Departament Stanu USA ogłosił, że bada doniesienia o użyciu toksycznego gazu w Syrii w pobliżu miejscowości, gdzie w poniedziałek zestrzelono rosyjski śmigłowiec z pięcioma wojskowymi na pokładzie. USA na razie nie potwierdzają tych wiadomości.

REKLAMA

Activists claim helicopter-launched gas attack on rebel-held territory in Syria. https://t.co/enFhR5Fkbf pic.twitter.com/W1FYDlZxRH

NBCNightlyNewsAugust 2, 2016

Rzecznik Departamentu Stanu John Kirby powiedział, że jeśli doniesienia lokalnych służb medycznych okażą się prawdziwe, "będzie to bardzo poważne".

Według tych służb, na miejscowość Sarakeb w prowincji Idlib w północno-zachodniej Syrii zrzucono w poniedziałek wieczorem dwie beczki z chlorem. Około trzydziestu osób, głównie kobiety i dzieci, miało w następstwie objawy zatrucia. Nie wiadomo, kto miał dokonać ataku.

Wiemy, że to chlor, bo już byliśmy nim atakowani i znamy ten zapach i objawy - powiedział BBC doktor Abdel Aziz Barih, który pracuje w Sarakebie.

Chlor to pierwiastek powszechnie wykorzystywany w przemyśle chemicznym, ale jego używanie jako gazu bojowego jest zabronione na mocy konwencji o zakazie broni chemicznej. Jest silnie toksyczny, podrażnia układ oddechowy i błony śluzowe, a zatrucie może prowadzić do śmierci. Chlor był wykorzystywany jako gaz bojowy podczas I wojny światowej.

Reporterzy BBC w 2013 roku zebrali mocne dowody na to, że mieszkańcy Sarakebu byli zaatakowani z użyciem broni chemicznej z helikopterów przez wojska prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Władze odrzuciły wówczas te oskarżenia.

Nie wiadomo, kto zestrzelił rosyjski śmigłowiec.

(az)