Kiedyś wszyscy będziemy bezrobotni - w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Zielińskim przekonuje twórca robotów Limor Schweitzer, prezes firmy Robo Savvy, były pracownik izraelskiego wywiadu, który wprowadza już na rynek "robokamerzystę". Naukowcy zgadzają się, że roboty będą stopniowo wypierać ludzi z dzisiejszych zawodów. Różnią się jednak w ocenie skutków tego procesu. Jedni uważają, że - jak przy poprzednich rewolucjach: agrarnej czy przemysłowej - pojawią się nowe zawody. Inni argumentują, że tym razem będzie inaczej. Pracujący nad sztuczną inteligencją wizjoner przekonuje, że roboty wyposażone w sztuczną inteligencję ostatecznie zastąpią ludzi we wszystkich zadaniach. Jak mówi, potrzebna będzie zatem zmiana myślenia o roli człowieka w społeczeństwie, o władzy i o pieniądzu.

REKLAMA

Michał Zieliński: Naprawdę wszyscy będziemy bezrobotni?

Limor Schweitzer: Roboty i automatyka, sztuczna inteligencja już stopniowo zastępują ludzi w różnych zadaniach, w różnych zawodach. Nie zawsze zastępują całe zawody, ale raczej poszczególne czynności, które są automatyzowane dzięki wprowadzaniu robotyzacji czynności fizycznych i wprowadzaniu sztucznej inteligencji w miejsce czynności myślowych. Ostatecznie te rozwiązania pozbawią ludzi obecnych zawodów. Niektórzy mówią, że pojawią się nowe zawody. Ja mówię: nie pojawią się...

Jesteś pesymistą!

Nie. Nie jestem pesymistą. Już tłumaczę dlaczego. Otóż tym razem to jest coś zupełnie innego niż do tej pory. Kiedy dawniej następowała ewolucja zajęć człowieka - choćby wtedy gdy w rolnictwie pojawił się koń albo kiedy pojawił się silnik parowy, samochód, czy samoloty - wtedy było inaczej. Tym razem chodzi bowiem o... umysł. Przewaga niewolnika nad koniem jest taka, że niewolnik rozumie, co się do niego mówi. Ma ręce i zręczność. Tym razem oczywiście nie ma niewolników, ale są ludzie, wykonujący różne czynności.

Firma McKinsey i naukowcy z Oxfordu przeprowadzili np. badania, w których opisują zadania i zawody, które można zakwalifikować jako fizyczna praca w otoczeniu o trwałej strukturze. Choćby pchanie wózka przez korytarze; to jest otoczenie o stałej strukturze. Jednak na zewnątrz jest już inaczej; mogą pojawić się przechodzący ludzie i inne przypadkowo występujące przeszkody. Naukowcy wzięli więc na warsztat pełną amerykańską listę zawodów i przeanalizowali, co ludzie robią w poszczególnych profesjach - praca fizyczna, wprowadzanie danych, podejmowanie decyzji, interakcja z ludźmi, sprzedaż, w sumie jakieś sto kategorii i i zdali sobie sprawę, że użycie dostępnych już dziś narzędzi automatyzacji takich jak robotyzacja, sztuczna inteligencja, oprogramowanie, pozwala zastąpić od dwudziestu do osiemdziesięciu procent wszelkich czynności człowieka! Średnio 50 procent dzisiejszych zajęć może być zastąpionych przez dostępną dziś technologię, a przecież technologa się rozwija. Stąd wniosek, że w ciągu 10 lat presja kosztowa wypcha ludzi z połowy zawodów.

