„Niektóre propozycje Konfederacji są zbyt radykalne, nierealne do wprowadzenia. Natomiast idea niskich i prostych podatków, przejrzystości, zasady: co nie jest zabronione to jest dozwolone są tymi hasłami, z którymi ja szedłem do wyborów w 2015 roku. Nie chcę jednak komentować całego programu wyborczego Konfederacji, bo nie można powiedzieć, że część samochodu mi się podoba, a część nie. Kupujemy cały samochód i tak samo kupujemy całą ofertę Konfederacji. I jest ta część taka bardzo brunatna, jest część skrajnie radykalna religijnie plus jest to jednak partia antyunijna. Jest de facto przeciwko członkostwu Polski w Unii Europejskiej” – mówił w rozmowie 7 pytań o 7.07 w internetowym Radiu RMF24 Ryszard Petru, były lider Nowoczesnej, a obecnie szef Instytutu Myśli Liberalnej.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Petru: Po stronie opozycji za dużo było gadania o wspólnej liście, a za mało programu

Jego zdaniem Konfederacja "mądrze robi chowając te mniej atrakcyjne rzeczy, a skupiając się na gospodarce, które jest w Polsce od kilku lat w ogóle nie zagospodarowana". "Uważam, że po stronie opozycji za dużo było gadania o wspólnej liście, a za mało było programu" - stwierdził. Zdaniem Petru poglądy Konfederacji może mieć od miliona do dwóch Polaków. " To jest bardzo dużo i to może decydować o wyniku wyborczym" - dodał były lider Nowoczesnej.

"Słabością PiS jest gospodarka, jego siłą jest wojna religijna"

Gość RMF FM był pytany, czy w najbliższych jesiennych wyborach opozycja może wygrać z partią Jarosława Kaczyńskiego? "Na szczęście mamy ten kryzys sondażowy teraz i powinien to być bardzo mocny prysznic dla opozycji. I to jest mocny sygnał, że jak będziemy szli tylko w propozycje socjalne, to efekt będzie taki, że wygra PiS z Konfederacją" - wyjaśniał ekonomista. "Nie mówię o konkretnym programie Platformy Donalda Tuska, bo Platforma ma prawo do takiego programu. Ale ja się z nim w tej części gospodarczej nie zgadzam" - tłumaczył. "Zgadzam się w tej części dotyczącej samorządności, członkostwa Polski w UE, w innych aspektach. Ale jeżeli będziemy szli dalej bez zmian to oni wygrają. Jeżeli nastąpi korekta i zmiana strategii w wyniku tego, co się dzieje obecnie, to uważam, że cały czas opozycja ma większą szansę na wygraną, bo jednak odpowiedzialnym za wysoką inflację, za bardzo niskie tempo wzrostu gospodarczego, za to, że polskie płace realnie spadają jest odpowiedzialny PiS. I to trzeba wykorzystać. Słabością PiS jest gospodarka, jego siłą jest wojna religijna" - stwierdził Petru.

A co by bardziej przekonało szefa Instytutu Myśli Liberalnej: "babciowe" czy np. 700+? "Bardzo bałem się tego wyścigu populizmu, jeszcze parę miesięcy temu mówiłem, że PiS na pewno na pewnym etapie kampanii wyborczej podbije 500+ co najmniej do 700 zł, jak nie do tysiąca. To się dzieje. Nie jestem zwolennikiem rozdawnictwa tego typu, dlatego że ktoś przecież musi za to zapłacić. Ta bardzo wysoka inflacja w Polsce nie wzięła się znikąd" - mówił były lider Nowoczesnej.

"Babciowe" wywołało reakcję PiS-u

Zdaniem Petru to "dopiero początek niestety". "Będzie 15. emerytura i nie chcę podpowiadać PiS-owi, co może jeszcze zaoferować Polakom za ich własne pieniądze. Bo pamiętajmy, że rząd nam niczego ekstra nie daje. Zabiera nam pieniądze, z których nam potem daje prezenty. Niektórym daje, a niektórym zabiera bardziej, niektórym mniej. W związku z tym spodziewam się, że to jest dopiero początek" - mówił. Jego zdaniem tzw. "babciowe" wywołało reakcję PiS-u. "Przyspieszyli na pewno z rozdawnictwem. A to o tyle jest niebezpieczne, że mamy końcówkę marca, czyli mamy dobrych parę miesięcy kampanii wyborczej i nie jestem pewien, czy Polacy oczekują od rządzących takiego festiwalu obietnic. Bo Polska zbankrutowała po Gierku, bo Polska miała hiperinflację i dużo osób to pamięta i wiemy, bo jesteśmy dość rozsądnym narodem, jeżeli chodzi o kwestie ekonomiczne, prywatne, że ta inflacja znikąd się nie wzięła" - dodał.

"Nie jestem zwolennikiem tego typu sposobu działania. Państwo nie powinno rozdawać i zachęcać w ten sposób. Państwo powinno tworzyć atrakcyjne warunki pracy, żeby były wszędzie żłobki i przedszkola, żeby się chciało wrócić do pracy, żeby się opłacało wrócić do pracy. Nie uważam, żeby polityka państwa w tym kierunku była bardzo istotna" - dodał były polityk.