Tak długą historią nie mogę pochwalić się piłkarskie mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. Wieczorem początek kolejnej edycji Pucharu 6 Narodów w rugby. Po raz pierwszy - oczywiście w innej formule - rywalizacja odbyła się w 1883 roku. Teraz pora na 132. edycję prestiżowych zawodów.
- Dziś wieczorem startuje 132. edycja Pucharu 6 Narodów w rugby - najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju tej dyscypliny na świecie.
- Pierwsze rozgrywki odbyły się w 1883 roku jako Home Nations z udziałem Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii.
- W 1910 roku dołączyła Francja, a od 2000 roku w turnieju grają także Włochy.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Zaczęło się od rywalizacji czterech nacji z Wysp Brytyjskich: Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii. Można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością - to najbardziej popularny turnieju rugby na świecie - opowiada były reprezentant Polski, komentator telewizyjny Mariusz Liedel. Wtedy rozgrywki nazywały się Home Nations. W 1910 roku dołączyli Francuzi i od tego czasu mieliśmy do czynienia z Pucharem Pięciu Narodów (W latach 1932-39 Francuzi nie brali udziału w turnieju). Od 2000 roku do pięciu drużyn dołączyły Włochy i tak od ponad ćwierćwiecza mamy Puchar 6 Narodów.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Sześć najlepszych europejskich reprezentacji walczy nie tylko o główne trofeum. Są także inne nagrody. Najważniejsze z nich?
Grand Slam czy zdobycie pięciu zwycięstw i wygranie pucharu bez porażki. To coś, o czym marzą wszyscy. Bardzo prestiżowe jest także Triple Crown, czyli nagroda dla drużyny z Wysp Brytyjskich, która pokona wszystkie pozostałe. Ale dla Szkotów, Irlandczyków i Walijczyków szczególnie ważne jest pokonanie Anglii. Jeśli wygrają taki mecz, to kibice wybaczą im porażki w pozostałych - opowiada Mariusz Liedel.
Jest też "nagroda" dla najsłabszej drużyny całych rozgrywek. Reprezentacja, która przegra wszystkie spotkania, dostaje... drewnianą łyżkę. Ponadto mamy mnóstwo przechodnich pucharów za granie konkretnego spotkania z danym rywalem. Giuseppe Garibaldi Trophy trafia do zwycięzców meczu Włochy-Francja. O Calcutta Cup walczą Anglicy i Szkoci. A o Millenium Trophy Anglicy i Irlandczycy. To tylko niektóre przykłady i coś, co wyróżnia rugby na tle innych sportów zespołowych.
Nie mamy jednego, mocnego faworyta. Musimy pamiętać też o Anglikach. Szkotów zawsze stać na niespodziankę. Oczywiście mamy też Walię i Włochy, które o główne trofeum nie będą rywalizowały. Ale sprawa wygrania pucharu przez jedną z pozostałych czterech drużyn jest sprawą otwartą. Ważne będzie to, jak głębokim składem będą dysponować poszczególni trenerzy. Im więcej topowych zawodników będzie zdrowych przez tych pięć tygodni, tym dana drużyna będzie miała większe szanse na zwycięstwo - analizuje były reprezentant Polski.
Warto jednak śledzić terminarz Turnieju Sześciu Narodów. Ponieważ impreza rozgrywana jest co roku, w jednym sezonie z danym rywalem gramy na własnym stadionie a w kolejnym na wyjeździe. A granie u siebie może dawać przewagę. W tym roku Trójkolorowi rozegrają u siebie trzy z pięciu meczów. Podobnie Irlandczycy i Walijczycy. Szkoci i Anglicy mają w planach po dwa takie spotkania. Czy to okaże się realną przewagą? Przekonamy się w marcu.
W meczu otwarcia zagrają wieczorem Francuzi i Irlandczycy. Na Stade de France spodziewany jest komplet publiczności. Francja to obrońca trofeum. Irlandia zdobywała puchar w 2024 i 2023 roku:
Ostatnie lata to niesamowity progres rugby francuskiego. Począwszy od ligi, która jest najmocniejsza w Europie po reprezentację. Mamy tu mariaż starych zawodników z dwunastoma debiutantami zgłoszonymi do szerokiej kadry. To bogactwo w wyborze wysokiej klasy zawodników jest u Francuzów niesamowite - analizuje Mariusz Liedel, ale podkreśla, że trudno wskazać faworyta tego pojedynku, choć miejsce rozegrania spotkania wskazuje na Francję.
Na pewno stadion daje przewagę. Najprościej spojrzeć na Francuzów. Nawet jak spojrzymy z perspektywy klubowej. Kluby francuskie bardzo nie lubią grać na wyjazdach. Kompletnie inaczej grają na swoich stadionach z tym samym rywalem niż na wyjeździe. To samo przekłada się na reprezentację. Francuzi to przykład takiej drużyny, która bardzo dobrze czuje się na swoim terenie. Podobnie jest z Walijczykami. Gdy grają z Cardiff są dużo lepszą, dużo bardziej waleczną drużyną i potrafią sprawiać wtedy niespodzianki - opowiada Mariusz Lidel.