Różnica między tą zmianą a poprzednimi jest zatem taka, że tym razem ludzie tracą dwie najważniejsze przewagi: umysł i ręce. Ludzka ręka wciąż jest lepsza od robotycznej, ciężko ją zastąpić, ale sztuczna inteligencja w wielu przypadkach w wielu zajęciach może już z powodzeniem zastępować ludzki umysł. Przykładowo księgowi; można założyć, że ich zawód zniknie. Już dziś są firmy które oferują automatyczną księgowość. Zawody prawnicze tak samo, bo programy potrafią rozumieć tekst, szczególnie ujęty w ramy języka prawnego. Roboty do tej pory stosowało się w fabrykach, w produkcji, ale tym razem jest już nowa generacja robotów. Mogą z powodzeniem pracować wśród ludzi bo mają czujniki i zdolność obliczeniową, które sprawiają, że nie stwarzają zagrożenia dla ludzi.

Czy są zawody które zostaną? Które są najmniej narażone na zastąpienie przez roboty?

Zarządzanie. Wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z empatią. Masażyści choćby zostaną. Pielęgniarki też. Nawet jeśli mówi się, że roboty będą się opiekować starszymi ludźmi, to jednak nie w pełni zastąpią ludzi. Wyślesz do swojej babci robota czy może opiekunkę? Oczywiście, jeśli cena będzie zbliżona, wyślesz człowieka. Wszystko co ma cokolwiek wspólnego z człowieczeństwem, z ludzkimi cechami, będzie rosło, ale wiele pracowników, którzy dziś wykonują czynności łatwe do opisania algorytmem, zostanie zastąpionych. To już się dzieje. Jeśli spojrzysz na to, co następuje od 20 lat, zobaczysz, że już mamy ten trend zastępowania ludzi. Choćby agenci podróżni. Dwadzieścia lat temu to był zwykły zawód, dziś jest niszowy. Podobnie jest z kasjerami, w supermarkecie czy banku, inkasującymi gotówkę. Za pięć lat nie będzie kasjerów. Amazon już uruchomił automatyczną płatność, bierzesz z półki towar, wychodzisz ze sklepu, program automatycznie zlicza i obciąża twoje konto. Ubezpieczenia, usługi prawnicze. Informacje, dziennikarstwo. Wiele tekstów w internecie już dziś jest przygotowywanych przez automat. Encyklopedyści, zbierający wiedzę i tak dalej...

A co się w stanie na przykład z nauczycielami? Z jednej strony mamy efektywną edukację, programy skrojone do potrzeb danego studenta czy ucznia. Ale z drugiej strony w tradycyjnej edukacji jest też element interakcji, nie tylko nauczania, ale też kreowania osobowości.

Myślę, że to będzie połączenie. Jest tu ten aspekt humanistyczny. Jeśli spojrzysz na nauczycieli - sam byłem jednym z nich w Wielkiej Brytanii - to znaczna większość z nich to nie są ludzie, którym świadomie powierzyłbyś swoje dziecko. Problem w tym, że w tym zawodzie właściwie nie działa żaden mechanizm motywacji finansowej. A jednocześnie pojawiają się programy do nauczania i uniwersytety on line, gdzie wykładają perfekcyjni nauczyciele. Już dziś można uczyć się w internecie właściwie wszystkiego od najlepszych nauczycieli na świecie. Z drugiej strony, nadal potrzebna będzie bezpośrednia rozmowa i zadawanie pytań. Z tym, że nie każdy nauczyciel potrafi wykładać, inspirować, wychowywać. Wielu ludzi zostaje nauczycielami, żeby mieć pewną pracę i pewny dochód. Nauczyciela - czy jest dobry czy zły - z zawodu się nie wyrzuca. Niedługo więc tym właściwym uczeniem zajmą się - wirtualnie - ci najlepsi, a nauczycieli w realu ubędzie; co sprawi, że z uczniami pozostaną ci empatyczni i zmotywowani.

Zastanawiam się z czego będą się utrzymywać masy, skoro nie będzie pracy i jak bardzo wzbogacą się właściciele środków produkcji. Co z tym zrobić? Jedną z propozycji jest wprowadzenie podatku od pracy robotów, z którego państwo utrzymywałoby ludzi bez zajęcia. Co o tym sądzisz?

