"W świetle danych Eurostatu Polska znajduje się w gronie państw z najniższym wskaźnikiem bezrobocia. Młode osoby zarejestrowane w urzędach pracy są tą grupą bezrobotnych, którzy najszybciej znajdują pracę. Powinniśmy patrzeć na dane dla całego kraju i całego rynku" - powiedział w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 prof. Sebastian Gajewski, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, odnosząc się do sytuacji na rynku pracy. Polityk Nowej Lewicy podkreślił, że "co roku notowany jest niewielki wzrost bezrobocia rejestrowanego". Powołał się na dane Głównego Urzędu Statystycznego.

REKLAMA

Gość Rozmowy o 7:00 w Radiu RMF24, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej odniósł się do aktualnej sytuacji na rynku pracy. Notowany jest obecnie wzrost bezrobocia w Polsce.

Wiceszef MRPiPS o bezrobociu: Stoją przed nami pewne wyzwania

W świetle danych Eurostatu Polska znajduje się w gronie państw z najniższym wskaźnikiem bezrobocia. Młode osoby zarejestrowane w urzędach pracy są tą grupą bezrobotnych, którzy najszybciej znajdują pracę. Powinniśmy patrzeć na dane dla całego kraju i całego rynku - stwierdził. Dodał, że wzrost bezrobocia wśród młodych rok do roku wyniósł ok. 1,5 punktu procentowego. To pokazuje, że oczywiście stoją przed nami pewne wyzwania, ale wciąż sytuacja w gospodarce jest bardzo dobra - stwierdził. Zwrócił także uwagę na duże zróżnicowanie terytorialne: od powiatów z bezrobociem przekraczającym 20 proc. po takie, gdzie wskaźnik spada poniżej 1 proc.

Gość Radia RMF24 przyznał także, że bezrobocie wśród młodych jest tradycyjnie wyższe niż w całej populacji, m.in. z powodu wchodzenia na rynek pracy po zakończeniu edukacji i niedopasowania kwalifikacji do potrzeb pracodawców.

Gajewski: Zgłoszenia nie oznaczają redukcji etatów

W rozmowie poruszono również temat rosnącej liczby zgłoszeń zamiaru przeprowadzenia zwolnień grupowych - najwyższej od 2009 r. Gajewski zaznaczył, że same zgłoszenia nie oznaczają faktycznej skali redukcji etatów. Zgłoszenie zamiaru, jak pokazuje doświadczenie i wszelkie dane, nie przekłada się na rzeczywistość co do liczby zwolnionych osób - tłumaczył.

Jak pracodawca chce zwolnić 500 pracowników, to na końcu zwalnia około 250. I tak jest zawsze - przekonywał wiceminister. Dodał, że w styczniu zwolnienia grupowe objęły nieco ponad tysiąc osób - o jedną trzecią mniej niż rok wcześniej.

Z czego wynika spadek ofert w urzędach pracy? Wiceminister komentuje

Spadek liczby ofert trafiających do urzędów pracy - zdaniem wiceministra - wynika głównie ze zmiany przepisów dotyczących zatrudniania cudzoziemców. Wcześniej pracodawca musiał najpierw zgłosić ofertę do urzędu pracy, nawet jeśli planował zatrudnić konkretną osobę z zagranicy. Obecnie ten obowiązek został zniesiony, co - jak wskazał - zmniejszyło statystyczną liczbę ofert w systemie publicznym.

Polityk Nowej Lewicy na antenie radia kilkukrotnie zapewniał, że rząd dostrzega wyzwania związane ze zmianami na rynku pracy. To nie jest tak, że nie ma problemu, bo problemem z punktu widzenia ministerstwa jest każda osoba, która pozostaje bez pracy - podkreślił.

Gajewski wprost: To była decyzja Ministerstwa Finansów

Wiceszef resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Sebastian Gajewski komentował w radiu także kwestię doniesień mówiących o cięciach środków w Funduszy Pracy. Sytuacja jest indywidualna i uzależniona od danego powiatu - powiedział.

Prowadzący rozmowę Piotr Salak przywołał przykład województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie - według samorządowców - środki dla urzędów pracy zostały drastycznie ograniczone. Wiceminister przyznał, że sytuacja jest zróżnicowana i zależy od lokalnego poziomu bezrobocia.

Przyznał także, że budżet Funduszu Pracy został zmniejszony decyzją Ministerstwa Finansów. Część środków na te aktywne formy wsparcia jest niższa niż w latach poprzednich - przyznał gość Radia RMF24.

"Fundusz Pracy to elastyczny mechanizm"

Wiceminister Gajewski zapewnił jednak, że wydatki "roszczeniowe", takie jak zasiłki dla bezrobotnych czy świadczenia przedemerytalne, są w pełni zabezpieczone. Przekonywał, że Fundusz Pracy jest mechanizmem elastycznym i daje możliwość korekt w ciągu roku budżetowego. Mamy w Funduszu Pracy rezerwę. W trakcie roku okazuje się też, że na pewnych zadaniach zostaje więcej pieniędzy i można je przeznaczyć na inne cele - powiedział.

Resort - jak mówił - już w styczniu skierował wniosek do ministra finansów o zmianę planu finansowego Funduszu Pracy. Do zwiększenia środków potrzebna jest zgoda ministra finansów oraz sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Udawało nam się takie rzeczy robić w zeszłym roku. Jestem dobrej myśli - podkreślił Sebastian Gajewski.

Wiceminister Gajewski: To nawet nie jest pendolino, to Shinkansen

W Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 poruszono także wątek dotyczący zmian w Państwowej Inspekcji Pracy, a więc jednego z kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy. Projekt przewiduje m.in. możliwość przekształcania przez inspektorów pracy umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.

Na sugestię prowadzącego, że zapowiadany "superexpress" legislacyjny zamienił się w "ciuchcię parową" wiceminister Sebastian Gajewski odpowiedział, że "to nawet nie jest pendolino, tylko to jest Shinkansen". W ten sposób nawiązał do przebiegu prac w Sejmie. Podkreślił, że 70 proc. Polaków uważa, iż umowy cywilnoprawne są nadużywane, a 60 proc. popiera rozszerzenie uprawnień inspektorów pracy.

Zapytany o możliwe weto prezydenta Karol Nawrocki, odpowiedział: Jeżeli pan prezydent zawetuje tę ustawę, to zawetuje jedenaście miliardów złotych powiązanych z tym kamieniem milowym. Dodał, że opóźniony mógłby zostać także cały wniosek o płatność z KPO, opiewający - według niego - na ponad 60 mld zł.

Związkowcy nie chcą zmian w PIP. Gajewski odpowiada

W rozmowie pojawił się także wątek sprzeciwu części środowisk związkowych wobec projektu zmian w PIP. Prowadzący wskazywał m.in. na krytyczne stanowiska NSZZ Solidarność oraz Forum Związków Zawodowych.

Gajewski odpowiedział, że podczas prac w komisji słyszał przede wszystkim głosy poparcia - zwłaszcza ze strony Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. W sprzeciwie NSZZ Solidarność widzę element gry politycznej - stwierdził.

Podkreślił, że część związkowców, nawet tych współpracujących z posłami opozycji, wskazywała konkretne przypadki nadużyć umów cywilnoprawnych i argumentowała za wzmocnieniem kompetencji inspekcji.