Do szpitala w Zaporożu w Ukrainie trafi ratujący życie sprzęt dla noworodków i wcześniaków, który wyjechał w sobotę sprzed Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Wśród darów za prawie 90 tys. zł są m.in. aparaty do wspomagania oddychania, środki higieniczne.

REKLAMA

Podczas sobotniej konferencji prasowej wicemarszałek województwa lubelskiego Zbigniew Wojciechowski poinformował, że samorząd przeznaczył prawie 90 tys. zł na zakup sprzętu ratującego zdrowie i życie noworodków i wcześniaków. Wymienił, że chodzi m.in. aparaty do nieinwazyjnego wspomagania oddychania u noworodków, przyrządy do infuzji, cewniki, środki higieny, butelki dla dzieci.

Sprzęt trafi do szpitala w Zaporożu, gdzie jest teraz bezpośrednie zagrożenie, trwają bombardowania, gdzie przerwano nieopodal tamę w Kachowce, gdzie jest elektrownia atomowa - wymienił wicemarszałek.

Podziękował również wszystkim osobom, które wspierają Ukrainę, przekazując np. pomoc humanitarną. Wiem, że opadły emocje, że czasami są jakieś nieporozumienia, ale oni walczą również o naszą wolność, niepodległość, o prawa demokratyczne dla siebie i całej Europy z agresorem, z Moskalami - podkreślił Wojciechowski.

Sprzęt został przekazany w ramach akcji "Bezpieczne porody łączą narody", która jest wspólną inicjatywą Caritas Polska oraz Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego i Polskiego Towarzystwa Położnych.

Krajowy konsultant w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego prof. Grażyna Iwanowicz-Paulus zwróciła uwagę na potrzebę wsparcia koleżanek po fachu z Ukrainy, bo pomimo trwającej wojny pozostały one na straży. Porody się nadal odbywają. Są to porody na długo przed wyznaczonym terminem ze względu na uwarunkowania - zaznaczyła.

Zapytana, w jaki sposób ukraiński personel radzi sobie na miejscu przy brakach sprzętu czy środków higieny wyjaśniła, że nic jest w stanie zastąpić aparatury do wspomagania oddechu. Natomiast, jeśli chodzi o materiały opatrunkowe to pozostaje odzież, którą można wykorzystać, wygotować. Niestety ukraińskie położne i pielęgniarki muszą sięgać do tego, czym dysponowano w czasach - można powiedzieć - historycznych, kiedy pępowinę wiązało się tasiemką, a nie klamerką, jak mamy to współcześnie, czy też korzystają z podstawowych narzędzi sterylizowanych i gotowanych - przekazała prof. Iwanowicz-Paulus.