Ten śmieszny pomysł z podatkami wyszedł z Komisji Europejskiej, od osoby która wcześniej była... przedszkolanką. Dlaczego jest śmieszny? Dlaczego jest kompletnie głupi? Ano dlatego, że nie da się zdefiniować robota. Robotem jest przecież na przykład pralka. Czajnik elektryczny do gotowania wody też jest robotem. Jak można poza tym proponować wprowadzenie nowych podatków, skoro już dziś płaci się 85 procentowe daniny. Kiedy kupujesz importowany telefon komórkowy płacisz rządowi osiem razy więcej w podatkach niż wynosi jego wartość. Zatem więcej podatków od pracy robotów to pomysł nie do wprowadzenia i poza tym w ogóle niczego nie rozwiązuje.

Co trzeba zrobić? Mam swoją propozycję. Tak, tak (śmiech). Trzeba zmienić sposób działania rządu. Należy kompletnie zmienić koncepcję rządu, odpowiednio go zmodernizować. Nadal posługujemy się bowiem archaicznym wzorcem przywództwa pełnionego przez garstkę ludzi rządzących resztą stada. To przestarzała idea. Wiele naszych pierwotnych instynktów wywodzących się z czasów, gdy byliśmy stadem udało się nam przecież poskromić. Na przykład: linczowaliśmy ludzi - już tego nie robimy, prawda? Urządzaliśmy publiczne egzekucje, urządzaliśmy wojny, na których szlachtowaliśmy ludzi - jako społeczeństwo przestaliśmy to robić. Następnym krokiem jest likwidacja przywództwa politycznego. Koncepcja, by garstka decydowała o wszystkim, co dotyczy życia milionów jest błędna. Rządy od ludzi dzieli dziś coraz większa przepaść. Spytaj kogokolwiek w świecie zachodnim, a usłyszysz to samo: "płacę podatki i więcej nic mnie nie obchodzi, bo i tak nie dostaję tego, czego oczekuje i potrzebuję". W jednych krajach dostaje się oczywiście więcej, w innych mniej, ale zasadniczo stosunek jakości rządu do jego ceny jest marny...

Niech zgadnę! Będą nami rządzić roboty!

Nie. Sugeruję coś innego. Ludzie powinni zyskać większy wpływ na rządzenie. Nie chodzi mi o referenda ani o wybory, bo to bardzo przestarzałe koncepcje. Otóż dziś każdy ma telefon i każdy ma aplikację. Wyobraźmy sobie, że masz taką aplikację rządową i prawo nakazuje ci uruchamianie jej codziennie. Musisz używać jej każdego dnia na mocy prawa. Oczywiście za dwadzieścia lat to będzie inna technologia, jakaś pewnie wirtualna, ale dziś, dla uproszczenia, załóżmy, że to jest komórka ze stosowną aplikacją. Dzięki takiej aplikacji każdy obywatel bierze udział w stałym procesie podejmowania decyzji. W ten sposób proces rządzenia przenoszony jest na ludzi, a to będzie bardzo ważne, bo przecież wszyscy będziemy bezrobotni.

Jak już mówiłem, w większym lub mniejszym stopniu: wszyscy! Wszelkie czynności potrzebne dla człowieka będą zautomatyzowane. Wszystko, czego używamy, jemy, wszystko, co robimy dziś, będzie wykonywane przez roboty i sztuczną inteligencję. Zmieni się nasza rola. Ludzie będą zajmować sztuką, masażem, czy wakacjami. Ale taka zmiana może okazać się dla ludzkości tragedią, o ile nie zmienimy myślenia o roli człowieka w społeczeństwie. Dziś zakładamy, że jesteśmy uczestnikami systemu gospodarczego, czyli pracownikami albo przedsiębiorcami. Innymi słowy albo bierzesz udział albo jesteś nikim i nie masz nic. Nawet koncepcja pieniądza musi się zmienić, ale to już odległy temat...

Wróćmy do tej aplikacyjnej demokracji, "aplikracji". Jak dokładniej wyglądałby taki proces podejmowania decyzji?

