Wisła Kraków wciąż bez pieniędzy. O północy minął termin, w którym klub miał zapłacić miastu za wynajem stadionu na ostatni mecz z Lechem Poznań. Do tej pory należność w wysokości nieco ponad 120 tysięcy zł nie wpłynęła - ustalili nieoficjalnie dziennikarze RMF FM.

REKLAMA

Pierwotnie Wisła Kraków miała zapłacić 123 tysiące złotych za wynajem stadionu na mecz z Lechem do 19 grudnia. Miasto jednak zgodziło się na odroczenie terminu - właśnie do 27 grudnia. O północy minął termin.

Wisła nie ma z czego zapłacić, ponieważ wciąż nie wpłynęły pieniądze od inwestora. Nasz dziennikarz Paweł Pawłowski pytał o to w klubie. Od rzeczniczki Wisły usłyszał, że przy Reymonta w Krakowie wciąż czekają na przelew od inwestorów.

Nieoficjalnie mówi się też, że dziś ani Vanna Ly, ani Mats Hartling nie kontaktował się z klubem. Nasz dziennikarz próbował rozwiać wątpliwości u Adama Pietrowskiego, który jest tymczasowym prezesem klubu - jego telefon jednak milczy.

Jeśli pieniądze nie pojawią się dziś na koncie klubu, umowa przejęcia Wisły będzie nieważna. Przypomnijmy o północy mija termin na wpłatę pieniędzy od inwestora.

Kłopoty finansowe krakowskiego klubu

Wisła Kraków od dłuższego czasu ma poważne problemy - długi klubu sięgają 40 milionów zł, z czego kilkanaście mln zł musi spłacić do końca marca, by zdobyć licencję na nowy sezon. Spore problemy mieli też sami zawodnicy - spora część piłkarzy i sztabu od lipca pracowała za darmo.

16 grudnia zarząd TS Wisła podjął decyzję o sprzedaży 100 proc. akcji Wisły SA zagranicznemu holdingowi.

Nowi właściciele Wisły to Alalega i Noble Capital Partners, które kupiły klub za symboliczne euro, ale do dziś, czyli 28 grudnia muszą spłacić dług licencyjny w wysokości 12,2 mln zł, a następnie pozostałe wierzytelności klubu, czyli kolejne 27-28 mln zł. W ciągu roku mają włożyć w Wisłę Kraków 130 mln zł.

Alalega - koncern należący do członka rodziny królewskiej z Kambodży - będzie posiadał 60 procent akcji. Pozostałe 40 proc. trafi do brytyjskiego Noble Capital Partners.

Co ciekawe, londyński korespondent RMF FM Bogdan Frymorgen udał się pod adres firmy Noble Capital Partners. Okazało się, że pod numerem 106 na ulicy Mount Street na partnerze budynku znajduje się sklep z cygarami. Nasz dziennikarz zapytał kobietę za ladą o Matsa Hartlinga. Kobieta wyszła na zaplecze, a kiedy wróciła powiedziała, że pojawia się on raz w tygodniu, załatwia swoje sprawy i znika.

Natychmiast po wyjściu ze sklepu nasz dziennikarz zadzwonił do Matsa Hartlinga, zadając mu pytanie, czy rzeczywiści jest dyrektorem firmy Noble Capital Partners Ltd. Na stronie internetowej firmy jest bowiem informacja, że zrezygnował z tej funkcji w październiku 2017 roku. Mats Hartling odpowiedział twierdząco, że "tak" i odłożył słuchawkę. Następnie dostaliśmy maila z pisemnym potwierdzeniem, że wypełnia obowiązki dyrektora za upoważnieniem zarządu firmy.

Opracowanie: