"W łyżwiarstwie szybkim mamy grono utalentowanych młodych zawodników, którzy robią postępy, ale musimy potrzebujemy czasu, by zastąpili gwiazdy, które niedawno skończyły ze sportem" - mówi w rozmowie z RMF FM były łyżwiarz, a dziś dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Konrad Niedźwiedzki. Przyznaje też, że teraz ciężar odnoszenia sukcesów przeniósł się na short-track, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia.

REKLAMA

Patryk Serwański, RMF FM: Celem, o którym mówiono pod koniec poprzedniego sezonu, było to, by w kolejnym sezonie większa liczba zawodników zaczęła iść w ślady Natalii Maliszewskiej. Jest na to szansa?

Konrad Niedźwiedzki: Myślę, że wśród dziewczyn jak najbardziej. Potwierdziły to kwalifikacje. Dziewczyny naprawdę zrobiły postęp i są na dobrej drodze, by iść w ślady Natalii, choć nie wiem czy już w tym sezonie. To bardzo młoda reprezentacja. Potrzeba im czasu, by dojść do takich wyników. U chłopaków też mamy bardzo młodą ekipę i też muszą się dużo uczyć - a gdzie się uczyć, jak nie na Pucharze Świata.

Tym celem długofalowym, który ma pokazać rozwój polskiego short-tracku, powinny być igrzyska w Pekinie? Jest czas, by zbierać doświadczenie.

Mamy w 2021 roku mistrzostwa Europy w Polsce, najprawdopodobniej w Tomaszowie Mazowieckim. To też będzie impreza, na której będziemy chcieli się pokazać. Ale oczywiście wisienką na torcie będą igrzyska i życzę Natalii medalu. Wierzę, że to możliwe, oby tylko jej kariera nadal tak pięknie się rozwijała. Myślę, że dziewczyny w sztafecie mogą też awansować na igrzyska. Nie odbieram tych szans naszym chłopakom, ale na dziś bliżej są dziewczyny. To byłby sukces.

Przez ostatnie lata PZŁS i cała dyscyplinę ciągnęły w górę sukcesy panczenistów. Teraz pojawiła się Natalia Maliszewska - stała się istotną postacią naszych zimowych sportów i długi tor musi te straty nadrabiać. Tu też czekamy na efekty zmiany pokoleniowej.

Dla długiego toru był to ciężki początek tego cyklu czteroletniego. Straciliśmy większość ważnych zawodników, którzy odnosili sukcesy. Na następców trzeba poczekać, ale widzę tam spory potencjał, bo ta grupa też jest bardzo młoda. Widać jednak progres. A co do sytuacji pomiędzy short-trackiem a długim torem, to widać tą zmianę warty. Fajnie, że tak to działa. Okres igrzysk w Vancouver czy Soczi był tym motorem napędowym szeroko pojętej dyscypliny. Teraz to się trochę zmieniło i nie mamy nic przeciwko temu. Liderką naszego łyżwiarstwa jest teraz Natalia.

Czy takiej zawodniczce jak Natalia stawia się jakieś cele wynikowe? Zdobycie Pucharu Świata było piękną sprawą, ale od dawna Natalia podkreśla, że liczy się długoterminowy cel i Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.

Zawodniczka na takim poziomie sama stawia sobie cele i nie są one niższe niż do tej pory. Obserwowałem przygotowania Natalii w tym sezonie. Wszystko zostało zrealizowane. Nie było większych problemów ze zdrowiem. Wszystkie testy przeszła pomyślnie. Chciałbym, żeby nadal czerpała radość z tego co robi, bo ma oczywiście potencjał na osiąganie takich wyników jak w poprzednim sezonie. A będzie bronić Pucharu Świata i tytułu mistrzyni Europy. Mam nadzieję, że będzie w stanie zrobić coś podobnego, a może odgryzie się też za mistrzostwa świata w Sofii.

To na koniec spytam jeszcze o pańskie wrażenia. Jak się pan odnalazł w roli dyrektora sportowe? Ma pan ogromne doświadczenie jako zawodnik, a teraz zmiana perspektywy.

Na pewno te lata kariery sportowej pomagają mi w pracy. Nie powiem, że to łatwe zajęcie. Trudno porównać to do czasów sportowych. Wyzwań jest dużo. Myślę, ze wcześniej miałbym problem, żeby się w tej funkcji odnaleźć, ale po roku pracy w związku na innym stanowisku, kiedy to zajmowałem się tym, żeby zawodnicy mieli odpowiednich sponsorów na stroju, czy dbają o swoje media społecznościowe nabrałem doświadczenia. Teraz jestem na każdym zgrupowaniu. Bardziej zaangażowałem się w cały proces szkoleniowy. Na pewno pomaga kariera sportowa, doświadczenie, ten układ nerwowy czy mentalny, który ukształtowałem jako łyżwiarz.