Dolnośląska policja zatrzymała mężczyznę, który po śmiertelnej strzelaninie w Bystrzycy Kłodzkiej nawoływał do odwetu i zbrodni. Mężczyzna nagrał film i umieścił go w sieci. W jego domu zabezpieczono też narkotyki.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
"Poważne zdarzenie z Bystrzycy Kłodzkiej (woj. dolnośląskie), które budzi duże emocje zarówno wśród opinii publicznej, lokalnej społeczności oraz samych jego uczestników, nie daje nikomu podstawy do tego, aby nawoływać innych do nienawiści oraz przemocy z popełnieniem zbrodni włącznie" - podaje Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu, informując o zatrzymaniu 29-latka.
Funkcjonariusze z powiatu kłodzkiego namierzyli mężczyznę, który nagrał i rozpowszechnił bulwersujące wideo, opublikowane w sieci.
29-latek został zatrzymany przez policjantów, którzy w miejscu jego zamieszkania zabezpieczyli, także środki odurzające.
Jak informuje policja, zatrzymany usłyszał w prokuraturze zarzuty z art. 255 § 2 Kodeksu karnego oraz z art. 62 Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Sąd podjął już także decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu na dwa miesiące.
Sąd w Bystrzycy Kłodzkiej zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Borysa B., 26-letniego instruktora strzelectwa, który został zatrzymany po strzelaninie na jednym z osiedli. Mężczyzna twierdzi, że działał w obronie koniecznej, jednak prokuratura wskazuje na bezpośredni zamiar zabójstwa.
Do strzelaniny doszło w piątkowy wieczór, kiedy trzej młodzi mężczyźni, będący pod wpływem alkoholu, zaczepiali przechodniów. Doszło do awantury z Borysem B., który po powrocie do domu wziął karabin automatyczny i ponownie spotkał agresorów. Oddał strzał ostrzegawczy, a następnie serię z karabinu, co doprowadziło do śmierci jednego z napastników.
Decyzja o areszcie spotkała się z protestami mieszkańców, którzy twierdzą, że Borys B. działał w obronie koniecznej. Uczestnicy protestu podkreślają, że grupa młodych mężczyzn terroryzowała okolicę od dłuższego czasu. Prokuratura jednak wskazuje na dowody, które mogą sugerować zamiar zabójstwa. Borys B. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że działał w obronie własnej, bo został zaatakowany.
Początkowo prokuratura przekazywała, że mężczyzna, który strzelał, sam zgłosił się na policję. W poniedziałek jej rzecznik uściślił, że 26-latek jedynie zadzwonił do znajomego policjanta, informując go o zdarzeniu. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM Martyna Czerwińska, ten funkcjonariusz nie był wtedy na dyżurze, ale przekazał sprawę dalej, dzięki czemu zatrzymano mężczyznę.
Gdy policja udała się do jego mieszkania, zatrzymała go na klatce schodowej. Miał przy sobie większą sumę pieniędzy i spakowane rzeczy osobiste oraz paszport - mówił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Mariusz Pindera. W rozmowie z reporterką RMF FM przyznał, że takie zachowanie Borysa B. mogło sugerować chęć ucieczki.