Lew Rywin to zwykły oszust, a grupa trzymająca władzę nie istnieje – takie tezy zawarte są w raporcie końcowym Anity Błochowiak z SLD, który dziś przyjęła komisja śledcza. To kompromitacja i wstyd – mówią posłowie opozycji.

REKLAMA

W piątek Bogdan Lewandowski mówił: Już pojawił się taki dowcip, czym różni się komisja śledcza od Świąt Wielkanocnych. Że tu wielkie jaja i tam wielkie jaja, więc jesteśmy pod ogromną presją jaj, by to zakończyć. I rzeczywiście, komisja kończy z prawdziwym jajem.

Regulamin prac nad sprawozdaniem przegłosowany, a zaproponowany przez poseł Błochowiak w ostatni piątek, przewidywał, że komisja będzie przegłosowywać poprawki poszczególnych posłów w kolejności alfabetycznej. Pierwsza była Błochowiak i jej poprawka wywróciła wszystko do góry nogami. Oficjalnie pomógł więc alfabet. Nieoficjalnie - jak mówi opozycja - wszystko zostało z góry ukartowane:

W swym raporcie Błochowiak napisała m.in., że Rywin przychodząc do Agory nie był wysłannikiem grupy trzymającej władzę, gdyż ta w ogóle nie istniała. Panią poseł poparło trzech posłów SLD, poseł Samoobrony i niezrzeszony poseł Bohdan Kopczyński. Przedstawiciel PSL – dziwnym zbiegiem okoliczności – nie stawił się dziś na pracach komisji.

W niesławie – moim zdaniem – kończymy prace komisji śledczej i myślę, że wstyd musi być każdemu przyzwoitemu człowiekowi dzisiaj - skomentował Jan Rokita z PO. A Tomasz Nałęcz na zakończenie obrad nie ukrywał zdenerwowania.

Zaznaczył także, że nie mógłby być sprawozdawcą komisji na forum Sejmu, bo "oblałby się rumieńcem i nie byłby to rumieniec dumy". Sprawozdawcą będzie Anita Błochowiak.

SLD dopiął więc swego. Działając w trójkącie: poseł Samoobrony - Jan Łączny, niezrzeszony - Bohdan Kopczyński i nieobecny PSL-owiec Józef Szczepańczyk. Można powiedzieć, że głosowanie pokazało dobitnie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bogdan Lewandowski, kiedy był jeszcze w SLD, bronił grupę trzymającą władzę. Kiedy zmienił barwy i przeszedł do nowej, lewicowej partii Borowskiego, stanął w obronie Nałęcza.

Szteliga, który raczej skłaniał się do tezy, że Rywin nie działał jednak sam – ale barw nie zmienił – ostatecznie zagłosował w interesie swojej partii i stanął po stronie Millera: Ja skłaniam się ku takiej koncepcji, że jeśli jest zarzut, to musi być dowód. Poszlaki to trochę za mało - tłumaczył się Szteliga.

Marek Borowski, szef SdPl komentuje wprawdzie ostateczny wynik prac komisji: Wynik jest zadziwiający, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, ale zdecydowanie i konsekwentnie odżegnuje się od politycznych awantur. Proszę mnie nie wmontowywać w wojnę z SLD, bo nie mam zamiaru tego robić - dodaje Borowski. Opozycja widzi to jednak inaczej: Ten konflikt o Orlen między nową partią pana Borowskiego i starą partią pana Millera zaowocował niewątpliwie zdyscyplinowaniem – by nie powiedzieć - sterroryzowaniem stanowisk członków obu partii, także w sprawie afery Rywina w komisji śledczej. Jak wojują tam, to i wojują tu. Fronty są okopane - mówi Jan Rokita.

Posłuchaj także relacji reporterki RMF Beaty Lubeckiej: