Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił we wtorek 17 marca wyrok sądu I instancji uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy. Orzeczenie jest prawomocne.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
We wtorek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpoznawał apelację od wydanego w ub. roku przez poznański sąd okręgowy wyroku uniewinniającego Adama Z. ws. śmierci Ewy Tylman. Prokuratura domagała się uchylenia orzeczenia i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji.
Sąd Apelacyjny w Poznaniu we wtorek 17 marca tak też zrobił i uchylił wyrok uniewinniający Adama Z. Decyzja sądu oznacza, że Sąd Okręgowy w Poznaniu rozpozna sprawę Adama Z. już po raz czwarty. Wyrok jest prawomocny.
Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej w Poznaniu. Dziewczyna wracała z imprezy firmowej w towarzystwie kolegi Adama Z. Po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało. Ze względu na znaczny rozkład zwłok biegli nie potrafili jednoznacznie określić przyczyny śmierci.
Według aktu oskarżenia 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane Adamowi Z. zabójstwo z zamiarem ewentualnym to zbrodnia zagrożona dożywociem.
Sąd Okręgowy w Poznaniu trzykrotnie rozpoznawał sprawę i trzykrotnie uniewinniał Adama Z. Dwa pierwsze wyroki wydane przez sąd I instancji także zostały uchylone przez sąd apelacyjny, a sprawa była kierowana do ponownego rozpoznania.
Sam chciałbym się dowiedzieć, co tam się wtedy stało. (...) Próbowałem już wielu rzeczy, żeby się dowiedzieć, co mogło się tam wydarzyć, ale nie wiem. Nie pamiętam - mówił dziennikarzom w ubiegłym roku Adam Z. po ogłoszeniu trzeciego wyroku.
Pytany, czy po latach udało mu się ułożyć życie, odpowiedział: "Radzę sobie". Mam pracę, mam gdzie mieszkać, więc jest dobrze - powiedział.
Pytany, czy nadal odczuwa piętno zarzutów z aktu oskarżenia, powiedział, że "tak, chodzi to za nim". Nie raz - czy to na Facebooku, czy na innych portalach społecznościowych - ktoś mi napisze, że jestem mordercą, zabójcą, że jutro będę siedział. Więc tak. Ale większość, mimo wszystko, jest pozytywnych komentarzy w moją stronę - podkreślił.
Zaznaczył, że Ewa Tylman była jego bardzo dobrą koleżanką i bardzo mu jej brakuje. Ona mi pomogła bardzo w mojej pracy, więc to naturalne, że tak.
Karnista z Uniwersytetu Warszawskiego adw. dr Łukasz Chojniak - komentując w ub. roku kolejny wyrok uniewinniający Adama Z. - zaznaczył, że proces w sprawie Ewy Tylman to przykład sprawy, która "została w sposób bardzo zły poprowadzona".
To nie oznacza, że mamy do czynienia z winnym na sali sądowej, któremu winy nie udowodniono. Tylko mamy do czynienia po prostu ze źle przygotowaną sprawą, na skutek czego oskarżony musi znosić teraz wielokrotny proces sądowy, bo sądy po prostu próbują w jakiś sposób tę zagadkę, którą przedstawiła prokuratura, rozwikłać - podkreślił ekspert.
Ekspert pytany, co jest takiego w sprawie Ewy Tylman, że po tylu latach od tamtych tragicznych zdarzeń ta sprawa nadal wzbudza takie emocje i zainteresowanie, odpowiedział, że "każda sprawa o zabójstwo będzie wzbudzała zainteresowanie, zwłaszcza kiedy oglądamy ją z perspektywy medialnej".
Adwokat zaznaczył, że to także sprawa, w której nie wszystko jest jasne i wyjaśnione, i w której pojawia się pewna tajemnica. Nie jest jasne też, czy w ogóle dobrze wytypowano sprawcę, nie wiadomo, co się dokładnie wydarzyło - więc ta sprawa będzie przykuwała zainteresowanie i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że to zainteresowanie jest - powiedział.
Odnosząc się do sprawy Adama Z., ekspert wskazał, że "z relacji, które płyną z sali sądowej, z uzasadnień wyroków, wynika bardzo jednoznacznie, że pierwsze czynności w tym postępowaniu zostały przeprowadzone z rażącym naruszeniem prawa do obrony oskarżonego".
Ja bym chciał, żeby prokuratura wzięła sobie do serca w końcu to, co płynie z tej sprawy, co płynie także z innych spraw, że nie ma drogi nad skróty, że uparte dążenie do tego, żeby typowanemu sprawcy za wszelką cenę przypisać sprawstwo i winę kończy się rzeczywiście klęską prokuratury. Ale przede wszystkim i - to trzeba podkreślać - takie postępowanie kończy się też dramatem wszystkich osób z nim związanych - bo to jest dramat rodziny Ewy Tylman, ale to jest też dramat oskarżonego i jego bliskich. Tu nie ma zwycięzców, to są tylko i wyłącznie osoby, które ponoszą określone krzywdy i straty związane z tym, że to postępowanie wygląda tak, a nie inaczej - mówił w ub. roku PAP Chojniak.