Na liście blisko 400 oznaczeń geograficznych, które będą chronione w zawartej w zeszłym tygodniu umowie UE-Australia, znów znalazły się tylko dwa polskie oznaczenia: Polska Wódka i Żubrówka - ustaliła korespondentka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon. Informację potwierdziła KE. Dokładnie te same polskie oznaczenia wpisano na listę produktów chronionych w umowie z krajami Mercosur.

REKLAMA

Wpisanie produktów na listę chronioną w umowie z Australią gwarantuje im, że ich nazwy będą prawnie chronione. Oznacza to, że australijskie firmy nie będą mogły używać tych nazw ani ich podrabiać. Chroniona więc będzie unikalna marka i zyski europejskich eksporterów.

Na liście dokładnie 396 produktów chronionych, którą widziała dziennikarka RMF FM, znajdują się jedynie dwa polskie oznakowania - Polska Wódka oraz Żubrówka (wpisana jako "wódka ziołowa z Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej"). Podczas gdy Polska wywalczyła tylko dwa produkty, inne kraje, takie jak Włochy, Hiszpania czy Francja, wpisały ich po kilkadziesiąt. Więcej ma także np. Litwa - 7, Chorwacja - 25, Rumunia - 13 czy Czechy - 12.

Skąd słaby wynik Polski?

Taki wynik to efekt zastosowania mechanizmu tzw. krótkiej listy. Ze względu na bardzo dużą liczbę oznaczeń geograficznych w UE (około 3,5 tys.) w negocjacjach handlowych stosuje się tzw. krótką listę.

Jak wyjaśnia Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi w przesłanym dziennikarce RMF FM oświadczeniu, "do objęcia ochroną wybierane są przede wszystkim oznaczenia o istotnym znaczeniu gospodarczym i eksportowym, w przypadku których istnieje realne ryzyko nadużyć (przypis. podrabiania) na rynku partnera".

Tak więc produkty takie jak oscypek, bryndza podhalańska czy obwarzanek krakowski, raczej nie mają szans, by znaleźć się na tej liście - ze względu na sezonowy charakter czy brak możliwości eksportowych - w przeciwieństwie do polskich wódek, które mają "siłę eksportową" i wobec których istniało ryzyko nadużywania ich nazw w Australii.

Jak sytuacja wyglądała w ostatnich latach?

Wiele w kwestii ochrony zależy także od "aktywności producentów, ich obecności eksportowej i zdolności do wykazania znaczenia gospodarczego danego produktu".

Według danych ministerstwa rolnictwa w latach 2015-2023 system ochrony oznaczeń geograficznych znajdował się w Polsce w głębokiej stagnacji. W ciągu ośmiu lat zaledwie osiem polskich nazw uzyskało ochronę na poziomie UE. Ten brak dynamiki ma bezpośrednie przełożenie na obecną słabą pozycję Polski w negocjacjach międzynarodowych.

Problem także w tym, że o rejestrację oznaczeń na poziomie unijnym mogą ubiegać się tylko grupy producentów, a w Polsce wciąż panuje brak ufności i rozdrobienie.

Sytuacja zaczyna się jednak zmieniać

Od początku 2024 roku polscy producenci byli bardziej aktywni, przesyłając do Komisji Europejskiej siedem wniosków o ochronę nazw, co niemal dorównuje wynikom z całej poprzedniej dekady. Kolejne trzy są na etapie procedury krajowej.

"Szczególnie zainteresowani ochroną oznaczeń geograficznych są polscy producenci wina" - informuje ministerstwo rolnictwa. Wśród złożonych ostatnio wniosków do KE dwa dotyczą nazw wina Dolina Dolnej Odry i Kazimierz Dolny. "Będą to pierwsze polskie oznaczenia geograficzne w sektorze wina".

To sygnał, że polscy producenci zaczynają rozumieć wartość ochrony geograficznej, a to może się przełożyć w przyszłości na większą liczbę oznaczeń chronionych w zawieranych przez UE umowach handlowych.

Obecnie Polska ma 38 zarejestrowanych w UE oznaczeń geograficznych.