Aneksja Krymu, wojna w Donbasie, a w końcu inwazja w lutym 2022 roku - to nie były przypadkowe wydarzenia, lecz kolejne etapy konsekwentnie realizowanej strategii Kremla. Jakie były kluczowe momenty tej drogi i dlaczego Zachód nie zdołał powstrzymać rosyjskiej agresji?
Wojna w Ukrainie nie rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku. Dziś przypada nie czwarta, a w zasadzie dwunasta rocznica tego tragicznego konfliktu, bowiem 26 lutego 2014 roku na Krym wjechały rosyjskie ciężarówki z żołnierzami. W nocy rosyjskie siły specjalne - żołnierze bez dystynkcji, określani później mianem "zielonych ludzików" - zajęły budynki parlamentu i rządu Autonomicznej Republiki Krymu.
Dwa dni później rosyjskie wojsko przejęło kontrolę nad lotniskiem Belbek w Sewastopolu. W marcu samozwańczy szef krymskiego rządu, lojalny wobec Kremla Siergiej Aksjonow zwrócił się do Władimira Putina o zapewnienie mieszkańcom Krymu "spokoju i bezpieczeństwa". Wkrótce potem przegłosowano przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej.
Aby zrozumieć genezę obecnej wojny i motywacje Władimira Putina, należy cofnąć się do przełomu tysiącleci. To wtedy zaczęły kształtować się idee i działania, które doprowadziły do obecnej sytuacji na wschodzie Europy.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku Ukraina odziedziczyła trzeci co do wielkości arsenał nuklearny na świecie. W 1994 roku, w zamian za gwarancje bezpieczeństwa i nienaruszalności granic, Kijów zgodził się przekazać broń jądrową Rosji. Tak narodziło się tzw. Memorandum Budapesztańskie, podpisane przez Rosję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Dokument ten miał być gwarancją suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy.
W 1999 roku w Stambule podpisano kolejny ważny dokument, który dawał państwom prawo do samodzielnego decydowania o swoim bezpieczeństwie, w tym o wyborze sojuszy. Rosja była jednym z sygnatariuszy. Jednak już wtedy w Moskwie narastało przekonanie, że Zachód łamie nieformalne obietnice, rozszerzając NATO na wschód. Ten argument Władimir Putin wykorzystał niespełna ćwierć wieku później jako pretekst do agresji.
W 2004 roku Ukraina stanęła przed wyborem: prozachodni Wiktor Juszczenko czy prorosyjski Wiktor Janukowycz. Wybory prezydenckie były pełne nieprawidłowości, a rosyjska propaganda robiła wszystko, by zdyskredytować Juszczenkę. Ostatecznie, po masowych protestach nazwanych Pomarańczową Rewolucją i decyzji Sądu Najwyższego o powtórzeniu drugiej tury, zwyciężył Juszczenko.
Dla Rosji była to dotkliwa porażka. Kreml nie zamierzał jednak rezygnować z wpływów na Ukrainie. Rozpoczęto działania mające na celu destabilizację sytuacji w Kijowie i wykorzystanie wewnętrznych podziałów.
Częściowo udało im się to w 2010 roku. U naszych wschodnich sąsiadów zorganizowano wówczas kolejne wybory prezydenckie, w których ponownie udział wziął Janukowcz. Efekt? Wygrana zarówno w pierwszej, jak i drugiej turze. Nowy prezydent wprowadził język rosyjski jako urzędowy i rozpoczął represje wobec opozycji, w tym byłej premier Julii Tymoszenko. Mimo napiętej sytuacji, w 2013 roku Ukraina rozpoczęła starania o zbliżenie z Unią Europejską, co spotkało się z ostrą reakcją Moskwy. Rosja zmieniła politykę handlową, co doprowadziło do spadku ukraińskiego eksportu.
Pod koniec 2013 roku Janukowycz niespodziewanie wycofał się z umowy stowarzyszeniowej z UE, wybierając bliższą współpracę z Rosją. Decyzja ta wywołała masowe protesty, które przerodziły się w trwające miesiącami demonstracje na Majdanie. W lutym 2014 roku Janukowycz uciekł z kraju, a ukraiński parlament przyjął projekt ustawy uchylającej prawo z 2012 roku, zgodnie z którym język rosyjski stał się językiem urzędowym.
