Amerykański raper Kanye West, który również ubiegał się o urząd prezydenta we wtorkowych wyborach w USA, uznał w środę swoją porażkę, ale zapowiedział, że za cztery lata znów zamierza powalczyć o Biały Dom.

REKLAMA

West nie miał szans na zwycięstwo - znajdował się na listach wyborczych tylko w 12 stanach (Tennessee, Arkansas, Idaho, Kentucky, Luizjana, Missisipi, Minnesota, Oklahoma, Utah, Iowa, Kolorado i Vermont), które mają łącznie 84 głosy elektorskie, a więc znacznie poniżej 270, co stanowi niezbędne minimum do wygranej.

Wprawdzie liczenie głosów w wyborach prezydenckich jeszcze się nie zakończyło, ale w żadnym ze stanów West nawet nie zbliżył się do wyników ubiegającego się o reelekcję Donalda Trumpa i kandydata Demokratów na prezydenta Joe Bidena. Według agencji AP 43-letni raper zdobył w skali całego kraju 60 761 głosów, choć ta liczba w miarę liczenia może jeszcze nieco wzrosnąć.

Stosunkowo najlepszy wynik uzyskał w Tennessee, gdzie zagłosowało na niego ponad 10 tys. osób. Jest to jak na razie jedyny stan, w którym przekroczył ten poziom. W pozostałych - z wyjątkiem Vermontu z dość słabym wynikiem 1265 głosów - liczba głosów oddanych na Westa waha się między 3 tys. a 8 tys. Procentowo najlepszy wynik zanotował w Tennessee i Kentucky, gdzie poparło go po 0,3 proc. głosujących.

Niezrażony tym muzyk krótkim wpisem "Kanye 2024" zapowiedział na Twitterze, że za cztery lata znów wystartuje w wyborach.

Tymczasem większość Amerykanów czeka na wyniki tegorocznego głosowania. Wciąż nie ma rezultatów z ośmiu spośród 50 stanów i biorąc pod uwagę dużą liczbę głosów wysłanych pocztą, trudno powiedzieć, kiedy znany będzie zwycięzca. Na razie kandydat Biden może liczyć na 227 głosów elektorskich, a Trump - na 213. Do zwycięstwa potrzeba co najmniej 270.