Osobliwością przeprowadzanych w rządzie zmian jest to, że właściwie każdy z wprowadzanych właśnie do gabinetu nowych ministrów resortowych albo podsyca istniejące, albo otwiera nowe konflikty. Rządzący nie muszą tego robić, a jednak tak się dzieje.

REKLAMA

Żeby nabrać wątpliwości co do intencji zmian w rządzie wystarczy spojrzeć na skromną listę zmian personalnych w gabinecie. Odkładając na bok tasowanie kart z działami administracji i rozkładanie ich między nie 20 jak dziś, a tylko 14 ministrów, otrzymujemy wynik zaskakujący: personalne zmiany obejmują ledwo cztery osoby. Każda z nich albo jest potencjalnym zarzewiem konfliktu przyszłego, albo zaostrzeniem takiego, który już trwa.

Spójrzmy po kolei:

"Solidarność" jest oburzona przekazaniem działu "praca" do resortu kierowanego przez Jarosława Gowina. W stosunkach ze związkiem rząd Morawieckiego zawsze mógł dotąd liczyć na porozumienie, teraz - otworzył sobie niepotrzebne pole do konfliktu, w którym związkowcy odwołują się już do rozmowy z Prezydentem. Związkowcy uznają Gowina za skrajnego liberała, a o jego nominacji Piotr Duda mówił: "to jest tak, jakby napluto komuś w twarz, i PiS zrobiło to "Solidarności".

Rolnicy być może bardzo podobnie opisują nowego ministra rolnictwa. Mianowanie na to stanowisko Grzegorza Pudy, prowadzącego w Sejmie "piątkę dla zwierząt" może mieć cechy ostentacyjnego grania hodowcom na nosie. Na pewno nie pomaga w rozwiązaniu sporu o hodowlę zwierząt. Zwłaszcza, że poprzedni minister J. K. Ardanowski jednoznacznie i stanowczo brał w sporze stronę rolników - i musiał odejść.

Kogo oburza nominowanie na szefa resortów edukacji i nauki Przemysława Czarnka? Właściwie nawet trudno wymienić. Jego powołania do rządu wręcz nie da się nie uznać za sposób na gwałtowne poirytowanie z jego przeciwników. Dość powiedzieć, że środowisk oburzonych nominacją Czarnka jest zdecydowanie więcej niż w wypadku poprzednich nowo powołanych. Tu także dochodzi do wykreowania konfliktu samą nominacją - żaden z jego poprzedników nie generował takiej niechęci. Ani w MEN, ani w resorcie nauki i szkolnictwa wyższego, spory ideologiczne nie miały nigdy takiej temperatury, jak choćby sama reakcja na nazwisko ich nowego szefa.

Również kontrowersyjnym politykiem jest wchodzący do rządu prezes PiS Jarosław Kaczyński. W jego wypadku chodzi o kontrowersje na zdecydowanie innym poziomie, jednak i ich rząd mógł sobie nadal oszczędzać. Nie uczynił tego jednak, najwyraźniej całkiem świadomie decydując się na otwarcie nowych pól konfliktu politycznego i społecznego bez jasnej przyczyny.