W Tatrach zeszła kolejna lawina, tym razem ze stoków Miedzianego w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Lawina porwała jednego turystę, ale udało mu się utrzymać na powierzchni śniegu.

REKLAMA

Lawina zeszła ze stoków Miedzianego w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Świadków jej zejścia co prawda nie było, ale zauważono lawinisko i ślady turysty, które w nim znikały.

Z tego powodu ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia zabrali specjalny sprzęt do poszukiwań i polecieli śmigłowcem, by przeszukać lawinisko.

Na miejscu okazało się, że lawina porwała jednego z turystów, ale znajdował się on na powierzchni śniegu.

20 ratowników i dwa psy sprawdzają, że ktoś jeszcze nie został porwany, ale nikogo innego nie było w tym miejscu. Tym razem skończyło się na strachu.

Seria lawin w Tatrach

To już kolejna lawina, jaka zeszła w Tatrach w ciągu ostatnich dni. Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę. Lawina, która zeszła spod Kondrackiej Przełęczy, porwała siedem osób. Dwie z nich - kobieta i mężczyzna - zostały przysypane. Turystka była przysypana częściowo i szybko udało się jej wydostać z lawiniska z pomocą pozostałych osób. 28-latek został z kolei przysypany całkowicie. Jego odnalezienie i odkopanie zajęło ratownikom TOPR dwie godziny.

Mężczyzna był potem reanimowany i został śmigłowcem przewieziony do zakopiańskiego szpitala, a następnie do Krakowa. Tam podłączono go do ECMO - specjalnego urządzenia, które pozwala na ogrzanie osób w hipotermii głębokiej. Niestety, 28-latka nie udało się uratować.

Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP dr n. med. Hubert Hymczak, zastępca kierownika I Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie, przyczyną śmierci było przysypanie lawiną, stan hipotermii, asfiksja, czyli forma uduszenia - w tym przypadku spowodowana brakiem dostępu do tlenu pod lawiną.

Wcześniej, bo w sobotę wieczorem, duża lawina zeszła spod Marchwicznej Przełęczy wprost na zamarznięta taflę Morskiego Oka, wyłamując lód. Szczęśliwie w pobliżu nie było turystów.

Lawiny zeszły też w kierunku drogi do Morskiego Oka; służby Tatrzańskiego Parku Narodowego przypomniały, że nawet ta pozornie bezpieczna droga jest zagrożona lawinami.

W Tatrach obowiązuje trzeci, znaczny stopień zagrożenia. Bez stosownego sprzętu, odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, bezpieczniej wybrać się na wycieczki szlakami reglowymi.

Skandaliczne zachowanie turystów

Turyści, których w niedzielę porwała lawina śnieżna i jednego z nich zabiła, byli ostrzegani przez ratownika górskiego, ale zlekceważyli elementarne zasady związane z planowaniem i wyborem trasy podejścia - poinformowali ratownicy TOPR na swoim profilu społecznościowym.

"Turyści, którzy tego dnia podchodzili w rejonie Przełęczy Kondrackiej, zlekceważyli elementarne zasady związane z planowaniem i wyborem trasy podejścia! Nawet pomimo zwracania uwagi niektórym z nich przez ratownika, który akurat przebywał w rejonie schroniska na Polanie Kondratowej" - skomentowali ratownicy z Zakopanego.

Według relacji ratowników, przypadkowi świadkowie zdarzenia zachowali się skandalicznie, przeszkadzając w prowadzeniu akcji i stwarzając kolejne zagrożenie zejścia tzw. lawiny wtórnej na prowadzących akcję ratowników. Turyści schodzili po lawinisku z Przełęczy Kondrackiej w momencie prowadzenia działań i nagrywali wszystko telefonami.

"Niektóre z tych osób podzieliły się nagraniami w mediach społecznościowych, stwarzając u potencjalnych odbiorców złudne wrażenie doświadczenia górskiego! Prosimy nie naśladować tych zachowań" - czytamy w relacji ratowników TOPR.

Ratownicy TOPR podkreślają, że poszukiwania turysty pod lawiniskiem trwały aż dwie godziny, ponieważ mężczyzna nie miał ze sobą detektora. Nikt z tych turystów nie posiadał lawinowego ABC, czyli detektora, łopatki i sondy, co mogłoby pomóc w szybkim zlokalizowaniu i odkopaniu poszkodowanego. Turyści byli kompletnie nieprzygotowani na taką wycieczkę. Nie powinno ich być w tym miejscu, w takich warunkach - mówił w rozmowie z RMF FM ratownik TOPR Sebastian Szadkowski.

Warto też zaznaczyć, że te osoby znacząco przekroczyły dopuszczalne ryzyko. Warunki w górach są ciężkie, mimo ładnej pogody. Trzeba mieć duże doświadczenie w ocenie lokalnego zagrożenia lawinowego - podkreślił.