Władimir Semirunnij uciekł przed wcieleniem do rosyjskiej armii, do Polski przyjechał autobusem przez Obwód Królewiecki. Kilka miesięcy później stanął na olimpijskim podium i zdobył dla Biało-Czerwonych srebro. Historia Władimira Semirunniego to gotowy scenariusz na film - z politycznym napięciem, sportową pasją i happy endem na największej scenie świata.

REKLAMA

  • Władimir Semirunnij uciekł przed wcieleniem do rosyjskiej armii i przez Obwód Królewiecki dotarł do Polski.
  • Rosyjska federacja długo nie odpowiadała na wnioski o zmianę barw.
  • Polskie obywatelstwo otrzymał w sierpniu 2025 roku, niespełna rok przed igrzyskami.
  • Najnowsze informacje z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Władimir Semirunnij uciekał przed wojskiem

W piątek 13 lutego 23-letni panczenista sięgnął po srebrny medal igrzysk olimpijskich na dystansie 10 000 metrów. Lepszy okazał się jedynie Czech Metodej Jilek. Dla reprezentanta Polski to największy sukces w karierze - i to zaledwie kilka miesięcy po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.

Droga Semirunniego do reprezentacji Polski nie była prosta. Jak relacjonuje w rozmowie ze Sportowymi Faktami WP prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch, zawodnik - wówczas jeszcze Rosjanin - otrzymał powołanie do wojska i chcąc uniknąć wcielenia do armii, szukał możliwości wyjazdu z kraju. Sam nawiązał kontakt z Polakami, wysyłając wiadomość do Konrada Niedźwiedzkiego, dyrektora sportowego związku i szefa Polskiej Misji Olimpijskiej.

Rozpoczęły się formalności. Największą przeszkodą okazała się postawa rosyjskiej federacji, która przez długi czas nie reagowała na zapytania w sprawie zmiany barw narodowych. Sytuację rozwiązała dopiero interwencja International Skating Union (ISU), która postawiła ultimatum. W końcu wyznaczono termin formalnego "przejścia" zawodnika i ruszyły kolejne procedury.

Semirunnij otrzymał zgodę ISU na starty w Pucharze Świata oraz mistrzostwach Europy i świata, a w sierpniu 2025 roku oficjalnie został obywatelem Polski.

Władimir Semirunnij przyjechał do Polski autobusem przez Obwód Królewiecki

Prezes PZŁS do dziś pamięta moment, gdy odbierał młodego sportowca z warszawskiego Dworca Wschodniego.

Przyjechał autobusem, przez Obwód Królewiecki. To był czas, gdy połączenia jeszcze funkcjonowały w miarę normalnie. Zawieźliśmy go do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie znalazł swoje miejsce do życia i treningu - wspomina Tataruch w rozmowie ze Sportowymi Faktami WP.

Zanim zapadła decyzja o wsparciu zawodnika w staraniach o obywatelstwo, sprawą zajęły się polskie służby. W czasie trwającej wojny w Ukrainie weryfikacja jest konieczna. Ostatecznie potwierdzono, że sportowiec nie był powiązany z rosyjskimi strukturami państwowymi ani armią.

Nowy reprezentant szybko zyskał sympatię kolegów z kadry. Zaskoczył wszystkich, gdy zaczął uczyć się polskiego hymnu jeszcze zanim odniósł pierwsze sukcesy.

Mówił, że czuje, iż ta umiejętność może się przydać. Wiadomo, kiedy sportowiec śpiewa hymn - gdy stoi na najwyższym stopniu podium - uśmiecha się prezes.

Władimir Semirunnij i "Mazurek Dąbrowskiego"

I rzeczywiście - podczas mistrzostw Europy Semirunnij śpiewał "Mazurka Dąbrowskiego" po zwycięstwie. Na igrzyskach tym razem musiał uznać wyższość znakomicie dysponowanego Czecha, ale srebro i tak wywołało ogromną radość.

Przed Polakiem jeszcze start na 1500 metrów. To nie jest jego koronny dystans, choć jako wicemistrz Europy nie zamierza odpuszczać.

Igrzyska rządzą się swoimi prawami. Taki medal potrafi dodać skrzydeł. Chciałbym, żeby pobił rekord życiowy. Czy tor na to pozwoli? Zobaczymy. Po olimpijskim podium często dzieją się rzeczy niezwykłe - mówi tajemniczo Tataruch.

Historia młodego panczenisty pokazuje, że determinacja i wsparcie mogą pokonać nawet polityczne bariery. A Polska zyskała zawodnika, który już zapisał się w historii.