W obliczu narastających napięć między Europą i Stanami Zjednoczonymi, Chiny dostrzegają swoją szansę. W serwisie China Daily ukazał się artykuł, w którym redakcja zwraca uwagę na "obraźliwą" politykę USA wobec Europy i wzywa kraje Starego Kontynentu do zastanowienia się nad swoją pozycją w globalnej rozgrywce.

REKLAMA

  • Chiny zauważają narastający konflikt między USA a Europą wokół Grenlandii, sugerując, że Unia Europejska powinna przemyśleć swoją zależność od amerykańskiego sojusznika.
  • China Daily krytykuje USA za podważanie międzynarodowego prawa i suwerenności.
  • Chińczycy zachęcają Europę do większej niezależności, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa i gospodarki, podkreślając jej potencjał jako dużego rynku i silnego gracza międzynarodowego.
  • Francuski prezydent Macron także nawołuje do zwiększenia chińskich inwestycji w Europie, jednocześnie podkreślając potrzebę ochrony europejskiego rynku.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Narastający konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Europą wokół Grenlandii stawia Unię Europejską przed koniecznością przemyślenia swojej zależności od amerykańskiego sojusznika. Groźby nałożenia ceł i wzajemne sankcje mogą stać się punktem zwrotnym w relacjach transatlantyckich - twierdzi China Daily.

Chiński serwis zwraca uwagę na fakt, że u podstaw sporu z USA leży tradycja poszanowania prawa międzynarodowego, suwerenności i integralności terytorialnej. Autorzy sugerują, że zasady te są częścią tradycji europejskiej, a Stany Zjednoczone próbują je podważać, czego dowodem jest dążenie do aneksji Grenlandii.

Chińczycy surowo oceniają asertywność Europejczyków wobec USA, nazywając ją "spóźnioną". Unia Europejska działa reaktywnie, pozwalając Donaldowi Trumpowi na systematyczne wyprowadzanie pierwszego ciosu przy każdej nadarzającej się okazji.

Bycie sojusznikiem Ameryki nie ma sensu?

"Przywódcy europejscy powinni jasno powiedzieć, że bycie sojusznikiem USA nie ma sensu w kontekście strategii 'America First'" - analizuje China Daily.

Pekin chciałby widzieć Europę uniezależnioną od USA, także w kontekście systemu bezpieczeństwa. Zdaniem autorów artykułu gwarancje stabilności gospodarczej, politycznej i wojskowej były w ostatnim czasie wielokrotnie podważane przez Waszyngton. Równocześnie - jak zauważa serwis - Europa pozostaje największym rynkiem zbytu dla amerykańskiego eksportu, szacowanego na ponad 500 miliardów dolarów rocznie, co powinno umożliwić europejskim przywódcom negocjowanie z Trumpem "z pozycji siły, a nie uległości".

Tymczasem - ChD przytacza głos sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta - Amerykanie zwracają się do Europy w sposób protekcjonalny, nazywając ją "słabą" i wymuszając na jej przywódcach oddanie Grenlandii "ze względów bezpieczeństwa" i dla "globalnej stabilizacji".

"Takie oświadczenia nie tylko obrażają potencjał Europy, ale także ignorują potencjał kontynentu do odgrywania roli silnego, niezależnego gracza na arenie międzynarodowej" - piszą autorzy artykułu w chińskim serwisie.

China Daily ocenia, że Europa znalazła się w punkcie zwrotnym, gdzie jasnego określenia wymagać będzie kierunek polityki międzynarodowej, a który stanie się decydujący w kontekście europejskiej strategicznej autonomii i przyszłości jako poważnego gracza na światowej scenie.

Autorzy wskazują, że USA - sojusznik Europy, który szantażuje ją, używając argumentu "bezpieczeństwa", po to, by przejmować terytorium Danii - stanowi przykład agresywnego tyrana, stanowiący realne zagrożenie.

Pęknięcia na Zachodzie już są widoczne

Co ciekawe, w swoim przemówieniu w Davos prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił konieczność zwiększenia chińskich inwestycji w Europie. Chociaż chińskie serwisy zinterpretowały wypowiedź prezydenta jako niemal rozłożenie czerwonego dywanu dla chińskiego biznesu, Macron więcej mówił o ochronie europejskiego rynku przed zewnętrznymi graczami.

W kontekście narastających napięć handlowych i azjatyckiej nadprodukcji, Europa musi wzmocnić swoje instrumenty obrony handlowej, w tym środki lustrzane egzekwujące standardy regulacyjne, a także musimy poprawić jakość i wartość dodaną bezpośrednich inwestycji zagranicznych, ukierunkowanych na projekty o dużym potencjale eksportowym. I to jest kluczowe dla zrównoważenia relacji z Chinami. Chiny są mile widziane, ale potrzebujemy więcej chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie, w niektórych kluczowych sektorach, aby przyczyniły się do naszego wzrostu, do transferu technologii, a nie tylko do eksportu do Europy urządzeń czy produktów, które czasem nie spełniają tych samych standardów lub są znacznie bardziej subsydiowane niż te produkowane w Europie. To nie jest protekcjonizm, to po prostu przywracanie zasad równej konkurencji i ochrona naszego przemysłu - tłumaczył Emmanuel Macron.

W ostatnim czasie obserwujemy jednak zwrot w relacjach międzynarodowych. Być może najbardziej zdecydowany krok w kierunku poprawy stosunków z Chinami wykonał najbliższy dotąd sojusznik Stanów Zjednoczonych - Kanada. Wizyta premiera kraju Marka Carney'a w Chinach, została określona jako "pragmatyczne zbliżenie". Pekin i Ottawa ogłosiły porozumienie, prowadzące do złagodzenia ceł na chińskie samochody elektryczne, nałożone wcześniej wspólnie z USA w 2024 roku. W zamian Pekin obniży taryfy odwetowe na kluczowe kanadyjskie produkty rolne. Premier Mark Carney podkreślił, że "świat się zmienił", a postęp w relacjach z Chinami dobrze przygotowuje Kanadę na "nowy porządek światowy".

Zdaniem analityków, decyzja Ottawy to jasny sygnał dla administracji Donalda Trumpa, że Kanada nie zamierza biernie czekać na rozwój sytuacji w USA i nie może już polegać wyłącznie na Stanach Zjednoczonych, które pod rządami Donalda Trumpa podważają dotychczasowe zasady wolnego handlu, stosując bariery celne jako broń do osiągania celów politycznych.

W środowym przemówieniu w Davos Donald Trump publicznie skarcił Carney'a, twierdząc, że Kanada powinna być wdzięczna Stanom Zjednoczonym i że "istnieje tylko dzięki nim". Oglądałem wczoraj waszego premiera. Nie był zbyt wdzięczny - mówił Trump, odnosząc się do przemówienia szefa kanadyjskiego rządu o załamaniu się światowego porządku, którego strażnikiem były dotąd Stany Zjednoczone.