Trzej policjanci z Będzina usłyszeli zarzuty w związku z nocnym incydentem na stacji benzynowej w tym mieście. Mają odpowiedzieć za pobicie 49-latka. Funkcjonariusze nie przyznali się do winy. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, zostali zawieszeni.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
Zarzuty mają związek z wydarzeniami z października 2025 r. W nocy na jednej ze stacji benzynowych w Będzinie 49-letni Mirosław K. miał zostać pobity przez policjantów, którzy byli poza służbą. Chodzi o funkcjonariuszy z Komendy Powiatowej Policji w Będzinie.
Dwaj mundurowi podejrzani są o pobicie i o to, że przemocą i groźbami zabójstwa zmusili mężczyznę do opuszczenia auta. Trzeci policjant jest podejrzany o ułatwienie pobicia. Miał zachowywać się agresywnie wobec świadka zdarzenia, który próbował interweniować. Mężczyzna został lekko ranny.
Policjanci nie przyznali się do winy. Odmówili składania wyjaśnień.
Podstawę zarzutów stanowił materiał dowodowy, składający się przede wszystkim z zeznań świadków, opinii biegłych różnych specjalności, a także zapisów z kamer monitoringu i innych nagrań zabezpieczonych w toku postępowania - przekazał Bartosz Kilian, rzecznik sosnowieckiej prokuratury.
Młodszy aspirant Marcin Szopa z będzińskiej policji przekazał RMF FM, że w momencie postawienia zarzutów karnych funkcjonariusze zostali zawieszeni.
Oprócz postępowania karnego toczy się również postępowanie dyscyplinarne u nas w komendzie - wyjaśnił.
Śląska policja już w listopadzie 2025 r. wydała oświadczenie ws. wydarzeń na stacji benzynowej. Przedstawiono w nim inną wersję wydarzeń niż ta, o której mówi prokuratura.
"Na stację paliw w Będzinie Fordem przyjechał mężczyzna, którego stan psychofizyczny wzbudził niepokój świadków. Nietypowe zachowanie, nieskoordynowane ruchy i pobudzenie zrodziły przypuszczenie, że może znajdować się pod wpływem środków odurzających. W obawie, że prowadząc auto w takim stanie, mógłby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, zareagowali świadkowie - pracownik stacji benzynowej oraz inny mężczyzna przebywający w tym miejscu. Zareagowali też policjanci, którzy byli tam w czasie wolnym. Mężczyzna stawiał opór podczas próby wyciągnięcia go z pojazdu i odebrania kluczyków, co było konieczne, by uniemożliwić mu dalszą jazdę" - czytamy w dokumencie.
Reakcja świadków na stan kierowcy Forda, wskazujący w tamtej chwili na jego niedyspozycję do kierowania, była prawidłowa. Jej celem było bowiem powstrzymanie od dalszej jazdy kierowcy, który w tamtym momencie ewidentnie nie powinien prowadzić pojazdu. Potwierdzili to również medycy, którzy po przeprowadzeniu wstępnych badań przyznali, że jego zachowanie może mieć związek ze stanem chorobowym, jednak nie stwierdzili konieczności hospitalizacji mężczyzny, nie odnotowali widocznych obrażeń ciała oraz zaznaczyli, że ze względu na aktualny stan nie powinien kontynuować dalszej jazdy" - podkreślono.
W oświadczeniu zwrócono też uwagę, że kilka godzin przed zdarzeniem na stacji paliw 49-latek został zatrzymany do kontroli przez policyjny patrol, bo zaniepokojony świadek zgłosił, że może on być pod wpływem środków odurzających.
"To, że wówczas zaburzenia koordynacji również były wyraźnie widoczne i nasilone potwierdza fakt, że policjanci polecili mu powstrzymanie się od dalszej jazdy. Mężczyzna nie zakwestionował tego zalecenia i przekazał swój pojazd znajomemu, celem jego prawidłowego zabezpieczenia, a sam został odwieziony przez mundurowych do domu" - relacjonowała śląska policja.