"Kraje Unii Europejskiej powinny zwiększyć badania próbek pozytywnych przypadków Covid-19 na obecność nowych wariantów takich jak brytyjski czy południowoafrykański do co najmniej 5 proc., a najlepiej 10 proc” - rekomenduje Komisja Europejska. Problem w tym, że Polska na razie ogóle nie robi takich badań. Badania takie mają się dopiero rozpocząć pod kierunkiem prof. Krzysztofa Pyrcia, który w rozmowie z naszą dziennikarką Katarzyną Szymańską-Borginon przyznał, że czeka na próbki niezbędne do testowania już od dwóch tygodni.

REKLAMA

Komisja Europejska bardzo poważnie podchodzi do zagrożenia mutacją kornawirusa. W Holandii władze ogłosiły, że nowy brytyjski wariant, który może być nawet 30 razy bardziej zaraźliwy, zaczyna się wymykać spod kontroli. Wyliczono, że obecnie odpowiada ona za 10 proc. zakażeń. W przyszłym miesiącu prognozuje się, że może to być już połowa wszystkich zarażeń.

W Belgii z powodu odnotowywanych przypadków wariantu brytyjskiego zamykane są całe szkoły. W tym kraju testy są przeprowadzane "na potęgę".

KE alarmuje jednak, że obecnie wiele państw członkowskich testuje poniżej 1 proc. próbek, co nie wystarcza do określenia rozpowszechnienia wariantów lub wykrycia nowych.

W Polsce badań brak

W Polsce badań pod kątem brytyjskiej mutacji koronawirusa jeszcze w ogóle nie ma.

Do teraz nie było systemu monitorowania zmienności SARS-CoV-2 - mówi w rozmowie z dziennikarką RMF FM prof. Krzysztof Pyrć. Obecnie więc nie da się stwierdzić, ile jest w Polsce przypadków brytyjskiego wariantu koronawirusa.

Kiedy ruszą badania?

Czekamy w tym momencie na próbki reprezentacyjne dla całego kraju - mówi profesor. Dodaje, że czeka na te próbki już od 2 tygodni.

Krzysztof Pyrć liczy, że próbki nadejdą w najbliższych dniach i że będzie mógł rozpocząć pracę. Zaznacza, że planuje na razie dojść do badania pół procenta pozytywnych wyników, "bo od czegoś trzeba zacząć".

Dopiero uruchamiamy program monitorowania tego, co się dzieje i jak wygląda ewolucja wirusa - mówi profesor. Dopiero później będzie można myśleć o możliwości zwiększenia sekwencjonowania genomu wirusa powyżej 1 proc. Na razie więc dostosowanie się do zaleceń KE jest nierealne.

Profesor Pyrć uważa, że zalecenie Komisji Europejskiej, by badać 10 proc. pozytywnych próbek, jest "nadmiarowe". Jego zdaniem np. przy 20 tys. zakażeniach - sekwencjonowanie 2 tys. próbek dziennie jest "kompletnie nierealistyczne".