Iga Świątek awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego Wimbledonu, wygrywając mecz na korcie nr 1, na którym trzy lata temu wygrała finał juniorskiej edycji tego turnieju. "To był bardzo przyjemny powrót sentymentalny" - przyznała polska tenisistka.

REKLAMA

Świątek aż do poniedziałku czekała na pierwszy wygrany mecz w Wimbledonie jako seniorka. Dwa lata temu odpadła w pierwszej rundzie, a ubiegłoroczna edycja została odwołana z powodu pandemii Covid-19. Teraz pokonała znacznie bardziej doświadczoną Su-Wei Hsieh 6:4, 6:4. Znana ze specyficznego stylu gry Tajwanka, która jest 69. rakietą świata, nieraz w przeszłości sprawiała niespodzianki i eliminowała faworytki. Polce udało się nie podzielić ich losu.

Mój trener bardzo dobrze mnie przygotował. Zastosowaliśmy najlepszą możliwie taktykę na mecz z Su-Wei. Miałam grać bardzo mocno i agresywnie, by nie mogła wykorzystać swojego czucia piłki i zastosować tych wszystkich trików z dziwnie podkręconą piłką. Udało mi się to dość dobrze. Na kortach ziemnych stosuję więcej rotacji, tu skupiliśmy się na szybkości. Bardzo się cieszę, że nawet choć w dwóch gemach nieco zostałam w tyle, to udało mi się potem pójść do przodu - analizowała dziewiąta zawodniczka rankingu WTA na konferencji prasowej.

Nie kryje ona, że teraz skupia się przede wszystkim na zbieraniu doświadczenia w rywalizacji w grze na trawie, którego jej brakuje. W poniedziałek wygrała dopiero drugi mecz seniorski w głównej drabince na takiej nawierzchni.

Na pewno teraz trawa jest już dla mnie nieco mniej straszna. Zyskałam trochę pewności siebie. Najważniejsze jest dla mnie zebranie doświadczenia. Wiele zależy od przeciwniczki i mojej dyspozycji, bo turniej jest długi. Niekiedy będę się czuła trochę gorzej, ale bardzo się cieszę, że dziś tak dobrze grałam i czułam się w rytmie. Jestem bardzo zadowolona, że mój serwis zadziałał. Dużo mi to dało. To był typowy mecz na trawie, bo dominowałam, gdy serwowałam. Myślę, że podanie jest tym, na czym mogę się opierać, kiedy mam problemy, bo z nim jest tak samo niezależnie od typu kortu. Każdy mecz na trawie da mi wiele pewności, wygrałam ich dopiero dwa. Mam nadzieję, że będzie ich więcej - dodała z uśmiechem podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego.

Przyznała, że przed rozpoczęciem części sezonu na kortach trawiastych starała się myśleć o zbliżającym się starcie w Wimbledonie jak o każdym kolejnym meczu.

Chciałam zachować spokój i nie nakręcać się, że to turniej wielkoszlemowy, bo nie mam doświadczenia i wiedziałam, że będzie trudno. Utrzymanie takiego nastroju było jednak niemożliwe. Byłam podekscytowana. Moje nastawienie zmieniło się od występu w Eastbourne, co nie było zbyt dobre, bo miło było grać bez oczekiwań. Kiedy tu dotarłam, to zdałam sobie sprawę, że jestem na Wimbledonie i wszyscy zaczęli przypominać znów mój juniorski tytuł. Wówczas pomyślałam, że fajnie byłoby wygrać parę spotkań. Miałam więc pewne oczekiwania. Teraz zaś odczuwam nieco ulgę. Turniej dopiero się zaczął i mam nadzieję, że zostanę w nim nieco dłużej - podkreśliła.

W poniedziałek Świątek wróciła na kort, na którym trzy lata temu sięgnęła po juniorski tytuł.

Wróciło wiele wspomnień. Mimo że starałam się skoncentrować na tym, co mnie czeka, to cieszyłam się, że mam już rozegrany mecz na tym korcie. Bo to też doświadczenie. To był powrót sentymentalny i było to bardzo przyjemne - zapewniła.

Londyńska impreza przywitała uczestników pierwszego dnia deszczem. Dwa pierwsze spotkania na korcie nr 1 odbywały się przy zasuniętym dachu. Przed meczem Polki rozsunięto go, co ucieszyło 20-letnią zawodniczkę.

Nie mam żadnego doświadczenia w grze na trawie pod dachem. Bardzo lubię grać w hali na kortach twardych. Także na ziemi, ale nie mamy takich turnieju WTA w kalendarzu, więc mimo wszystko nie wiedziałam trochę czego się spodziewać jak dach będzie zasunięty. Słyszałam, że ta wilgoć od deszczu trochę zbiera się w środku i trawa robi się mokra. Było widać na korcie centralnym, że wtedy można się poślizgnąć. Ale nie zrobiło mi to wielkiej różnicy. Moja taktyka była taka sama. Może w trakcie meczu poczułabym różnicę, gdyby dach był zasunięty i trzeba byłoby się szybko adaptować, ale wszystko mi odpowiadało i było bardzo fajnie - relacjonowała.

Przed rozpoczęciem Wimbledonu mistrzyni ubiegłorocznego French Open zapowiedziała, że będzie oglądała mecze innych zawodników, którzy z powodzeniem przenieśli swój styl gry z "mączki" na trawę. Teraz przyznała, że obejrzała już kilka spotkań Hiszpana Rafaela Nadala i Rumunki Simony Halep.

Głównie to były finały. Dominowali w nich, grali bardzo dobrze. Pomyślałam wtedy "jeśli będziesz mieć taki dzień, to wygrasz". Może to nie był najlepszy sposób na naukę, bo oni grali po prostu za dobrze. Muszę obejrzeć więcej pojedynków na trawie i zobaczyć, jak ludzie np. wracają w trudnych momentach i radzą sobie z problemami
- stwierdziła Świątek.