin Noble Banku.

"Zostałem dziś zatrzymany pod zarzutem działania na szkodę jakiejś spółki, skuto mnie kajdankami w przeddzień sprawy aresztowej L. Czarneckiego, którego jestem (...) obrońcą. Nie pozwólcie, żeby moje zatrzymanie przykryło katastrofę epidemiczną rządu PiS, bo taki jest tego cel" - takiej treści tweet pojawił się wówczas na profilu adwokata.

Na polityczny kontekst sprawy wskazywał również w serii tweetów eurodeputowany Platformy Obywatelskiej Radosław Sikorski.

Przypomniał przy tym o tzw. aferze KNF, którą jesienią 2018 roku ujawnił Leszek Czarnecki: zawiadomił wówczas prokuraturę o korupcyjnej propozycji, jaką miał złożyć mu ówczesny szef Komisji Nadzoru Finansowego. Marek Chrzanowski miał m.in. zażądać od miliardera pieniędzy w zamian za życzliwość KNF wobec kierowanych przez Czarneckiego banków.

W serii tweetów Radosław Sikorski m.in. zaznaczył, że Giertych reprezentuje "prominentnego bankiera, który ujawnił korupcję w polskiej Komisji Nadzoru Finansowego", i stwierdził, że adwokat został zatrzymany "dzień przed przedstawieniem w sądzie dowodów, które miały świadczyć o współudziale rządu PiS w wielkim skandalu finansowym".

Zatrzymanie Giertycha sprawiło, że Czarnecki został bez obrońcy

Sikorski miał na myśli właśnie zaplanowane na 16 października posiedzenie aresztowe Leszka Czarneckiego. Aresztu domaga się prokuratura, która chce postawić znanemu biznesmenowi zarzuty ws. afery GetBack - i nie ma takiej możliwości, ponieważ miliarder przebywa za granicą. Areszt - gdyby sąd o nim zdecydował - mógłby stanowić podstawę do ścigania Czarneckiego listem gończym.

Podjęcie decyzji ws. ewentualnego aresztowania miliardera warszawski sąd odroczył najpierw o miesiąc: na wczoraj.

W rozmowie z RMF FM drugi z obrońców Leszka Czarneckiego mec. Jacek Dubois wyjaśniał wówczas, że wedle pierwotnego planu na październikowym posiedzeniu przed sądem stanąć miał Roman Giertych, bowiem sam Dubois od kilku dni objęty był z powodu koronawirusa kwarantanną. W tej sytuacji zatrzymanie Giertycha sprawiło - podkreślił Dubois - że "pan Czarnecki został bez żadnego obrońcy, który mógłby go reprezentować, i został pozbawiony prawa do obrony". Właśnie dlatego adwokaci miliardera złożyli wniosek o odroczenie posiedzenia aresztowego.

Kolejny taki wniosek mec. Jacek Dubois złożył na wczorajszym posiedzeniu: m.in. ze względu na brak możliwości pojawienia się na sali mec. Romana Giertycha - głównego obrońcy Czarneckiego - oraz niepodjęcie przez śledczych próby dobrowolnego przesłuchania biznesmena.

Sąd ponownie zgodził się na odroczenie posiedzenia.

"Przychodzi Hofman do Czarneckiego". Roman Giertych o rzekomych korupcyjnych propozycjach obozu władzy dla bankiera

W ostatnią sobotę Roman Giertych, który ze względu na zawieszenie mu prawa wykonywania zawodu nie mógł wziąć udziału we wczorajszym posiedzeniu ws. Leszka Czarneckiego, zdecydował się opublikować na Facebooku swoją "mowę obrończą": prawnik poinformował w niej o korupcyjnych propozycjach, jakie ze strony obozu rządzącego otrzymać miał w ostatnich miesiącach Czarnecki.

Dzień później Giertych opublikował również nagranie, na którym - jak sam twierdzi - zarejestrowano fragment rozmowy, podczas której miała paść korupcyjna propozycja.

15 września, jak podał Roman Giertych, Adam Hofman, były polityk PiS, a obecnie specjalista ds. public relations i lobbysta, oraz jego współpracownik - adwokat nie chciał podać nazwiska, wiadomo jednak, że chodziło o Roberta Pietryszyna, wspólnika Hofmana - mieli zaproponować Czarneckiemu zatrudnienie, formalne lub nieformalne, Michała Krupińskiego: byłego prezesa PZU, a później Pekao SA, przez lata nazywanego przez media "złotym dzieckiem PiS-u", od początku swojej kariery bardzo blisko związanego z klanem Ziobrów, zaprzyjaźnionego z bratem obecnego ministra sprawiedliwości Witoldem Ziobrą.

"Jednocześnie Adam Hofman oświadcza, że w/w (Michał Krupiński - przyp. RMF) w przypadku zatrudnienia pójdzie do Zbigniewa Ziobro, porozmawia, przekona i rozwiąże problemy Czarneckiego dzięki temu, że w PiS jest autorytetem od spraw bankowych, czyli w zakresie tych spraw, w których zarzuty ma Czarnecki" - relacjonuje w facebookowym wpisie Roman Giertych.

"Czarnecki ma wątpliwości, czy za jego problemami nie stoi jednak premier, a nie Prokurator Generalny (Zbigniew Ziobro - przyp. RMF). Jego rozmówcy zapewniają go, że stoi za nimi Ziobro, i sugerują, że uzgodnili ofertę zatrudnienia z Michałem Krupińskim. Do zatrudnienia Michała Krupińskiego nie dochodzi. Tydzień po spotkaniu Zbigniew Ziobro publicznie oświadcza, że chce aresztować L. Czarneckiego i wystawić za nim list gończy" - podkreśla adwokat.

Wcześniej natomiast, w czerwcu, miliarder miał otrzymać propozycję udziału w "operacji przejęcia kontroli nad TVN24 przez spółki Skarbu Państwa". I z tą propozycją zwrócić miał się do niego m.in. Adam Hofman. Czarnecki odmówił.

Giertych o "ostatecznej propozycji" dla Czarneckiego: "Albo zgodzi się wreszcie na nadzorcę z PiS w swoich bankach (...), albo władza się z nim ostatecznie rozprawi"

O całej sytuacji Giertych pisze: "Od roku 2015 władzy PiS doskwierał fakt, że jedna z największych firm prywatnych w Polsce należy do człowieka, który z tą władzą nie miał nic wspólnego. Nie był zaangażowany politycznie, ale jego sympatie i ścieżka życiowa stawiały go w oczywisty sposób w szeregu przeciwników tego rządu".

Adwokat przypomina o ujawnionej przez bankiera tzw. aferze KNF i stwierdza, że Komisja Nadzoru Finansowego "nie zapomniała o Czarneckim. Działania i decyzje organów nadzoru coraz bardziej utrudniały funkcjonowanie jego banków".

"PiS jednak nie podejmował żadnych stanowczych działań. Czas wyborów parlamentarnych i prezydenckich temu nie sprzyjał. Gdy skończyły się wybory, postanowiono przedłożyć Czarneckiemu ostateczną propozycję. Albo zgodzi się wreszcie na nadzorcę z PiS w swoich bankach i jego majątek ‘będzie grać w drużynie’ PiS, albo władza się z nim ostatecznie rozprawi" - stwierdza Roman Giertych.