Kiedy siedem miesięcy temu w Warszawie mieliśmy grać z Ukrainą, kibice byli pełni optymizmu. Skończyło się przykrą porażką. Teraz mocno odmieniona personalnie reprezentacja musi wygrać w Charkowie, by przed meczem z Anglią nie stracić szans awansu na brazylijski Mundial.

REKLAMA

Choć od meczu Polska-Ukraina minęło zaledwie 7 miesięcy, to wieczorem w Charkowie zobaczymy zupełnie inną reprezentację Polski. W marcu w Warszawie skład Polaków wyglądał następująco:

Artur Boruc - Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Kamil Glik, Sebastian Boenisch - Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Daniel Łukasik (59. Ludovic Obraniak), Radosław Majewski (76. Łukasz Teodorczyk), Maciej Rybus (46. Jakub Kosecki) - Robert Lewandowski.

Wieczorem na boisku zabraknie na pewno kontuzjowanych Piszczka, Rybusa czy Koseckiego. W kadrze nie ma też będących w słabej formie Boenischa, Łukasika, Majewskiego czy Teodorczyka. Z gry w reprezentacji zrezygnował Obraniak. Z 14 zawodników, którzy zagrali w przegranym spotkaniu w Warszawie w Charkowie może zagrać co najwyżej sześciu, choć Wasilewski raczej usiądzie na ławce.

W marcu byliśmy faworytem spotkania z Ukraińcami, którzy wcześniej poszukiwali selekcjonera, a na początku eliminacji grali dość przeciętnie. Co prawda zremisowali z Anglią, ale stracili też punkty z Mołdawią, a później ulegli u siebie Czarnogórze. Nic dziwnego, że oczekiwania w Polsce były spore. Jak się skończyło - wszyscy pamiętamy. Kibice ledwo zdążyli usiąść na krzesełkach, a już było 2:0 dla gości. Do przerwy już 3:1, a w drugiej połowie biliśmy tylko głową w mur.

A jeszcze przed meczem ukraińskie media narzekały właściwie na wszystko. Na bramkarz Pjatowa, na słabych obrońców, formę napastników i brak utalentowanego Jewhena Konoplianki. Mimo tych wszystkich kłopotów, Ukraińcy łatwo nas pokonali. W duże mierze dzięki świetnemu nastawieniu w pierwszych minutach spotkania. Dwie bramki właściwie ustawiły spotkanie. I pomyśleć, że kiedyś sami tak z Ukrainą graliśmy. W końcu w 2000 roku, kiedy wygraliśmy w Kijowie 3:1, Emmanuel Olisadebe trafił do siatki już w 2. minucie.

Wieczorem skład Polski może wyglądać tak:

Artur Boruc - Artur Jędrzejczyk, Łukasz Szukała, Kamil Glik, Grzegorz Wojtkowiak - Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Mariusz Lewandowski, Mateusz Klich, Waldemar Sobota - Robert Lewandowski.

Oczywiście tradycyjnie trzeba bać się o grę w defensywie. Wojtkowiak w tych eliminacjach jeszcze nie grał. Jędrzejczyk też jest mało doświadczony, a para Glik-Szukała popełniała błędy - choćby miesiąc temu w pojedynku z Czarnogórą. Wyboru jednak dużego nie mamy. Nieźle wyglądamy jednak w ofensywie, a w końcu potrzebujemy dziś bramek. O gole nie będzie jednak łatwo. W całych eliminacjach Ukraina straciła 4 bramki. Po jednej strzelili jej Polacy, Anglicy, Czarnogórcy i Mołdawianie. U siebie nasi rywale jednak nie zachwycają. Co prawda rozgromili San Marino (9:0), ale z Mołdawią już się męczyli (2:1). Z Czarnogórą przegrali (0:1), a z Anglią zremisowali (0:0).

My nie błyszczymy na wyjazdach. Pokonaliśmy tylko San Marino (5:1) a z Czarnogórą (2:2) i Mołdawią (1:1) remisowaliśmy.