To trzeba by podzielić na szereg decyzji cząstkowych. Dziś edukacją czy obroną zajmują się rządy narodowe, lokalne, instytucje publiczne. Fatalne jest to, że w istocie władza należy do jednostek, które posiadają dzięki temu prawo zarządzania budżetami, podczas gdy firmy robią wszystko, by zarabiać na tych budżetach, pieniądzach, które przecież należą do wszystkich. Najbardziej oczywisty przykład to obrona. Po co działają koncerny zbrojeniowe? Po co produkują samoloty czy naboje? Po to, by zarobić na podatkach! Decyzja o tym, który koncern ile zarobi, należy do pojedynczych osób, do rządzących.

Idealnie by było gdybyś - na przykład - ty jako obywatel nowej Polski, mógł zgłosić się do decydowania w sprawach - dajmy na to - zieleni w miastach i energii atomowej. Dzięki nowym metodom edukacji zapoznajesz się z tematem sam, możesz nauczyć się czego potrzebujesz, doskonalisz się, przechodzisz kolejne egzaminy. Stajesz się decydentem dzięki znajomości rzeczy, jednym z wielu, a przy tym proces wasz decyzyjny opiera się o twarde i szczegółowe dane i parametry, bo ich uzyskiwanie staje się łatwe dzięki cyfryzacji.

To chyba lepsze niż jakiś facet, który podnosi głos, coś wykrzykuje, ma pasję i interes, więc przekonuje innych. Potrzebujemy całego pokolenia, by nauczyć ludzi nowego systemu rządzenia. Bycia nowym rodzajem obywateli...

No na pewno niektóre kraje zrobiłyby to szybciej niż inne. I na koniec: na ile technologia stanie się częścią człowieka, a człowiek częścią technologii? Czy za 50, 100 lat nastąpi połączenie człowieka i maszyny?

Myślę, że to już się dzieje. Jeśli zastanowię się, jak działał mój umysł 20 lat temu, to uświadamiam sobie, że pamiętałem nazwy ulic, imiona, numery telefonów, wydarzenia, daty. Dziś już niewiele pamiętam. U mnie to akurat też kwestia wieku, ale wiadomo, że tak dzieje się za sprawą Google`a. Już dziś jesteśmy zatem zachęcani do coraz bliższej koegzystencji ze sztuczną inteligencją.

Ludzie z natury potrafili pamiętać historie, nazwy albo na przykład zapamiętywali drogę. Nasz mózg był do tego stworzony. Potem pojawiło się pismo, ale np. Biblia została spisana dość późno. Wcześniej to były przekazy ustne, ludzie pamiętali tysiące stron. W Afryce są plemiona, w których ludzie przez trzy dni śpiewają pieśń, historię o treści przekazywanej przez pokolenia. A dziś... Google i uzależnienie od komórek nam to zabierają.

Za kilka lat, kiedy powszechnie dostępna będzie się stawać rzeczywistość wirtualna, to człowiek wskoczy sobie do czegoś w rodzaju kapsuły, która będzie działać nie tylko na wzrok, ale też inne zmysły i zasadniczo będzie można doświadczyć tam... wszystkiego. Tym samym skoro nie będą potrzebne fizyczne zasoby, żeby w tej rzeczywistości wirtualnej doświadczać kompleksowo wszystkimi zmysłami różnych doznań, to już nie będzie nawet potrzeby komunikacji za pośrednictwem klawiatury czy słów. Interakcja i wymiana informacji odbywać się będą dzięki znacznie silniejszemu niż dziś sprzężeniu z siecią i z technologią, a jednocześnie będzie też biotechnologia, która zacznie zmieniać nasze ciała.

To wszystko będzie z nami już za dwadzieścia lat. Pięćdziesiąt nie mówiąc o stu to bardzo dużo. Ogólnie trudno prognozować nawet co się stanie za więcej niż pięć lat.