Victor Orban odchodzi po 16 latach zasiadania w Radzie Europejskiej. To koniec pewnej epoki w unijnej polityce - węgierski premier wielokrotnie blokował kluczowe decyzje, zwłaszcza dotyczące wsparcia dla Ukrainy. Jednak wbrew nadziejom części europejskich dyplomatów, Bruksela nie może odetchnąć. Kto zastąpi Victora Orbana?
- Odejście Viktora Orbana po 16 latach teoretycznie kończy erę otwartego blokowania decyzji UE.
- Potencjalni "hamulcowi" mogą działać mniej ostentacyjnie, ale równie skutecznie.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Unia Europejska, by przeforsować sankcje, budżety i strategiczne decyzje, potrzebuje jednomyślności. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen niemal natychmiast po wyborczej porażce Orbana zaproponowała zmiany zasad głosowania, które miałyby ograniczyć ryzyko blokowania spraw w przyszłości. Von der Leyen chce głosowania większością głosów, zamiast pozwalać poszczególnym państwom na stosowanie weta, które za Victora Orbana było notoryczne w sprawie funduszy dla Ukrainy.
Nowy premier Węgier Peter Magyar deklaruje chęć zacieśnienia współpracy z Brukselą, co może wskazywać na łatwiejsze osiąganie unijnych kompromisów. Sprawa nie wygląda jednak tak jednoznacznie. W Radzie Europejskiej wciąż zasiadają bowiem przywódcy, którzy przejmą rolę "hamulcowych" i będą utrudniać osiąganie konsensusu.
Premier Słowacji przez lata był najbliższym partnerem Orbana w blokowaniu sankcji wobec Rosji i wetowaniu pożyczek UE dla Kijowa. Chcę być konstruktywnym graczem w Unii Europejskiej, ale nie kosztem Republiki Słowackiej - podreślał Fico.
W ubiegłym miesiącu ostrzegł, że może zawetować wypłatę środków dla Ukrainy, jeśli Węgry przegrają wybory. Komentatorzy nie mają wątpliwości: przejmuje pałeczkę od Orbana i "będzie wetował jeszcze mocniej".
Myślę, że oni (Fico i inni przywódcy) są w pełni świadomi ryzyka i konsekwencji wyboru podobnej drogi jak on (Orban) - zauważył unijny dyplomata w rozmowie z "Politico".
Premier Czech, miliarder i populistyczny lider, już pokazał swoją skłonność do polityki w stylu Orbana. Był jednym z nielicznych przywódców, którzy sprzeciwiali się finansowaniu Ukrainy z unijnego budżetu.
Krytykuje również politykę klimatyczną UE, twierdząc, że system handlu emisjami "niszczy czeski przemysł". Choć nie blokuje wszystkich inicjatyw, może znacząco utrudniać negocjacje.
Zamiast blokować wszystko, prawicowcy w Radzie będą raczej trudni w pewnych kwestiach, zwłaszcza w porównaniu z głównym nurtem myślenia wśród innych europejskich przywódców - ocenił jeden z dyplomatów UE.
Premier Włoch stara się balansować między nacjonalistycznymi poglądami a współpracą z UE. W przeciwieństwie do Orbana często wybiera drogę kompromisu.
Jeden z dyplomatów określił ją jako polityka "zupełnie innego gatunku" niż węgierski lider. Inni jednak ostrzegają przed zbytnią pewnością.
Podczas ostatniej Rady Europejskiej jedyną osobą, która zgodziła się z Orbanem, była Meloni. Widać, że istnieje między nimi ideologiczna więź - powiedział unijny dyplomata.
Były premier Słowenii, prawicowy populista i sympatyk Donalda Trumpa, może wrócić do władzy po ostatnich wyborach. Choć bywa porównywany do Orbana, różni się od niego podejściem do Ukrainy - popiera jej członkostwo w UE i odwiedził Kijów w 2022 roku, by okazać solidarność.
Jego ewentualny powrót oznaczałby jednak wzmocnienie populistycznego skrzydła w Unii.
Były prezydent Bułgarii wystartował w wyborach parlamentarnych i - według sondaży - ma duże szanse na zwycięstwo. Jego poglądy mogą stanowić wyzwanie dla unijnej polityki wobec Ukrainy.
Radev stwierdził, że Ukraina jest "skazana na porażkę" i krytykował zwiększanie pomocy wojskowej, określając ją jako "doładowanie Kijowa większą ilością broni". Obarczył też europejskich liderów odpowiedzialnością za "setki tysięcy ofiar".
Jego stanowisko spotkało się z ostrą reakcją Zełenskiego podczas publicznego spotkania w Sofii w 2023 roku.
Choć odejście Orbana kończy okres wyjątkowo otwartej konfrontacji z Brukselą, nie oznacza końca problemów z jednomyślnością w UE. Potencjalni następcy w roli "hamulcowych" mogą działać mniej ostentacyjnie, ale równie skutecznie.