Wskażę Ci palcem na Placu Centralnym wiele niezabytkowych punktów. Chcesz zostać turystą nietradycyjnym? Oczywiście nie usunę spod Twych stóp chodnika. Nie poplączę przejść, by przejść się prosto nie dało. Nie przemienię węzłów komunikacyjnych w węzły gordyjskie. Nie zatrzymam ruchu wszystkiego. Nie popodmieniam kamienic, jakby było słowo „popodmieniam”. Słowem nie będą to radykalne metamorfozy nowohuckiej czasoprzestrzeni. Szykuję Ci łagodną korektę tradycyjnej turystyki.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Szewc łata dziurę w bucie skórzanym, leczy obuwie jak chirurg rany

Widzisz, gdzie jesteś? Wskazuje Ci strzałka na tym planie Nowej Huty. Trochę dziwna ta mapa, prawda? Niby widać na niej gwiaździsty rysunek arterii z nazwami, które są prawdziwe. Nikt ich na nowo w Nowej Hucie nie wymyślił. Są schematyczne rysunki układów kamienic. Wprawdzie uproszczone, ale autentyczne. Jednak jest coś nowego. To te rysuneczki różnych rzeczy, jak ryciny ze szkolnego elementarza. Albo z podręcznika do nauki języka obcego. Ciepło, ciepło, turysto! Jesteś już bardzo blisko.

Chodzi o angielszczyznę. I dwa słowa na litery z końca słownika: Zero Waste. To mapa zero waste. Nie mylić z tytułem słynnego poemat Thomasa Stearnsa Eliota "The Waste Land" czyli "Ziemia Jałowa". Nowa Huta nie jest miejscem opisanym przez dwudziestowiecznego amerykańsko-brytyjskiego poetę:

Nierzeczywiste Miasto,

Pod mgłą brunatną zimowego świtu

Zero waste to specyficzna filozofia życia. Rozpropagowała ją niejaka Bea Johnson, pani pochodząca z południa Francji, ale mieszkająca razem z rodziną w Kalifornii. Zaczęło się od tego, iż 12 lat temu postanowiła, że nie będzie produkować śmieci. Jasne, że nie da się całkiem wyeliminować odpadów, ale można się postarać. Wystaw dłoń i policz sobie na palcach. To jest pięć zasad: staraj się nie kupować (odmawiaj, kiedy Cię kuszą), kupuj mniej, nie pozbywaj się, możesz tego użyć wielokrotnie. Kolejne dwa punkty są trochę bardziej skomplikowane: przetwarzaj i kompostuj. Nie będę się dalej pochylał nad pięcioma przykazaniami Bei. To o połowę mniej niż na kamiennych tablicach Mojżesza. Od razu widać, że pani Johnson oszczędza na wszystkim. Ciekawe, jak przetwarza i kompostuje wyrazy i zdania. Może ze "zdania" robi "dania z ...". I już ma posiłek z odzysku. A z wyrazów robi zrazy. Dobry przepis dla słynnych barów mlecznych w Nowej Hucie. Jest taki jeden niedaleko tablicy z oryginalnym planem - w kamienicy na os. Centrum C1. Zasada "zero waste" w odmianie nowohuckiej jest mi bliższa. Po pierwsze dlatego, że jest nowohucka, a po drugie, że jest bliższa codziennego życia. Wynika z dbałości nie tylko o odpady, ale też o to, by drobni biznesmeni z okolicy nie wypadli z obiegu, żeby nie wyrzucono ich z lokali, bo nie mają dochodów i nie mają za co zapłacić czynszu. Ostatnio rozmawiałem z bohaterem jednego z moich podcastów "Nowa Huta krok po kroku" - współwłaścicielem firmy "Cepelix" - panem Krzysztofem Knawą. Spadkobierca słynnej Cepelii w kamienicy na osiedlu Centrum B1 ledwo przędzie, żeby użyć kolokwialnego sformułowania, jednocześnie pasującego do sztuki ludowej. Trzeba wspierać i kupować!

