Gdyby nie problemy z praworządnością Polska już dziś korzystałaby z prawie 56 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy, a w czwartym kwartale mogliśmy liczyć na kolejne 18,5 miliarda. Szanse na dostęp do tych środków wciąż są jednak niewielkie, dziś nie sposób przewidzieć czy i ewentualnie kiedy prawo Polski do tych pieniędzy zamieni się w dostęp do nich.

REKLAMA

Powodem tej niepewności jest trwający od miesięcy, a nawet lat zastój w sprawach, które muszą być załatwione zanim Polska wystąpi o wypłaty;

  • z jednej strony mamy podpisane w grudniu przez ministra Pudę ustalenia operacyjne ws. KPO, zawierające harmonogram przewidzianych dla Polski wypłat. Wynika z niego, że do czerwca powinniśmy już dostać 3 transze środków z KPO (dwie jeszcze w ubiegłym roku), a w IV kwartale 2023 - kolejną. Do czerwca 2023 r. Polska miałaby według tych ustaleń otrzymać łącznie 7 miliardów 857 milionów 199 tysięcy 878 euro środków bezzwrotnych i 3 miliardy 943 miliony 542 tysiące 254 euro pożyczki. Łącznie Polska już dziś miałaby więc do dyspozycji łącznie 11 818 742 132 euro, czyli około 55,8 miliarda złotych.
  • z drugiej strony mamy jednak szereg blokad dostępu do tych środków; nie ma nawet terminu rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny ustawy o Sądzie Najwyższym, dotyczącej zmian w sędziowskich dyscyplinarkach. Rozprawę od wielu miesięcy blokują sędziowie TK, którzy nie uznają prezesury Julii Przyłębskiej. Rozwiązanie tej z kolei sprawy blokują Sejm i prokurator generalny.

Trochę zapomniane złudzenie

Warto przy tym pamiętać, że pokładanie w Trybunale i zmianach ustawy o SN nadziei na dostęp do środków z KPO jest uleganiem narracji narzuconej przez rząd. Opiera się ona na uporczywym twierdzeniu przez ministra ds. europejskich, że zawarł z Komisją Europejską uzgodnienia, dzięki którym wejście ustawy w życie odblokuje przeznaczone dla Polski wypłaty.

Sęk jednak (nomen omen) w tym, że tego twierdzenia nie wspierają żadne dokumenty dotyczące KPO po stronie Unii. Zaakceptowane przez szefową KE w czerwcu 2022 roku porozumienie opatruje wypłaty szeregiem opisanych dokładnie warunków. Jednym z nich jest wymóg przedstawienia (do II kwartału ubiegłego roku) listy sędziów "powołanych do zasiadania w Izbie Sądu Najwyższego właściwej do orzekania we wszystkich sprawach dotyczących sędziów", tymczasem projekt, który według polskiego rządu ma ten wymóg realizować, przenosi sędziowskie dyscyplinarki do Naczelnego Sądu Administracyjnego...

Kompletny bezruch ws. legislacji

Na dodatek za dwa tygodnie minie rok opóźnienia w realizacji kamienia milowego dotyczącego poprawy zasad stanowienia prawa. W Polsce do dziś nikt nie zrobił w tej sprawie nic. Projekty rządowe nadal powstają w nader niejasny sposób, dokumentacja ich tworzenia bywa antydatowana przez Rządowe Centrum Legislacji (którego szef kandyduje właśnie w wyborach i kieruje Akademią Prawa i Sprawiedliwości), a oczekiwanej przez Unię zmiany regulaminu Sejmu nie ma nawet jak teraz przeprowadzić - obecny Sejm od ponad roku się tym nie zajął i nie zamierza się już zbierać, a kolejny zbierze się dopiero po wyborach, prawdopodobnie w listopadzie.

W efekcie Polska ma prawo do 56 miliardów, nie ma jednak do nich dostępu. Ta suma to z grubsza tyle, ile kosztują wszystkie kupione ostatnio HIMARS-y i koreańskie samoloty razem wzięte.