W Sądzie Rejonowym w Tarnowie w Małopolsce rozpoczął się proces biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. Chodzi o zbyt późne zgłaszanie organom ścigania przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży z diecezji biskupa. To pierwszy taki proces w Polsce.
- W Sądzie Rejonowym w Tarnowie ruszył proces biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża, oskarżonego o zbyt późne zgłaszanie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży z diecezji.
- Biskup Jeż nie przyznał się do zarzutów i osobiście stawił się w sądzie.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Proces rozpoczął się w środę, po blisko dwóch latach od skierowania aktu oskarżenia. Biskup Andrzej Jeż (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) odpowiada za to, że nie powiadomił niezwłocznie organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich poniżej 15. roku życia przez dwóch podległych mu księży - Stanisława P. i Tomasza K., mimo że miał o tym wiarygodne informacje. Duchowny osobiście stawił się w sądzie. Nie przyznał się do zarzutów.
Biskup składając swoje wyjaśnienia, zaznaczył, że "pedofilia w ogóle, a zwłaszcza w Kościele, jest naganna i należy z nią z całą stanowczością podejmować walkę".
Jest to trudne doświadczenie i Kościół musi się z tym uporać, żeby oczyszczony był wiarygodnym świadkiem Ewangelii. Trzeba uszanować wszystkie osoby pokrzywdzone. Ubolewam, że to się dokonuje, dokonywało - mówił przed sądem biskup. We wszystkich komunikatach, wypowiedziach ubolewam i przepraszam wszystkie osoby skrzywdzone, i inne osoby, które ucierpiały z tego powodu, to często rodziny - dodał.
Hierarcha ocenił, że środowy proces jest wynikiem paradoksu, ponieważ - jak stwierdził - odpowiada on za to, że zgłosił przypadki pedofilii. Paradoksalnie za gorliwość jestem oskarżony - stwierdził.
Odnosząc się do zarzutów, tłumaczył, że podlega dwóm porządkom prawnym - prawu kościelnemu oraz cywilnemu, a po uwiarygodnieniu informacji przed sądem kanonicznym zgłaszał sprawy organom ścigania.
Zaznaczał, że samą kwestią przypadków pedofilii zajmował się powołany przez niego w 2015 roku delegat ds. molestowania małoletnich, który miał "pełną władzę i autonomię" w działaniach związanych z przyjmowaniem zawiadomień o poszkodowanych przez księży i nie musiał o nich informować biskupa. On sam - wskazywał - często dowiadywał się o przestępstwach seksualnych jako ostatni.
Nawiązując do kwestii niezwłocznego zgłaszania spraw organom ścigania, wskazywał, że nie od razu znał przepis, na podstawie którego miał to uczynić, a jego interpretacja początkowo była niejasna. Seksualne wykorzystanie małoletniego poniżej 15. roku życia znalazło się wśród przestępstw, które należy niezwłocznie zgłosić organom ścigania, w 2017 roku na mocy nowelizacji kodeksu.
Proces recepcji noweli artykułu w Kościele w Polsce i diecezji był wydłużony. Dopiero sprawy nadchodzące sprawiły, że około 2018, 2019 roku ta świadomość pojawiła się z całą wyrazistością. W związku z tym Konferencja Episkopatu Polski wydała w 2019 roku wytyczne, w których podkreśliła, że artykuł 240 (kodeksu karnego - PAP) obowiązuje każdego duchownego - wyjaśniał zwierzchnik diecezji.
Przed salą rozpraw w tarnowskim sądzie zgromadziły się media i obserwatorzy sprawy. Czy Kościół posypie głowę popiołem? - zwróciła się do biskupa jedna z osób z publiczności. Hierarcha nie zareagował na to pytanie. W środę w Kościele katolickim obchodzona jest Środa Popielcowa.
To jest pierwszy akt sprawiedliwości, którego doświadczam - mówiła ze łzami w oczach przed salą rozpraw pani Lilianna, która w rozmowie z dziennikarzami przyznała, że jako 8-latka była ofiarą przemocy seksualnej ze strony innego księdza z diecezji tarnowskiej. Jak powiedziała, jej sprawa została uznana przez sąd za przedawnioną.
Śledczy zauważyli, że wprawdzie władze kościelne złożyły zawiadomienie odnośnie księży, jednak zdaniem prokuratury uczyniły to zbyt późno, czyli nie nastąpiło to niezwłocznie, jak wymaga przepis. Według prokuratury Kościół dysponował wiadomościami o przestępstwach pedofilskich kapłanów, ponieważ prowadził we własnym zakresie postępowania wewnętrzne w sprawie obu księży.
Z informacji tarnowskiej kurii wynika, że o nadużyciach seksualnych Stanisława P. biskup dowiedział się w 2019 roku. Diecezja powiadomiła wtedy watykańską Dykasterię Nauki Wiary, a ta zleciła przeprowadzenie procesu. Kiedy kanoniczne postępowanie potwierdziło zarzuty względem duchownego, w sierpniu 2020 roku biskup zgłosił sprawę państwowym organom ścigania. Natomiast o przypadku molestowania małoletnich przez ks. Tomasza K. - według kurii - biskup powiadomił organy ścigania niezwłocznie po otrzymaniu tej informacji pod koniec grudnia 2021 roku. Wcześniej w tej sprawie toczyło się postępowanie kościelne.
To pierwszy w Polsce proces sądowy biskupa dotyczący zgłaszania czynów pedofilskich księży. Długo nie było jasne, gdzie i kiedy odbędzie się rozprawa. Sąd w Tarnowie chciał przekazania sprawy innej jednostce, argumentując to osobistymi relacjami lokalnych sędziów z oskarżonym. Sąd Najwyższy oddalił jednak ten wniosek. Uznał, że znajomości są podstawą do wyłączenia konkretnych osób, a nie całego sądu. Podkreślił też, że sąd nie może unikać spraw trudnych lub głośnych medialnie z powodu pełnionych przez oskarżonego funkcji oraz że będzie w stanie orzekać bezstronnie i niezależnie.
Zgodnie z obowiązującymi od 2017 roku przepisami, wśród przestępstw, które należy zgłaszać organom ścigania, znajduje się także seksualne wykorzystanie małoletniego. Oprócz tego są to m.in.: gwałt, zabójstwo, ludobójstwo, zamach, pozbawienie wolności, szpiegostwo. Za niezawiadomienie o tym grożą trzy lata więzienia.