W piątek odbyły się dwa mecze kolejki T-Mobile Ekstraklasy. W pierwszym z nich Wisła Kraków pokonała wynikiem 2:1 Widzew Łódź. Z kolei drugie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Lechii. Klub ten pokonał Podbeskidzie 3:2.

REKLAMA

Kibice Widzewa mieli nadzieję, że ich ulubieńcy pokonają Wisłę Kraków, z którą zespół z al. Piłsudskiego nie wygrał od sierpnia 2001 r. Optymizm widzewskich fanów opierał się na tym, że po ośmiu kolejkach ich zespół miał 16 pkt., a więc dwa razy więcej niż ekipa z Krakowa.

Już pierwszą swoją akcję goście zakończyli golem, do zdobycia którego potrzebowali zaledwie 54 sekund. Na listę strzelców wpisał się Rafał Boguski, który z kilku metrów posłał piłkę do siatki po podaniu Maora Meliksona z prawej strony pola karnego. W 13. minucie Wisła przeprowadziła niemal identyczną akcję, którą znów skutecznie wykończył Boguski. Tym razem strzelił gola po podaniu Ivicy Ilieva.

Po zdobyciu drugiej bramki goście zaczęli grać nonszalancko. W indywidualnych pojedynkach lub wymianą podań na niewielkiej przestrzeni podopieczni Tomasza Kulawika próbowali ośmieszać rywali, którzy jednak nie zwracali uwagi na porażki w takich potyczkach i z determinacją dążyli do zmiany niekorzystnego dla nich rezultatu. I w 29. minucie zdobyli kontaktową bramkę. Po dośrodkowaniu Marcina Kaczmarka z lewej strony boiska Mehdi Ben Dhifallah uderzeniem głową pokonał Sergeia Pareikę.

W 52. minucie gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania, ale tym razem tunezyjski napastnik zmarnował doskonałą sytuację i z pięciu metrów zamiast do pustej bramki trafił w słupek. W tym spotkaniu Dhifallah zapisał się jednak jeszcze raz w meczowym protokole. Mając już na koncie żółtą kartkę w 75. minucie bezmyślnie zatrzymał piłkę ręką, za co został ukarany drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Grając w osłabieniu Widzew nie zdołał odrobić straty z pierwszej połowy i przegrał z Wisłą 1:2

Podbeskidzie nadal bez zwycięstwa

W piątek Górale ulegli Lechii, która nie bez problemów, wywiozła z Bielska-Białej komplet punktów. Do 60. minuty gdańszczanie panowali zwłaszcza w środku boiska, a niezwykle ruchliwy Abdou Razack Traore w pierwszej połowie sprawiał wiele kłopotu popełniającej mnóstwo błędów bielskiej defensywie.

Bramka dla gdańszczan padła już w 7. minucie. Traore podał prostopadle między dwóch obrońców do Grzegorza Rasiaka. Napastnik "położył" Mateusza Bąka i umieścił piłkę w bramce. W 30. minucie gdańszczanie mieli aż dwie kapitalne szanse na podwyższenie. Ricardinho z 15 metrów wpierw trafił w poprzeczkę, a kilkadziesiąt sekund później ten sam zawodnik w niemal identycznej sytuacji strzelił wprost w bramkarza.

Bielszczanie w pierwszej połowie tylko raz poważniej zagrozili bramce Lechii. W 11. minucie debiutujący w zespole Ireneusz Jeleń po wymianie piłki z Piotrem Malinowskim uderzył z ostrego kąta, ale Bartosz Kaniecki obronił ten strzał.

W drugiej połowie gdańszczanie początkowo panowali na boisku i wydawało się, że nic nie uchroni gospodarzy od utraty kolejnych bramek. W 60. minucie Podbeskidzie, które po zmianach poprawiło grę w środku pola, nieoczekiwanie wyrównało. Damian Chmiel trafił z 17 metrów w słupek, a poprawka Lirana Cohena była już skuteczna.

Po bramce gra gospodarzy nabrała rumieńców. Gdy zapachniało drugim golem dla bielszczan, Lechia skontrowała. W 82. minucie Ricardinho uderzył - wydawało się niegroźnie - z ponad 20 metrów, a Bąk popełnił fatalny błąd i przepuścił piłkę pod sobą.

Bielszczanie wyrównali pięć minut później. Michał Buchalik, który zastąpił kontuzjowanego Kanieckiego, nie złapał piłki, a dobitka Fabiana Paweli ugrzęzła w siatce.

W końcówce w polu karnym Dariusz Pietrasik faulował Piotra Brożka. Sędzia nie miał wątpliwości i podyuktował rzut karny. Pewnym egzekutorem w 4. minucie doliczonego czasu gry był Traore.