Kaloryfery zimą mogą być trochę chłodniejsze w związku z kryzysem energetycznym - powiedział w naszym internetowym Radiu RMF24 dr Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, który był gościem Tomasza Weryńskiego w rozmowie „7 pytań o 7:07”.

REKLAMA

Tomasz Weryński: Weszliśmy już w drugą połowę sierpnia i mimo, że nadal są wakacje należy bardzo poważnie myśleć o zimie. Szczególnie, że ta nadchodząca będzie bardzo ważna i bardzo trudna. Dziś w naszej porannej rozmowie padnie 7 pytań na temat naszego bezpieczeństwa w zakresie gazu czy węgla. Naszym gościem jest dr Andrzej Sikora - prezes Instytutu Studiów Energetycznych. Dzień dobry.

Andrzej Sikora: Witam serdecznie. Dzień dobry państwu.

Czy powinniśmy się obawiać, że w styczniu nasze kaloryfery będą zimne?

Taka alternatywa istnieje. Przy czym pewnie nie będą zimne, a mogą być chłodniejsze. Oczywiście zależy to od samej zimy. W ostatnich latach np. ujemne temperatury, takie po -30 stopni w grudniu, to ten styczeń byłby jeszcze trudniejszy. Ale ponieważ ostatnio aura zimowa dla większości regionów Polski jest łaskawa, to raczej 18,19 stopni być może nie wszędzie, ale z takimi oszczędnościami trzeba się liczyć.

Słyszymy, że gazociąg Baltic Pipe, który miał nas wybawić, nie będzie wystarczająco zatłoczony. To prawda czy bajki?

Zawsze powtarzam, że infrastruktura to jest warunek konieczny, a nie wystarczający dla bezpieczeństwa. Od 25 lat staram się namówić, również polskie spółki sprzedające, do tego, żeby weszły szerzej w łańcuchu, aby być przy wydobyciu, bo jak jestem na złożu, to łatwiej jest sobie z tym poradzić. Stąd obecność PGNiGu na przykład w Norwegii. Obecności tam, to jest tylko część potrzeb. A kiedy nie mamy dostaw z Rosji, to te potrzeby są zaspokajane częściowo. Natomiast, żeby wprost odpowiedzieć na pytanie, to trzeba by było zapytać PGNiG. On za to skutecznie od paru tygodni uchyla się od odpowiedzi na pytanie, czy mają to zakontraktowane dodatkowo. Publicznie dostępne informacje są takie, że te kontraktacje, które były anonsowane publicznie, również ze złoża, które jest po drodze tego gazociągu Baltic Pipe, będą na pewno opóźnione i nie zdążą z jego rozpoczęciem w październiku, listopadzie tego roku. Najwcześniej w 2023, także będzie ciężko.

Czyli będziemy musieli kupować droższy gaz z innych kierunków, żeby przetrwać zimę?

Tak.

Mówi się teraz, że PGNiG dwoi się i troi, aby rezerwować za granicą stosowne ilości surowca. Zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz. Kojarzy mi się taka historia z dzieciństwa, że mój tato, żeby kupić węgiel interesował się tym już pod koniec zimy, żeby na kolejną już mieć. Dlaczego taka prosta zasada tutaj nie obowiązuje, żeby zainteresować się tym tematem znacznie wcześniej, a nie w drugiej połowie sierpnia?

Krzyczeliśmy na ten temat już praktycznie w 2016/17 roku, a już bardzo głośno na ten temat mówił były prezes PGNiGu Piotr Woźniak, który jak mówił, zostawiał spółkę w momencie, kiedy go odwołali ze stanowiska z praktycznie gotowymi kontraktami. Myślał, że nowi, którzy przychodzą mają jeszcze lepsze kontrakty do zaoferowania. Pewnie ta wiedza jest w środku, w spółce, pewnie wśród osób formalnie nadzorujących spółkę. Nie chce mi się jednak wierzyć, że to specjalnie zostało zostawione na ostatni moment, a szczególnie w sytuacji, kiedy od dawna wiedzieliśmy, że nawet bez wojny z Ukrainą, gazu rosyjskiego kupować nie będziemy. W związku z tym warto było zrobić to wcześniej.

Nawet jeśli, to wojna wybuchła 24 lutego, więc minęło sporo czasu.

Takie kontrakty podpisuje się 2, 3, 5 lat wcześniej, nie mówiąc o tym, że były one niejako warunkujące finansowanie budowy Baltic Pipe. Także to naprawdę powinno już dawno temu być zrobione.

Rządzący przekonują nas też, że nasze magazyny są zapełnione niemal w 100%. Tyle, że one na tle europejskich są stosunkowo małe, więc i łatwiej osiągnąć ten pułap stu procent.

Dziwię się, że nie mówią o tym, że my jednak jako Polska mamy ciut lepsze parametry, ze względu na własne wydobycie. Nasza przewaga wobec innych krajów unijnych jest tutaj znacząca. Natomiast, to fajnie brzmi marketingowo i fajnie się sprzedaje, tym bardziej, że działa na wyobraźnię. Jak człowiek ma powiedziane, że ma pełny magazyny, to znaczy, że powinno wystarczyć, a to niekoniecznie tak jest.

