Ponad 300 próbek pobranych przez polskich biegłych m.in. z foteli tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, przyjedzie dziś do Polski. Pierwszy raz Rosjanie zgodzili się na ich bezpośrednie przekazanie - podkreśla "Nasz Dziennik".

REKLAMA

Obecna sytuacja to zupełna nowość w śledztwie smoleńskim. Pominięto wielomiesięczną biurokratyczną procedurę. Zgodnie z nią wszystkie materiały zgromadzone w Rosji trafiały za pośrednictwem tamtejszego Komitetu Śledczego do rosyjskiej Prokuratury Generalnej, a potem do jej polskiej odpowiedniczki. W efekcie biegli, którzy niekiedy sami zabezpieczali materiał w Rosji, dostawali go ponownie po wielu miesiącach.

Podpułkownik Karol Kopczyk, główny referent śledztwa smoleńskiego w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przyznaje, że sam nie wie, co wpłynęło na zmianę nastawienia Rosjan. Zwraca uwagę, że już jesienią były pewne oznaki poprawy współpracy - próbki pobrane z wraku na przełomie września i października przysłano po 2 miesiącach, a materiały związane z badaniem brzozy - po 3. A wcześniej w grę wchodziło nawet 7 miesięcy.

Wśród próbek pobranych w drugiej połowie lipca w fotelu są m.in. te z foteli, pasów bezpieczeństwa, wózków na posiłki dla gości i innych drobnych przedmiotów. W sumie jest ich ponad 300. "To więcej niż z całego wraku i okolic miejsca katastrofy pobrano we wrześniu i październiku" - podkreśla "Nasz Dziennik".