Gospodarze igrzysk w podzwrotnikowym Soczi przewidzieli, że to może być ciężka zima z powodu… braku zimy i zmagazynowali w ubiegłym roku 450 metrów sześciennych śniegu (z czego roztopiła się 1/3). Trudno uprawiać sporty zimowe bez śniegu i mrozu. Odczuli to organizatorzy Tour de Ski, zmieniając trasy biegów. Odczuła to Justyna Kowalczyk, która z powodu tych zmian wycofała się z turnieju. A teraz odczuwają to szefowie skoczni w Wiśle-Malince: nie wiadomo, czy odbędzie się tam, zaplanowany na 16 stycznia, konkurs Pucharu Świata.

REKLAMA

Śnieg stał się towarem poszukiwanym niemal tak gorączkowo jak pączki w Tłusty Czwartek. A prognozy nie są zbyt optymistyczne: im dalej w zimę, tym bardziej śniegu nie ma. Andrzej Wąsowicz, szef skoczni w Wiśle, objechał całe Beskidy, wypatrując białych połaci, po czym stwierdził: "stwierdzam, że śniegu nie ma". Ale jest plan awaryjny! Można wytworzyć sztuczny śnieg za pomocą ciekłego azotu lub maksymalnie schłodzić wodę dostarczaną do armatek z potoku. Można też wynająć 10 ciężarówek i dowieźć śnieg z Zakopanego. Ostatni wariant jest jednak ryzykowny. 18-19 stycznia, podczas Pucharu Świata w Zakopanem, może się bowiem okazać, że brakuje śniegu. Jakichś 10 ciężarówek śniegu.

Tymczasem Eddie "Orzeł" Edwards jednak skoczył. Podczas Turnieju Czterech Skoczni rozbawiał kibiców, także najmłodszych, na prowizorycznie stworzonej skoczni w Oberstdorfie. Skoczył i zaskoczył: swoimi pytaniami skierowanymi do dziennikarza "Gazety Wyborczej". To Adam Małysz jest Polakiem? - dopytywał. Był też zawiedziony, że Orzeł z Wisły nie wystąpi na Turnieju Czterech Skoczni, no i że w ogóle już nie skacze. Ta wypowiedź oburzyła wielu komentatorów, szczególnie tych z poczuciem humoru wielkości skoczni w Malince. Niewykluczone jednak, że Edwards świetnie orientuje się we współczesnych skokach i kolejny raz wystawił wszystkich do wiatru. Jeśli tak jest, to zrobił to lepiej niż Walter Hofer.

U nas teoretyczna zima, a w Australii pełnia lata - oraz nasi tenisiści, którzy zadziwili świat. Agnieszka Radwańska i Grzegorz Panfil z kompletem zwycięstw awansowali do finału Pucharu Hopmana. Nigdy wcześniej Polska nie startowała w tym turnieju, tym bardziej więc nigdy nie awansowała do finału. Radwańska z partnerem zostali gwiazdami kortów, a także basenu (fotoreporterzy uwiecznili ich wspólny relaks) i parkietu (gdzie szaleli na tzw. Players Party). A pomyśleć, że przed turniejem Polacy wydawali się bez szans. Szczególną niespodziankę sprawił 288. zawodnik świata (według rankingu ATP), Panfil, który wystąpił w zastępstwie Jerzego Janowicza. Jak widać, mimo rezygnacji Jerzyka, posłaliśmy do Australii naprawdę mocnego Asa!