Triathlonistka Ewa Komander, która przed miesiącem została wicemistrzynią Polski kontynuuje przygotowania do Mistrzostw Świata na dystansie 70.3. Impreza odbędzie się we wrześniu w Nicei. W rozmowie z RMF FM Komander opowiedziała o triathlonowych treningach i rosnącej popularności amatorskiego triathlonu w naszym kraju.

REKLAMA

Patryk Serwański RMF FM: Co kryje się za nazwą dystansu 70.3? Co to oznacza i jak to w praktyce wygląda?

Ewa Komander: To 1900 metrów pływania, 90 kilometrów jazdy na rowerze i do tego półmaraton do przebiegnięcia.

Jak się zaczyna przygodę z triathlonem? Trzeba być dobrym w jednej z tych trzech dziedzin, czy trzeba wcześniej spróbować każdej? Każda z tych dyscyplin niesie ze sobą zupełnie inne wymagania. Jak to wyglądało w pani przypadku?

Zaczynałam od pływania i miałam łatwiej. Doszedł tylko rower i bieg, ale oczywiście każda dyscyplina jest wymagająca i trzeba dożyć do doskonałości w każdej z nich. Jeśli jest się dobrym w pływaniu, a ma się zaległości w kolarstwie i bieganiu to trzeba mocniej pracować właśnie nad nimi. Triathlon na długich dystansach, to także odpowiednie odżywianie i to właściwie taka czwarta dyscyplina, na której trzeba się skupić.

Wydaje się, że pływanie to chyba klucz na początku, bo chyba w tej specjalizacji najtrudniej nadrobić braki techniczne. Chyba w kolarstwie i bieganiu łatwiej opanować tego typu aspekty na wysokim poziomie.

To prawda, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli się bardzo chce i się trenuje to można dojść do optymalnego poziomu nawet, jeśli miało się duże zaległości w pływaniu.

Widzie pani to, że w Polsce triathlon się rozwija? Sport się może u nas nie profesjonalizuje, ale na pewno zyskuje na popularności.

Tak, triathlon bardzo się u nas rozwinął i to jest super. Ludzie chcą trenować i startować w zawodach, a to naprawdę fantastyczna dyscyplina. Bardzo urozmaicona. Nie ma monotonii. Każdego dnia można robić coś innego. Jeśli pada, możemy trenować na basenie. Jeśli pogoda jest lepsza, można iść na rower czy pobiegać. To jest w tym najfajniejsze.

Ile godzin dziennie trzeba trenować, gdy myśli się o takich celach jak mistrzostwa świata w Nicei?

To już trenowanie na pełnym etacie. Jest tego dużo. 2-3 treningi dziennie. Poza tym trzeba się pilnować, dbać o siebie. To typowy reżim treningowy od rana do wieczora.

Codziennie trzeba przetrenować każdą z trzech składowych części triathlonu?

Raczej każdego dnia zajmuje się wszystkimi dyscyplinami. Pływam, jeżdżę na rowerze i biegam. Do tego dochodzą ćwiczenia rozciągające.

Coraz bardziej powszechne w sporcie są te elementy, na które kilkanaście lat temu nie zwracano takiej uwagi. Wsparcie psychologiczne, dieta, suplementacja. Pani też z tego wszystkiego korzysta?

To prawda. W triathlonie wszystko zależy od głowy, psychiki. Wszystkie dostępne metody, które pomagają mi się rozwijać stosuję i wykorzystuję. Oczywiście, są także chwile zmęczenia, kiedy chcesz od tego wszystkiego odpocząć, ale raczej staram się takie problemy szybko przezwyciężać. Jestem optymistką.

Mistrzostwa świata w Nicei odbędą się we wrześniu. Stawia sobie pani jakiś cel w związku z tą imprezą? Nie mówię o konkretnym miejscu, ale może o rezultatach w poszczególnych dyscyplinach.

Dużo będzie zależało od samopoczucia tuż przed startem. Chcę zanotować progres, poprawić się. Jeśli to mi się uda, to także miejsce będzie dobre.

Jaka jest rola nastawienia tuż przed startem? Ono determinuje wynik w dużym stopniu? A może ono może się zmienić w trakcie rywalizacji?

Różne są odczucia przed startem. Czasami idę na linię startu i nie wiem co będzie. Jednak kiedy ruszam na trasę, to wszystko ze mnie spływa i zaczyna się kręcić tak, jak chcę.

Jak wygląda kwestia takiego szklanego sufitu w triathlonie. Kobiety w wielu sportach są niedoceniane, a w innych to wszystko działa świetnie. Jak jest w triathlonie?

Jest bardzo przyjazny kobietom, a zawodniczki na świecie są naprawdę bardzo mocne i nie jednego pana by pogoniły. Jest całkiem ok, a nawet bardzo dobrze. Jeśli mijasz mężczyzn na trasie, to nie ma "szydery" tylko podziw, że jesteśmy tak przygotowane i potrafimy być mocniejsze od nich.