Włodzimierz Cimoszewicz nigdy nie zmieniał swojego oświadczenia majątkowego – twierdzi Katarzyna Piekarska, szefowa jego sztabu wyborczego. To reakcja na rewelacje byłej asystentki Cimoszewicza, która utrzymuje, że zmieniła oświadczenie majątkowe marszałka.

REKLAMA

Anna Jarucka od 2001 roku była zastępcą dyrektora gabinetu ówczesnego ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza. Asystentka utrzymuje, że we wcześniejszym oświadczeniu znajdowała się informacja o akcjach PKN Orlen. Potem została usunięta. Nie jest zatem prawdą, że wypełniając oświadczenie majątkowe za rok 2001, składane w parlamencie i MSZ, Włodzimierz Cimoszewicz zwyczajnie się pomylił – twierdzi kobieta. Oznaczałoby to, że zeznając przed komisją śledczą marszałek skłamał.

Anna Jarucka w przesłanym komisji oświadczeniu napisała także, że na początku roku jej mieszkanie zostało przeszukane przez ABW. Agencja miała zabrać jej wszystkie dokumenty, związane z Cimoszewiczem, w tym jego oświadczenie majątkowe.

Potwierdza to Rzeczniczka ABW. Magdalena Stańczyk mówi, że podczas przeszukania znaleziono opieczętowaną kopertę z dokumentem, opatrzonym klauzulą „poufne”. Było to oświadczenie majątkowe Cimoszewicza, które przesłano do prokuratury okręgowej w Warszawie.

Gdy prokuratura oddała kopertę, ABW zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z pytaniem, czy nie brakuje tego dokumentu w jego archiwach. - Do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi - mówi Magdalena Stańczyk. Zaznacza jednak, że przeszukanie w mieszkaniu Anny Jaruckiej nie miało związku z osobą marszałka Sejmu, a było spowodowane podejrzeniem o naruszenie ustawy o ochronie informacji niejawnych.

Piekarska mówi o prowokacji, śledczy chcą ochrony dla Jaruckiej

Nieprawda i ordynarna prowokacja – tak określiła oświadczenie byłej asystentki Cimoszewicza szefowa jego sztabu wyborczego, która twierdzi, że jest ono elementem brudnej gry politycznej. Dodała, że taka zmiana nie jest możliwa „ani praktycznie, ani teoretycznie”. Jeżeli Jarucka ma jakiekolwiek dowody, niech je przedstawi – zaapelowała Piekarska. W piątek po południu ma się odbyć kolejna konferencja prasowa, tym razem z udziałem Cimoszewicza. Sam marszałek nie skomentował dotychczas tych informacji.

Nie samej zmiany, ale stworzenia tego oświadczenia dotyczy informacja Jaruckiej – uważa Zbigniew Wassermann z sejmowej komisji śledczej. - To jest taka bardzo wnikliwa gra słów i próba przyczepienia się do szczegółów - mówi w rozmowie z RMF poseł, komentując oświadczenie Katarzyny Piekarskiej. Jego zdaniem, należy najpierw pozwolić świadkowi na przedstawienie zeznań, a potem ewentualnie debatować nad ich wiarygodnością.

- Jeżeli ktoś wydaje takie oświadczenie do mediów, to z pewnością nie pozostaje w specjalnie zażyłych relacjach z byłym pracodawcą - mówi członek sejmowej komisji śledczej, Roman Giertych, komentując wiarygodność oświadczenia byłej asystentki Cimoszewicza. Dodaje jednak, że kobieta twierdzi, jakoby oświadczenie za 2001 rok było wypełnione jej charakterem pisma. - Wszystko na to wskazuje, bo to z pewnością nie jest charakter pisma pana Cimoszewicza - uważa Roman Giertych.

Członek sejmowej komisji Konstanty Miodowicz wystąpił o ochronę Jaruckiej. Komisja chce przesłuchać byłą asystentkę Cimoszewicza w najbliższy wtorek.

Przypomnijmy. 30 lipca podczas przesłuchania przed sejmową komisją śledczą Włodzimierz Cimoszewicz przyznał, że popełnił pomyłkę w oświadczeniu majątkowym za rok 2001, ponieważ nie wpisał do niego informacji o posiadanych przez niego akcjach PKN Orlen. Udziały w koncernie marszałek kupił dla córki i zięcia, po czym sprzedał z zyskiem na przełomie 2001 i 2002 roku. Śledczy nie dali wiary jego słowom i zdecydowali o zawiadomieniu prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Włodzimierza Cimoszewicza.