Co najmniej 90 afgańskich cywilów oraz 13 amerykańskich żołnierzy zginęło w dwóch zamachach bombowych w pobliżu lotniska w Kabulu. Rannych zostało około 150 osób. Dane te potwierdzają Pentagon i ministerstwo zdrowia Afganistanu. Może się jednak okazać, że ofiar jest o wiele więcej. Do eksplozji doszło, gdy kraje Zachodu przeprowadzają masową ewakuację z kraju opanowanego przez talibów. Do przeprowadzenia zamachu przyznało się ISIS. Prezydent USA Joe Biden zapowiedział odwet. "Nie zapomnimy tego, nie wybaczymy, zmusimy was, byście za to zapłacili" - powiedział.

REKLAMA

Według NATO to przywódcy talibów powinni przeprowadzić śledztwo w sprawie działającej w Afganistanie siatki tzw. Państwa Islamskiego. Liderzy Paktu Północnoatlantyckiego przypominają, że w ostatnich tygodniach talibowie wypuścili z więzień tysiące przetrzymywanych tam islamistów.

Kim są islamiści, odpowiedzialni za ataki w Kabulu

To właśnie Państwo Islamskie Prowincji Chorasan (IS-Ch) przyznało się do zorganizowania ataków w Kabulu. To brutalna i fanatyczna filia Państwa Islamskiego (IS), skłócona z talibami, których uznaje za niewystarczająco radykalnych - podają media w USA i Wielkiej Brytanii.

Grupa IS-Ch powstała w styczniu 2015 roku, gdy IS odnosiło militarne sukcesy w Iraku i Syrii, zanim kalifat, który ugrupowanie to chciało ustanowić na tym terenie, został pokonany przez międzynarodową koalicję pod egidą USA.

Bojownicy IS-Ch zostali zrekrutowani spośród afgańskich i pakistańskich dżihadystów, a zwłaszcza dezerterów z ruchu talibów, którzy uważali, że nie jest to organizacja wystarczająco radykalna - podaje BBC.

Były główny specjalista CIA ds. terroryzmu w regionie Afganistanu Douglas London powiedział w wywiadzie dla "USA Today", że teraz, gdy afgański rząd został obalony, IS-Ch stanie się szczególnie niebezpieczne.

Media przypominają, że dżihadyści z tego ruchu są szczególnie okrutni. 8 maja zaatakowali szkołę dla dziewcząt w Kabulu. Zginęło co najmniej 68 osób, w większości były to dziewczynki. Była to szkoła Hazarów - szyickiej mniejszości etnicznej, którą sunnickie IS-Ch obiera za cel.

W maju 2020 roku jego bojownicy zaatakowali hazarską klinikę położniczą i zabili 24 osoby, w tym niemowlęta, matki i personel medyczny.

Bazą IS-Ch jest położona na wschodzie Afganistanu prowincja Nangarhar. W pewnym okresie ugrupowanie to liczyło około 3 tys. bojowników, ale ocenia się, że jest teraz mniej liczne - pisze BBC.

Krwawy zamach w Kabulu

W czwartkowym zamachu zginęło co najmniej 90 Afgańczyków, a 143 osoby zostały ranne. Pentagon poinformował o śmierci 13 amerykańskich żołnierzy. 15 Marines zostało rannych.

Zamachowiec samobójca z IS "zdołał dotrzeć do dużego zgromadzenia tłumaczy i współpracowników armii amerykańskiej" przed hotelem Baron niedaleko lotniska w Kabulu i "zdetonował wśród nich pas szahida" - podała agencja Amak.

Rzecznik amerykańskiego resortu obrony John Kirby mówił, że przed lotniskiem w Kabulu doszło do dwóch eksplozji w ramach "złożonego zamachu". Jedna z eksplozji miała miejsce pod Abbey Gate, jednym z głównych wejść na lotnisko, gdzie gromadzili się ludzie. Do drugiego wybuchu doszło pod hotelem Baron, ok. 300 metrów dalej. Hotel ten był używany przez służby brytyjskie do wstępnego sprawdzania Afgańczyków przeznaczonych do ewakuacji.

Zachód ostrzegał przez zamachami

Czwartkowy zamach był poprzedzony wieloma ostrzeżeniami ze strony m.in. ambasady USA, a także przedstawicielstw innych krajów, które ostrzegały własnych obywateli oraz Afgańczyków przed gromadzeniem się pod bramami lotniska.

Mimo to i mimo zamkniętych bram, przed wejściami w ciągu dnia gromadziły się tłumy.

Szef Dowództwa Centralnego USA gen. Kenneth "Frank" McKenzie zapowiedział, że misja ewakuacji cywilów z lotniska jest i będzie kontynuowana, zaś cywile będą wprowadzani na pokłady samolotów "do ostatniej chwili". Jednocześnie stwierdził, że spodziewa się dalszych prób ataków.

Zaznaczył przy tym, że dżihadyści z IS nie mają sprzętu, który pozwoliłby im zaatakować odlatujące samoloty, choć w ich kierunku były oddawane strzały.

Jednocześnie powiedział, że nie wierzy, by talibowie celowo pozwolili na przeprowadzenie ataku, bo razem z USA mają wspólny cel - jak najszybsze opuszczenie lotniska w Kabulu.

Dowódca obiecał też, że jeśli uda się znaleźć odpowiedzialnych za zamach, USA przeprowadzą atak odwetowy.

Biden po zamachu: Nie wybaczymy

W nocy czasu polskiego głos w sprawie zamachu zabrał prezydent Joe Biden. Nie zapomnimy tego, nie wybaczymy, zmusimy was, byście za to zapłacili - powiedział, zwracając się do sprawców zamachu z Kabulu.

Prezydent USA oznajmił, że polecił dowódcom wojskowym przygotowanie planu uderzenia odwetowego wobec przywódców Państwa Islamskiego.

Dodał, że łącznie z Kabulu ewakuowano ponad 100 tys. osób, z czego ponad 7 tys. w ciągu ostatnich 12 godzin.

Podczas konferencji prasowej, już po przemówieniu Bidena, rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki stwierdziła jednak, że ewakuacja wszystkich Afgańczyków, którzy chcą wydostać się z Afganistanu, nie będzie możliwa.