Choć ustawa nie została finalnie uchwalona, to sam fakt, że w ogóle komuś przyszło do głowy przy tym majstrować, wywołał wściekłość we wschodnich, rosyjskojęzycznych regionach Ukrainy. Oliwy do ognia dolewały rosyjskie media, które przekonywały, że ludność rosyjska jest w bezpośrednio zagrożona działaniami władz Kijowa.
Wykorzystując chaos polityczny, Rosja rozpoczęła działania na Krymie. Po obaleniu Janukowycza, Władimir Putin polecił rozpocząć "zwrot Krymu Rosji". Na półwyspie pojawiły się tzw. zielone ludziki - rosyjscy żołnierze bez dystynkcji, którzy błyskawicznie zajęli strategiczne obiekty. Parlament Krymu został przejęty, a nowym premierem regionu został prorosyjski Siergiej Aksjonow.
Na początku marca 2014 roku Aksjonow zwrócił się do Putina o "zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa mieszkańcom Krymu". Moskwa odpowiedziała błyskawicznie, powtarzając schemat, który wykorzystała później w Donbasie. W połowie marca zorganizowano referendum, które odbyło się pod groźbą użycia broni i bez udziału niezależnych obserwatorów. Wyniki - przytłaczające poparcie dla przyłączenia do Rosji - były szeroko kwestionowane przez społeczność międzynarodową.
18 marca 2014 roku Rosja oficjalnie ogłosiła aneksję Krymu. Ukraina i Zachód uznały to za naruszenie prawa międzynarodowego, jednak reakcja ograniczyła się do sankcji i zawieszenia Rosji w grupie G8. To tylko wzmocniło rosyjskiego prezydenta, który w kolejnych latach udowodnił, że nie liczy się z nikim.
Równolegle z wydarzeniami na Krymie, na wschodzie Ukrainy wybuchły prorosyjskie protesty. Wspierani przez Moskwę separatyści zajęli budynki ukraińskiego rządu i ogłosili powstanie Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Ukraina rozpoczęła operację antyterrorystyczną, jednak po początkowych sukcesach została powstrzymana przez regularne wojska rosyjskie, które przekroczyły granicę pod pretekstem "ochrony rosyjskojęzycznej ludności".
We wrześniu 2014 roku podpisano pierwsze porozumienie o zawieszeniu broni w Mińsku, jednak walki szybko wybuchły na nowo. W styczniu 2015 roku separatyści przejęli lotnisko w Doniecku, a w lutym - po kolejnych rozmowach w Mińsku - podpisano kolejne porozumienie, które również nie przyniosło trwałego pokoju. Linia frontu ustabilizowała się, a konflikt przekształcił się w wojnę pozycyjną.
Przez kolejne lata Rosja jawnie wspierała separatystów, naruszając porozumienia i dostarczając broń oraz żołnierzy. Zachód ograniczał się do kolejnych sankcji, a Władimir Putin był wciąż obecny na międzynarodowych salonach.
W 2021 roku Rosja zaczęła gromadzić wojska przy granicy z Ukrainą. Mimo zapewnień Kremla o braku planów inwazji, zachodni wywiad ostrzegał przed możliwym atakiem. W grudniu 2021 roku Putin zażądał od NATO gwarancji nierozszerzania Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód. Po odrzuceniu tych żądań, trzy dni przed wybuchem pełnoskalowej wojny, 21 lutego 2022 roku, Rosja uznała niepodległość separatystycznych republik w Donbasie.
24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę. Stało się to po przemówieniu Władimira Putina, który wydał rozkaz przeprowadzenia "specjalnej operacji wojskowej" w Donbasie, argumentując to potrzebą "demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy". Siły Moskwy zaatakowały z trzech kierunków: od północy (w tym z terytorium Białorusi), od wschodu i od południa, z zaanektowanego Krymu. Jednocześnie rozpoczęły się ataki rakietowe na obiekty wojskowe i lotniska w całym kraju, w tym w Kijowie, Charkowie i Odessie.
Wojna, która ogarnęła całą Ukrainę, nie była zaskoczeniem dla tych, którzy śledzili działania Kremla przez ostatnie lata. Zachód, mimo licznych ostrzeżeń, nie zdołał powstrzymać rosyjskiej agresji. Sankcje okazały się niewystarczające, a Rosja - korzystając z dochodów ze sprzedaży surowców energetycznych - przez lata budowała potencjał militarny, który pozwolił jej na rozpoczęcie inwazji.