Dlatego zachodnia moda "zero waste" (O.K. - niech będzie ta filozofia życia) ma w moim industrialnym miasteczku zupełnie inny wymiar i znaczenie. Przeczytajmy legendę do planu na wielkiej tablicy. "Życie zero waste polega na redukowaniu wszelkiego rodzaju odpadów, zwłaszcza tych jednorazowych. Ważne jest to, aby używać rzeczy wielokrotnie (kubki na kawę, opakowanie na jedzenie, worki na zakupy), nie kupować tego, co nie jest nam potrzebne, naprawiać to, co zepsute i wymieniać się z innymi ludźmi rzadko używanymi przedmiotami. To wszystko dla dobra środowiska." Niby klasyka à la Bea, ale potem jest ważny dodatek do oklepanej formuły. Ochrona środowiska staje się właśnie obroną środowiska drobnych wytwórców, mikroprzedsiębiorców, rzemieślników, usługodawców, sklepikarzy, antykwariuszy itd.

Co do opakowań to z niektórymi jest trudno. Jednak wyciągnąłem takie jedno z kosza jako suwenir.

Kubki po kawie też można kolekcjonować, jeśli ktoś chce zachować pamiątkę z legendarnego nowohuckiego eNCeK Food Truck Park:

Oczywiście można też w Nowej Hucie kupować sobie po kimś ubrania i ubrać to w ideologię zero waste.

W Nowej Hucie jak widać na załączonym obrazku idea ubraniowego noszenia wielokrotnego rozprzestrzenia się na kraje ościenne. Powiedzmy sobie szczerze, że są wyjątki od reguły zero waste.

W tym momencie idea nabiera kontekstu, który ja najbardziej w niej cenię. Powtórzę: chodzi o wspieranie rodzimego drobnego biznesu. Ten komplet bielizny można kupić na słynnym "Tomeksie", miejscu handlowym w Nowej Hucie pamiętającym czasy głośnej na całym świecie przemiany ustrojowej. Jestem szczególnie przywiązany do idei pasaży. Powodem jest prawdziwa fascynacja twórczością Waltera Benjamina, który paryskie pasaże uczynił kluczowym symbolem swojego szalonego, ambitnego dzieła.

Większość paryskich pasaży powstaje w ciągu piętnastolecia po 1822 roku. Pierwszym warunkiem ich narodzin jest rozkwit handlu tekstyliami. Tu i ówdzie pojawiają się magazyny z nowościami, nieodmiennie lokujące swe składy towarowe w kamienicach. Są to zwiastuny wielkich domów towarowych. (...) Pasaże są centrum handlowym dla towarów luksusowych. (...) Pewien ‘'Ilustrowany przewodnik po Paryżu" mówi: "Te pasaże, najnowszy wynalazek przemysłowego luksusu, to kryte szkłem, wyłożone marmurowymi płytami przejścia, biegnące przez całe kompleksy domów, których właściciele zrzeszyli się z myślą o takich spekulacjach. Po obu stronach tych przejść, oświetlonych z góry, ciągną się najwykwintniejsze sklepy, skutkiem czego taki pasaż staje się miastem, a nawet światem w miniaturze."

Pasaże na nowohuckim "Tomeksie" nie dorównują paryskim bezwstydnym przepychem, ale przebijają je surrealistyczną aurą zdegradowanych przedmiotów-symboli...

... oraz znaczących, przypadkowych spotkań.

Po labiryntach "Tomeksu" z zaszklonymi dachami i towarami powieszonymi i poukładanymi na półkach po obu stronach korytarzy mógłbym spacerować bez końca. Czasami po prostu już nie czuję nóg. Stają się jakby całkiem obce.

Nie można jednak długo stać całkiem boso. Dlatego w podcaście zabiorę Was do legendarnego nowohuckiego szewca. Właściwie zabierzemy Was - z Michałem Dobrołowiczem. Właściwie zaprowadzimy Was do całej rodziny szewców na os. Centrum D2.

Różne rzeczy z butami, z torebkami itp., itd., robią tam pan Marian Nowak i jego córka Joanna Sajak, która oprócz pracy u ojca, ma już własny zakład z mężem Maciejem.

Posłuchajcie w najnowszym podcaście, jak współpracują ze sobą dwa pokolenia świetnych nowohuckich fachowców.