Droższy gaz, który będzie trzeba kupić, jeżeli będziemy mroźna zima, odbije się na nas, na zwykłych odbiorcach, prawda?

To już się odbija. Przy czym Urząd Regulacji Energetyki, spółki handlujące i rząd próbują minimalizować te straty dla klienta indywidualnego, bo przemysł, szczególnie przemysł energochłonny jest w dramatycznej sytuacji. Nie boję się tego słowa użyć, bo ludziom trzeba wprost to mówić, że są takie przemysły, które nie są już dzisiaj w stanie poradzić sobie z tak wysokimi i spekulacyjnymi cenami gazu. To nie jest tylko polski problem. My przynajmniej, tak na pierwszy rzut oka, możemy powiedzieć, że nasze niedopełnienie bilansu i tak jest znacząco mniejsze, niż straty, które będzie miał przemysł niemiecki. A gospodarka polska jest bardzo silnie powiązana z przemysłem niemieckim. I to także będzie wpływało, na to, co będzie później. To nie jest kwestia tylko przeżycia najbliższych paru miesięcy, ale za rok będzie parę przemysłów ciężkich, które się nigdy nie podniosą i dla tych ludzi nie będzie pracy. O tym już dziś musimy mówić i przeciwdziałać temu.

W tym kontekście chciałem wrócić do gazociągu Baltic Pipe. Jak pan sądzi, czy za rok trochę ten problem zniknie? Czy będziemy w stanie, tak się zorganizować, żeby wykorzystywać siłę tego gazociągu? Czy będzie podobny problem?

Większość złóż gazowych na świecie eksploatowanych, to są złoża, gdzie koszt wydobycia takiego surowca jest niski. Rosjanie przed wojną to pokazywali na przykładzie złoży w Arktyce -ok. 4 dolary za tysiąc metrów sześciennych, gdzie oni to sprzedają po tysiąc dolarów. To jest po prostu chora spekulacja. Aż trudno opisać jakimiś normalnymi słowami to, co się dzieje na rynku cen gazu. Są również dostawy, w sumie drogiego LNG ze Stanów Zjednoczonych. Zresztą ta historia ostatnich 30, 40 lat pokazuje, ja to pamiętam ze swojej historii zawodowej, że ten gaz potrafił tanieć do tych 100 dolarów, 50 dolarów za tys. metrów sześciennych. W związku z tym, my wrócimy do takich sytuacji w normalnym czasie. Nie umiem powiedzieć czy to będzie za rok, ale ta sytuacja, gdyby nie była tak pompowana, a gaz ziemny nie byłby wykorzystywany jako narzędzie wojenne, broń, to byłoby inaczej.

Jak pan sądzi, czy do Polski, wobec sytuacji, jaka jest na świecie, za kilka lat wróci moda na węgiel? Czy transformacja energetyczna i tak będzie postępować?

Podoba mi się stwierdzenie, nieżyjącego już szejka Arabii Saudyjskiej, który był ministrem energii i który rok temu publicznie powiedział, że epoka kamienia łupanego skończyła się i tak samo skończy się epoka węglowodorów. Nie dlatego, że skończyły się kamienie, czy skończyło się wydobycie węglowodorów, bo przecież ten kamień łupany w dalszym ciągu jest dostępny, ale z niego nie korzystamy. Taki jest postęp technologiczny i w mojej ocenie, to kwestia nie pokolenia, nie 25 lat, ale znacznie szybciej. Myślę o perspektywie 3, 5 lat, gdzie pojawiają się nowe technologie. Są olbrzymie pieniądze wydawane na badania, na rozwój technologii związanych z wodorem jako nośnikiem energii. Jesteśmy blisko opanowania energii jądrowej w sposób podobny do tej, która dzieje się na Słońcu. Za Kopernika, nie miał on prądu elektrycznego, bo nie umiał z niego korzystać. Trochę my dzisiaj jesteśmy w podobnej sytuacji.

Często przez media przewija się kwestia sprzedaży naszego węgla, podczas gdy sami go obecnie potrzebujemy. Zdaje się, że ten wydobywany u nas, kompletnie nie nadaje się dla naszych odbiorców. Przynajmniej nie całość. Może pan wyjaśnić na czym polega ta różnica?

Każde złoże, obojętnie czy to jest węgiel, ropa naftowa, czy gaz ziemny, różni się jedno od drugiego. Jak słyszymy, że notuje się węgiel takiej jakości albo ropę brent, to wcale nie oznacza, że ludzie akurat w tym momencie handlują tym surowcem. Typów węgli, gatunków rop pewnie można by wymienić ze 120, 130. Dobry odbiorca przygotowuje się ze swoją instalacją na największą efektywność i mówi - ja do mojej elektrociepłowni, do mojej rafinerii potrzebuje tego typu surowca, będę go kupował przez najbliższe 20, 30 lat i pod ten typ surowca, jego skład przygotowuje efektywnie swoje urządzenia do pracy. W związku z tym, to nie jest tak, że nie jestem w stanie tych urządzeń przygotować do innego gatunku węgla czy innej ropy naftowej, ale to po pierwsze kosztuje, a po drugie trwa. A najgorsza rzecz jest taka, kiedy muszę to robić dwa, trzy razy dziennie. To się nie opłaca.