Ministrowie spraw wewnętrznych Unii Europejskiej przyjęli deklarację w sprawie sytuacji w Afganistanie. Kładą w niej przede wszystkim nacisk na pomoc w regionie i wzmocnienie granic zewnętrznych UE oraz dokładne prześwietlanie, pod względem bezpieczeństwa, osób, które znajdą się na terenie wspólnoty.

REKLAMA

Przesłanie płynące z deklaracji oznacza, że Unia Europejska nie otworzy szeroko drzwi dla uchodźców z Afganistanu. O przyjęcie przynajmniej tylko najsłabszych imigrantów, czyli kobiet, dzieci, sędziów, czy dziennikarzy zagrożonych rządami talibów apelowała Komisja Europejska i na przykład Luksemburg.

Zdecydowanie sprzeciwiały się takiemu humanitarnemu podejściu Austria, Czechy i Dania.

Nie ma tematu relokacji, jest raczej temat ochrony granic zewnętrznych - powiedział wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Bartosz Grodecki, który uczestniczył w spotkaniu.

To, jak wskazuje korespondentka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon, zasadnicza różnica w porównaniu z kryzysem z 2015 roku, gdy Unia Europejska naciskała na obowiązkowy podział uchodźców między unijne kraje.

Zapis o zagrożeniach hybrydowych

Polska wpisała do wspólnej deklaracji zdanie o zagrożeniach hybrydowych w kontekście migracji.

Nie udało się wpisać bezpośredniego odwołania do sytuacji na granicy z Białorusią, gdyż dokument dotyczy sytuacji w Afganistanie.

Co stało się w Afganistanie?

15 sierpnia talibowie przejęli władzę nad Afganistanem, zdobywając stolicę tego kraju - Kabul. Z portu lotniczego w tym mieście zorganizowano wielką ewakuację personelu dyplomatycznego zagranicznych przedstawicielstw i obywateli państw z całego świata. Z kraju usiłowało uciec wielu Afgańczyków, którzy boją się mieszkać w państwie rządzonym przez islamskich fundamentalistów. Tysiące osób chcących opuścić kraj gromadziło się na lotnisku i w jego okolicach.

W poniedziałek szef Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) gen. Kenneth F. McKenzie ogłosił zakończenie wojskowej misji USA oraz akcji ewakuacyjnej w Afganistanie. Ostatni amerykański samolot transportowy C-17 odleciał z lotniska w Kabulu w poniedziałek, o godz. 23.59 czasu lokalnego. Po tym wydarzeniu talibowie ogłosili "pełną niepodległość" Afganistanu. Jak pisze agencja AP, talibscy bojownicy obserwowali, jak ostatnie amerykańskie samoloty odlatują z lotniska w Kabulu, a następnie strzelali na wiwat z karabinów w różnych punktach stolicy.

Zwycięstwo organizacji to "wielka lekcja dla wszystkich najeźdźców i dla przyszłego pokolenia (Afgańczyków). To historyczny dzień, historyczny moment i jesteśmy z tego dumni - przyznał rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid na lotnisku w Kabulu.

Media informowały, że w Kandaharze, stolicy prowincji o tej samej nazwie, islamiści wyjechali w nocy z poniedziałku na wtorek na ulice w samochodach i ciężarówkach. Ubrani w tradycyjne stroje zwolennicy talibów skandowali "Afganistan jest cmentarzem supermocarstw".

Rozpoczęta w reakcji na zamachy 11 września 2001 roku wojna w Afganistanie była najdłuższą w historii Ameryki. Według szacunków projektu Uniwersytetu Brown, 20-letnia wojna pociągnęła za sobą łącznie ponad 165 tys. ofiar po obu stronach konfliktu, z czego niemal 50 tys. ofiar cywilnych. Wśród ofiar było także 1 144 żołnierzy międzynarodowej koalicji ISAF, w tym 44 Polaków. Ogólny koszt wojny dla USA szacowany na ponad 2,2 bln dolarów.