Spokojny i niepozorny, ale od lat eksperymentował ze środkami wybuchowymi - tak o Brunonie K. mówią sąsiedzi z krakowskiego os. Albertyńskiego. 45-letni wykładowca Uniwersytetu Rolniczego mieszkał tam od urodzenia. Teraz jest w areszcie - został zatrzymany pod zarzutem przygotowywania zamachu na najwyższe władze w państwie. ABW odkryła, że chciał wysadzić Sejm czterema tonami materiałów wybuchowych.

REKLAMA


Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Sąsiedzi pamiętają niedoszłego zamachowca przede wszystkim z powodu incydentu sprzed ponad 25 lat. Nastoletni Brunon K. uczył się wtedy w technikum chemicznym i konstruował petardy. Jedna z nich eksplodowała w mieszkaniu. On już od dziecka miał zapędy pirotechniczne. Ma urwane palce, zrobił wybuch. Byłby wysadził blok w powietrze - opowiadała reporterowi RMF FM Maciejowi Grzybowi sąsiadka Brunona K. z bloku na os. Albertyńskim. Sąsiedzi mężczyzny twierdzą jednak, że od czasu tego wybuchu K. się uspokoił.

Pięć lat temu - także z powodu niedoszłego zamachowca - w bloku pojawili się policjanci. Ich wizyta była jednak tylko wywiadem środowiskowym, bo K. starał się o pozwolenie na posiadanie broni.

Uznał, że rządzący nie są "prawdziwymi Polakami"

Brunon K. to główny podejrzany w śledztwie, które wszczęła ABW. Funkcjonariusze otrzymali informacje o osobie planującej przeprowadzenie zamachu przy wykorzystaniu materiałów wybuchowych. Mężczyzna chciał zdetonować przed Sejmem 4 tony materiałów wybuchowych w czasie, gdy w budynku przebywaliby prezydent, premier i członkowie rządu. Po zatrzymaniu zeznał, że planował zamach, bo rządzący krajem politycy nie są "prawdziwymi Polakami".

Przygotowując zamach, Brunon K. poszukiwał współpracowników, chciał zorganizować grupę zbrojną. Oprócz niego w sprawie zatrzymano jeszcze dwie osoby, które usłyszały zarzuty nielegalnego posiadania broni. Wiadomo również, że mężczyzna przeprowadzał między innymi próbne detonacje.

Niedoszły zamachowiec został zatrzymany 9 listopada, trafił już na trzy miesiące do aresztu. Początkowo, przesłuchiwany w charakterze podejrzanego, skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, ale w trakcie posiedzenia przed sądem stwierdził, że częściowo przyznaje się do winy i złożył szczątkowe wyjaśnienia. Przyznał się jedynie do szkoleń innych osób i do próbnych eksplozji. Stwierdził też, że przygotowywał zamach z inspiracji innych osób.