Bardzo się cieszę, że po kilku miesiącach od wizyty Michała Dobrołowicza odwiedziłem zakład i okazało się, że kryzys koronawirusowy nie zrujnował obuwniczego interesu. Szewski zakład to tylko przykład. Trzymam kciuki za innych drobnych przedsiębiorców w Nowej Hucie. To dlatego polecam plan punktów usługowych na Placu Centralnym. Korzystajcie, bo dzisiaj każdy grosz się dla tych ludzi liczy.

Tak się składa, że kolejne odcinki mojego podcastu "Nowa Huta krok po kroku" mają swoje lejtmotywy. Zupełnie nieprzewidywalne. Nawet dla mnie - autora. Otóż kiedy zacząłem być aktywny na Facebooku, symultanicznie na wielu grupach osiedlowych, napisała do mnie intrygujący mail pani Maria Kozerska z firmy KM Studio.

Dzień dobry Panie Bogdanie,

kontaktuję się w nawiązaniu do Pana ogłoszenia w grupie facebookowej Nowa Huta. Temat, który chciałabym Panu zaproponować, jest związany z projektem, który prowadzę - "Szyldy Nowej Huty". Bardzo chętnie opowiem o moich odkryciach, dawnych szyldach, dekorowaniu wystaw. O tym jak to było kiedyś i dlaczego potrzebujemy Parku Kulturowego (wchodzi w życie 29 listopada). Jeśli tematyka wpisuje się w Pana wizję kanału - będzie mi bardzo miło.

Oczywiście, że się wpisuje, jak wszystko, co dotyczy Nowej Huty i dotyka problemów miejsca, w którym żyję od urodzenia czyli od 55 lat. Pani Maria zrobiła mi bardzo interesujący wykład na temat celu, estetyki oraz historii szyldów i witryn. Dźwiękowy zapis tego szkolenia znajdziecie także znajdziecie w moim najnowszym podcaście. Idea metamorfozy sklepów i punktów usługowych w naszym industrialnym miasteczku jest bardzo szlachetna. Chodzi o to, by - w nawiązaniu do świetnych nowohuckich tradycji z okresu PRL - stworzyć nowy, zindywidualizowany kanon piękna oraz komunikatywności witryn i szyldów.

Zobaczcie sklepy z okresu komuny (towarów było mało, ale nie brakowało przepięknego światła).

Nie dziwcie się, że tak tęsknię za sielskim dzieciństwem.

PRL-owski pop-art nie ustępował moim zdaniem temu, co działo się na Zachodzie.

Tak więc, coś można by zrobić w naszej dzisiejszej Nowej Hucie.

Myślę o tym razem z każdym z moich gości. Jak wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna.

Ale wierszyki piszę już sam.

Naśladowanie z Juliana Tuwima

(Na spacerze, mijając szyldy na os. Handlowym i Centrum D)

Krawiec ubrania w zakładzie szyje.

W witrynę patrzę, wyciągam szyję,

żeby zobaczyć, jak idzie praca.

I czy zajęcie mu się opłaca.

Szewc łata dziurę w bucie skórzanym.

Leczy obuwie jak chirurg rany.

Oczy się kleją a on podeszwy.

Czas goni, szybko robi się przeszły.

Introligator oprawia księgi

niby cyrograf własnej przysięgi,

że podniszczona mocno okładka

będzie jak nowa - twarda i gładka.

W moim zegarku sekundnik zamarł,

jakby uśmiercić kogoś miał zamiar.

Ale zaniosłem go do fachowca.

Dla niego nie jest to sprawa obca.

W jednej sekundzie przyjrzał się tarczy.

Rzut oka tylko jeden wystarczy,

by za naprawę zaraz się zabrać,

bo to nie żadna abrakadabra.

Pamiętasz słynny Tuwima wierszyk?

To on na pracę uwagę pierwszy

zwrócił w najprostszych i mądrych słowach,

nowych jak Huta jest wiecznie Nowa.



NOWA HUTA KROK PO KROKU. WSZYSTKIE PODCASTY BOGDANA ZALEWSKIEGO ZNAJDZIECIE >>> TUTAJ <<<