Już dwa i pół miesiąca trwa dochodzenie w sprawie pamiętnej serii wybuchów, które wprost zniosły z powierzchni ziemi zakłady chemiczne AZF w Tuluzie. Zginęło wtedy 30 osób a ponad dwa i pół tysiąca zostało rannych. W październiku doszło do dwóch groźnych wypadków w Mediolanie i tunelu św. Gotharda. Na mediolańskim lotnisku Linate samolot pasażerski zderzył się z awionetką. Zginęło 118 osób. W pożarze w tunelu św. Gotharda zginęło 11 osób. Także tutaj śledztwo nie zostało jeszcze zakończone.

REKLAMA

W miejscu dwóch budynków fabrycznych w Tuluzie powstał krater o szerokości 50 metrów. Potężny podmuch eksplozji rozbijał szyby w oknach w promieniu aż 5 kilometrów. Francuzi do dzisiaj nie mogą dojść do siebie po tej katastrofie. I ciągle nie wiadomo do końca, co było bezpośrednią przyczyną eksplozji. "Prawdopodobnie", "zapewne", "według wszelkich poszlak", "wydaje się" - od takich słów zaczynają się w zasadzie wszystkie oficjalne komunikaty i wypowiedzi ekspertów w sprawie przyczyn pamiętnych eksplozji w Tuluzie. Rekord w dziedzinie tzw. mowy-trawy pobił sam szef specjalnej komisji parlamentarnej powołanej w celu zbadania tej bardzo niejasnej afery. Kilka dni temu rozpoczął on konferencję prasową słowami "mamy wrażenie, że chodziło o wypadek spowodowany licznymi niedociągnięciami". Komentatorzy podkreślili, że bardziej interesowałyby ich fakty, niż wrażenia komisji parlamentarnej, ale problem polega właśnie na tym, że tzw. niezbitych faktów ciągle niestety brak. Za miesiąc komisja parlamentarna opublikować ma w końcu oficjalny raport w sprawie Tuluzy, którego konkluzje mają potwierdzać tezę nieszczęśliwego wypadku, spowodowanego m.in. złymi warunkami składowania łatwopalnych i wybuchowych substancji chemicznych w zakładach AZF. Wszystko jednak wskazuje na to, że ten raport znowu będzie zaczynał się słowem "prawdopodobnie". Już kilka dni po serii eksplozji, miejscowy prokurator zapewnił iż na 99 procent chodziło o wypadek i od tego czasu niestety niewiele się nie zmieniło. Ciągle pozostaje jeden procent niepewności, tym bardziej, że nadsekwańskie służby specjalne wpadły w międzyczasie an trop islamskiego fundamentalisty, który pracował w zakładach AZF i zginął w wybuchu. Być może chodziło o terrorystę-samobójcę.

W październiku doszło do dwóch groźnych wypadków w Mediolanie i tunelu św. Gotharda. Na mediolańskim lotnisku Linate samolot pasażerski zderzył się z awionetką. Zginęło 118 osób. Włoska prokuratura uznała, że pilot małej Cesny wykonał błędny manewr, między innymi dlatego, że pas był nieprawidłowo oznakowany. Za wszystkie nieprawidłowości w sygnalizacji odpowiedzialnością obarczono kierownictwo lotniska. Zarzuty postawiono także pracownikom wieży kontrolnej.

W pożarze w tunelu św. Gotharda zginęło 11 osób. Także tutaj śledztwo nie zostało jeszcze zakończone. Nie wiadomo nawet kiedy i czy w ogóle się skończy. Prace prokuratorskie wokół tego wypadku prowadzone są dwutorowo. Po pierwsze trzeba ocenić przyczyny katastrofy. Z drugiej zaś strony zweryfikować czy tunel był i jest bezpieczny. Na razie śledztwo wykazało, że tunel św. Gotharda spełniał wszystkie wymogi bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o winnych wypadku, to wiadomo, że spowodował go turecki kierowca belgijskiej ciężarówki. Sekcja zwłok wykazała, że Turek miał we krwi alkohol, ale były to ilości niewielkie. Jako przyczynę katastrofy podaje się raczej niesprawność ciężarówki, ale na dokładne wyniki śledztwa trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Tunel św. Gotharda jest na razie zamknięty i prawdopodobnie pozostanie nieczynny aż do świąt. Jednak władze Kantonu nawet wówczas nie chcą udostępnić go dla ruchu ciężarówek. Większe samochody przejeżdżają na razie tunelem św. Bernardyna i tak będzie prawdopodobnie jeszcze przez kilka miesięcy. Nie będzie też planowanego za kilka dni otwarcia tunelu pod Mont Blanc. Posłuchajcie też relacji włoskiej korespondentki RMF - Aleksandry Bajki.

rys. RMF

23:05